Była sobie raz dziewczyna, która została zaczarowana w taki sposób, że gdy żadna żywa istota na nią nie patrzyła, to ona robiła się bardzo brzydka.

To nie była jakaś tam zwykła brzydota tylko poważny przypadek absolutnej, totalnej i beznadziejnej obrzydliwości.

Była po prostu tak brzydka, że gdyby ktoś ją taką zobaczył, to stopiłby mu się mózg, stanęło serce i nerki odmówiłyby posłuszeństwa – obie na raz!

Brzydka się robiła tak bardzo, że gdyby zobaczyły ją ptaki to by struchlały i spadły w locie i chodzilibyśmy po dywanie ze sztywnych ptaków.

Gdyby zobaczyły jej brzydotę wilki to wyłyby z bólu oczu tak bardzo, że zagłuszyłyby sygnały wi-fi we wszystkich smartfonach na świecie i byśmy umarli, bo przecież bez internetu w telefonie nie da się żyć.

Żebyście naprawdę dobrze zrozumiały jak bardzo brzydka byłaby ta dziewczyna, to jeszcze tylko napiszę, że gdybyście ją mogły zobaczyć, to oczy by wam zwiędły i wypadły i trzeba by je było potem pięściami do czaszki wpychać i podlewać.

Dziewczyna wcale nie wiedziała, że jest zaczarowana i chodziła beztrosko po świecie. Chyba zaczarowała ją jakaś dobra wróżka, a nie zła czarownica, bo zła czarownica na pewno by się upewniła, że dziewczyna jest świadoma tego, jak koszmarnie jest brzydka (przypomnę tylko: dywan z ptaków, wilki zawyte na śmierć internetu, zwiędłe oczy, ryby zachłyśnięte wodą ze strachu, drzewa uciekające z korzeniami itd.)

Chodziła sobie ta brzydka dziewczyna po świecie i wyglądała całkiem normalnie, bo zawsze jakaś istota na nią patrzyła. Czasem była to sikorka zza okna przy którym dziewczyna się malowała, a czasem pająk spod jej łóżka. Każdego dnia mijała na swojej drodze dziesiątki, a może i setki istnień, które traktowały ją jak każdą inną dziewczynę i nie wiedziały, jaką niszczycielską moc ze sobą niesie jej zaczarowanie.

Chodziła sobie ta brzydka dziewczyna po świecie i była całkiem szczęśliwa. Ona też przecież nie wiedziała, że jest przeklęta – przecież gdy patrzyła w lustro, to też od razu robiła się normalna z wyglądu. Jeśli jej brzydota się ujawniała to znaczyło tylko tyle, że w pobliżu nie było żadnej biedronki, która mogłaby jednym spojrzeniem odczynić urok.

Dziewczyna żyła i żyła aż pewnego dnia umarła i nikt się nigdy nie dowiedział, że była zaczarowana.

Jaki z tego morał?