No ja niestety już jestem feministką, ale może ty jeszcze nie jesteś i po przeczytaniu tego tekstu nigdy się nie zdecydujesz a ja będę zadowolona, że udało mi się ciebie „przed tym” uchronić.

Jeśli zostaniesz feministką to przede wszystkim zapomnij o uśmiechu, bo feministki nie mają poczucia humoru. Żarty oparte są przecież na stereotypach, bardzo często takich związanych z płcią, więc przestaniesz się śmiać z dowcipów, nie będziesz już oglądać kabaretów, a sytuacje nawet najlżej dwuznaczne (zwłaszcza w miejscu pracy) nie umkną twojej uwadze – będziesz zmuszona na nie zareagować a nie uśmiechnąć się wdzięcznie do oprawcy. Z czasem w pracy zostaniesz uznana za nudziarę, bo będziesz od kolegów (i koleżanek-niefeministek) wymagała, aby nie opowiadali w twojej obecności żartów tzw. damsko-męskich.

Jesteś feministką? No to nikt ci już nigdy w niczym nie pomoże, bo przecież sama chciałaś równouprawnienia to sobie teraz sama ze wszystkim radź. Sama. Jak mężczyzna. Bo przecież mężczyźni sobie doskonale sami radzą. Nie potrzebują wsparcia żadnej kobiety. Ze wszystkim. Nawet z praniem i gotowaniem (jak by chcieli oczywiście ale póki nie muszą to nie chcą).

Przestaniesz być kobietą. Nie przesadzam! Feministka to przecież taka kobieta, która chce być mężczyzną. Nie? No jak to nie? Przecież chce mieć to, co ma mężczyzna, znaczy chce być mężczyzną. Głupia nie wie, że aby mieć to, co mają mężczyźni to trzeba się nim urodzić?

Nie będziesz mogła słuchać spokojnie radia ani patrzeć obojętnie na reklamy telewizyjne. Będziesz się dosłownie gotować na każdym spocie o proszkach (do prania, pieczenia lub brania) i podpaskach. Nawet twoje ulubione programy i seriale obrzydną ci szybko z powodu seksistowskich wtrętów. Nagle zacznie ci przeszkadzać, że w wytworach kultury kobiety traktowane są jak kawałek mięsa. Oj nie posłuchasz ty sobie już z przyjemnością zbyt wielu piosenek, ani nie popatrzysz tym samym okiem na Jamesa Bonda.

Zewsząd będzie cię atakowało zdziwienie innych ludzi i znikąd nie otrzymasz krzty wsparcia czy zrozumienia, bo nikt cię nie będzie rozumiał. No bo czemu nie pozwoliłaś swojemu synkowi pociągnąć Zuzi za włosy? Komu to by zaszkodziło? Inne matki pozwalają i pokornie przyjmują skargi na swe córki, które oddają takim ciągowarkoczom.

Nic ci się nie należy, jeśli sobie nie wywalczysz. Będziesz prowokowana do walki i wyśmiewana, gdy ją podejmiesz.  No pokaż pazury! (I te nieogolone łydy przy okazji też pokaż). Pokaż swoją „prawdziwą twarz”, przy czym to nie ty zdecydujesz, która to jest.

Przygotuj się na mętlik w głowie, gdy twoja najlepsza przyjaciółka powie ci, że ma wspaniałego męża, który jej pomaga wieszać firanki a ty będziesz musiała jej pogratulować zamiast dociekać szczegółów typu kto w ogóle wpadł na pomysł prania tychże firanek. I dlaczego to nie był mąż. Mąż jest dobry, przecież przy dziecku też pomaga. No. Jak mu się chce. A jak nie to nie. I nikt go nie ocenia negatywnie, jeśli nie pomaga, za to wszyscy wychwalają pod niebiosa jak pomaga. Bo przecież nie musi. Ale pomaga. POMAGA, rozumiesz?

Nie rozumiesz? Oj, źle z tobą – chyba jesteś feministką :)