Na Kręgu rozmawiałyśmy niedawno o świadomym odczuwaniu swojego ciała, jego poszczególnych części, obszarów. Niedługo po tym spotkaniu nawiązałam – całkiem przypadkiem – głęboki kontakt z moimi piersiami.

Zaczęło się od tego, że przestałam nosić stanik. Nie był to efekt dzikiej fanaberii, a konieczność spowodowana gojeniem się ranki na klatce piersiowej (pozostałości po kolczyku – tak, TO była dzika fanaberia!). Wyszłam więc w świat z piersiami „na wolności”. I zaczęłam je tak prawdziwie czuć. Czułam sutki ocierające się o materiał, czułam miękkość bawełny. Czułam każdy ruch, delikatne falowanie mojego biustu współgrające z rytmem całego ciała. Przez to, że zaczęłam je czuć, zaczęłam również o nich myśleć, oglądać je i ich dotykać. Odkryłam na nowo ich istnienie i otoczyłam je czułością i akceptacją – czymś, na co ewidentnie zasługiwały od zawsze, choć nie dostawały tego ode mnie zbyt często. Pokochałam je dojrzale. A w ramach rekompensaty za te wszystkie lata narzekania na nie, obrzucania krytycznym wzrokiem i wyśmiewania postanowiłam napisać o nich tekst. Spisać ich historię.

 

PODSTAWÓWKA

Moje piersi zaczęły rosnąć w tym samym czasie, co piersi większości dziewcząt z klasy. Piąta, szósta klasa – tak mi się wydaje. Dostałam od Mamy pierwszy stanik i przepełniła mnie duma. Niektóre koleżanki nie wiedzieć kiedy „wyhodowały” wielkie piersi i porównując się z nimi byłam trochę rozczarowana – moje wciąż były marnym A. Jednak świadomość, że niektóre dziewczyny jeszcze w ogóle nie mają nic „z przodu” krzepiła mnie. „Jeszcze urosną” – myślałam.

 

GIMNAZJUM

Hormony, nieszczęśliwe miłości, pryszcze i inne nieszczęścia związane z okresem dojrzewania sprawiły, że moje piersi zeszły na dalszy plan. Nie interesowałam się nimi za bardzo, choć czasem pojawiała się myśl: „czemu wciąż są takie małe?”.

 

LICEUM

Życie towarzyskie zakwitło i wygląd stał się ważniejszy. Miałam duży kompleks małych piersi – no bo jak to, one już chcą zostać takie małe?! Szału brak. Weszłam w pierwsze kontakty z chłopakami i – oczywiście – moje piersi również w nie weszły. Pierwszy chłopak, który kiedykolwiek dotknął moich piersi zachował się wspaniale – nie dość, że nie spaprał mi do końca (jakże chwiejnego wtedy!) poczucia własnej wartości i atrakcyjności, to jeszcze jego zapał i zaangażowanie sprawiły, że zaczęłam te moje małe piersi akceptować. Z tego miejsca chciałabym mu serdecznie podziękować. Zdarzyło mi się później raz czy dwa stracić całkowicie wiarę w piękno moich piersi. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak mój obecny partner po raz pierwszy zdjął ze mnie stanik (dodam, że mieliśmy wtedy po 18 lat, więc trochę czasu minęło). Zrobiłam wtedy wielkie oczy i spytałam z przestrachem: „Nie są dla Ciebie za małe?” – po czym się rozpłakałam. Na szczęście, nie były, a ja – o dziwo – tym popisowym numerem z gatunku „spektakularny strzał w stopę w sytuacji lirycznej” nie odstraszyłam go od siebie (kolejny powód, dla którego uważam, że jest cudowny!).

I to był chyba przełom, bo od tego czasu krytyczne słowa pod adresem moich piersi rzucałam jedynie w związku z ich niedostosowaniem odzieżowym („nie mogę kupić sukienki moich marzeń, bo mam do niej za małe cycki”). Było dobrze.

 

DOROSŁOŚĆ

Pogodziłam się z moimi piersiami. Powiedziałam im – chcecie być małe – spoko, damy radę. Może kiedyś wam się odmieni – a może nie i to też jest okej. Minęło trochę czasu, polubiłam je, wypuszczałam od czasu do czasu na wolność (wakacje!), dokarmiałam dobrymi pieszczotami, badałam regularnie i ubierałam w ładne biustonosze.

Nie wiem kiedy, ale urosły. Nie oszukujmy się, nie stały się nagle monstrualnymi dydolami, dwoma melonami, nie przerosły mojej głowy. Ale zrobiło się ich tyle, ile kiedyśtam sobie wymarzyłam. Na dodatek trafiłam w ręce brafitterki i okazało się, że jak się ściągnie trochę ciałka tu i tam i dobierze dobry stanik to nagle nosi się nawet dwa rozmiary miseczki więcej niż do tej pory! Cudowne doświadczenie, serdecznie polecam.

Staję przed lustrem, całkiem naga. Moje piersi ładnie zarysowują się z przodu, są dopełnieniem kobiecości mojego ciała. Trochę się rozjeżdżają na boki i jedna kończy się nieco wyżej od drugiej, ale to też jest fajne. Moje. Głaszczę swoje piersi. Są miękkie i jędrne. Skóra jest niezwykle delikatna, bardziej niż na ramieniu czy pupie. Sutki są teraz ogromne i miękkie, jednak wiem doskonale, że w odpowiednich warunkach potrafią się stać dwa razy mniejsze i twarde. Uśmiecham się do tej myśli.

Lubię moje piersi. Nareszcie i na zawsze.