Była sobie kiedyś Mała Dziewczynka, która uwielbiała cukierki.

Była sobie też piękna i dobra Pani, która miała bardzo dużo cukierków i uwielbiała rozdawać je dzieciom. We wszystkich smakach i przeróżnych kształtach. Niektóre były zawinięte w błyszczące i szeleszczące papierki, inne były skromne i zwyczajne. Były tam twarde landrynki i miękkie toffi, cukierki z kwaśną posypką i słodkim marcepanowym środkiem, cukierki ciągutki i mleczne karmelki, galaretki i cukierki w czekoladzie i jeszcze dużo, dużo więcej. Nieskończenie dużo przeróżnych cukierków.

Pani trzymała je w wielkiej torbie i rozdawała garściami. Również Małej Dziewczynce, która przecież uwielbiała cukierki. Niektóre z nich lubiła bardziej, inne mniej. Miała swoje ulubione i takie, za którymi nie przepadała. Miętówek na przykład nie lubiła za bardzo, wolała ciągutki które zabawnie oblepiały zęby i pozwalały długo delektować się słodkim smakiem. Ale czasem dostawała miętówki, nie wiedziała czemu. Zjadała je oczywiście, choć niezbyt zadowolona. Ale przynajmniej miała potem świeży oddech.

Mała Dziewczynka pamiętała o jednym – żeby podziękować za cukierki, tak jak uczyła ją Mama. Gdy więc każdego dnia dostawała porcję nowych łakoci, uśmiechała się do Pani i mówiła – aż tyle! I są nawet dwie moje ulubione ciągutki! O, jest i miętówka. I tyle innych pyszności! Dziękuję! Dziękuję ci, dobra Pani! Zjem trochę teraz, a resztę odłożę na później.

Ale nie było potrzeby odkładać nic na później! Dobra Pani przychodziła z wielką torbą cukierków codziennie, każdego dnia. Sięgała do torby swoją szczodrą dłonią i dosłownie obsypywała dziewczynkę cukierkami. A kiedy Dziewczynka śmiejąc się i podskakując dziękowała dobrej Pani, ta z uśmiechem wyciągała jeszcze więcej cukierków, by obsypać nimi Dziewczynkę. Deszcz cukierków!

I tak to wyglądało każdego dnia. Aż Dziewczynka uznała, że zawsze będzie przychodzić do niej dobra Pani i dawać jej cukierki.

Pewnego dnia Dziewczynka zapomniała podziękować. Może była zamyślona. Może niewyspana. Może miała zły dzień  – dość, że tym razem nie podziękowała dobrej Pani za cukierkowy deszcz. Ale dobra Pani nie przejęła się tym za bardzo  – wiadomo przecież, jakie są dzieci! Następnego dnia przyszła jak zawsze i dała Dziewczynce dużą garść cukierków. I tym razem także nie usłyszała podziękowań. Czy Dziewczynka znów zapomniała? Czy przyzwyczaiła się i uznała, że cukierki po prostu jej się należą? Przecież zawsze były i zawsze będą! Tak to trwało przez jakiś czas. Cukierków było tyle co zwykle, ale dobra Pani nie usłyszała za nie słowa podziękowania. Czasem specjalnie podsuwała Dziewczynce więcej ulubionych ciągutek. A ta brała wszystko bez słowa i odchodziła, nie oglądając się za siebie.

Potem Dziewczynka zaczęła grymasić. – Dlaczego tak mało? Dlaczego nie przyniosłaś więcej truskawkowych? Przecież wiesz, że je lubię! I po co mi te miętówki? Nie chcę miętówek! Zabieraj je sobie, miętówki są obrzydliwe! I jutro przynieś cukierki o smaku pistacjowym i więcej ciągutek! Więcej wszystkiego, przynosisz za mało!

Aż pewnego dnia cierpliwość dobrej Pani się skończyła. Zrozumcie ją, proszę. Chcielibyście całe życie obdarowywać kogoś wspaniałymi cukierkami, dawanymi prosto z serca, i nie usłyszeć nawet słowa podziękowania, nawet jednego uśmiechu, nawet mrugnięcia, a zamiast tego tylko narzekania, żądania i pretensje? Nawet święty by stracił cierpliwość.

I tak Dziewczynka zaczęła dostawać coraz mniej cukierków. Mniej i mniej. Im bardziej narzekała i wymagała od dobrej Pani, tym mniej cukierków dostawała. Aż któregoś dnia dobra Pani nie przyszła wcale. Ani następnego dnia, ani następnego. Od tego czasu życie dziewczynki stało się gorzkie, a ona sama pogrążona w smutku i złości. W końcu poskarżyła się Mamie, że inne dziewczynki dostają tyle pysznych cukierków, a ona ani jednego… – A czy pamiętałaś, by podziękować dobrej Pani za cukierki, tak jak cię uczyłam? – zapytała Mama. – Ale za co mam jej dziękować? Przecież te cukierki mi się należą! To wcale nie były jakieś wyjątkowe rzeczy, zwykłe cukierki i tyle. Poza tym pomyślałam sobie, że jak będę ciągle dziękować za te cukierki które mam, to Pani uzna, że najwyraźniej już mi ich wystarczy i nie dostanę więcej… – odpowiedziała Dziewczynka.

A Mama wytłumaczyła Dziewczynce, że jest zupełnie odwrotnie. – Dobra Pani lubi być doceniana za swoją pracę i słyszeć podziękowania. I gdy je słyszy, ma ochotę dawać więcej i więcej cukierków. Po co ma je dawać komuś, kto ich nie docenia? Przecież to byłoby marnotrawstwo! – Teraz już rozumiem… – szepnęła Dziewczynka.

– Podziękuj dobrej Pani, a na pewno przyniesie ci cukierki – poradziła Mama. – Ale za co mam jej podziękować, skoro nie mam nawet jednego cukierka? – zdziwiła się Dziewczynka. – Och, możesz jej podziękować za to, że nie masz cukierków. Przecież dzięki temu zrozumiałaś coś bardzo ważnego i warto za to podziękować. A poza tym… jesteś pewna, że nie masz żadnego cukierka? Poszukaj dobrze. Rozejrzyj się.

Dziewczynka rozejrzała się po swoim pokoju. Zwykły pokój, w którym każdego dnia spędzała tyle czasu. Zwykłe biurko, zwykłe łóżko, ściany, podłoga, sufit. Tknięta dziwnym przeczuciem, zajrzała pod poduszkę. A tam, na białym prześcieradle, lekko wciśnięta w materac, leżała najprawdziwsza miętówka! Była tam cały czas! Dziewczynka spała na niej przez tyle nocy i nawet jej nie zauważyła.

Mała Dziewczynka schwyciła cukierka. – Dobra Pani! Dziękuję ci za tę miętówkę. Dziękuję, że ją od ciebie dostałam. Dziękuję, że pamiętasz o mnie i dałaś mi tego jednego, jedynego cukierka. – powiedziała, a były to podziękowania prosto z serca.

I w tej samej chwili spadł na Dziewczynkę deszcz cukierków. Prawie same ciągutki! Śmiejąc się i podskakując, dziękowała dobrej Pani jak umiała najpiękniej.