Na urodziny dostaniesz życzenia. Idę o zakład, że co najmniej jedna osoba „pożyczy ci” wszystkiego najlepszego, czyli wszystkiego, co w teorii osoba życząca ma na myśli, a co przyczyniłoby się do twojego szczęścia.  Można też komuś życzyć „Wszystkiego, czego tylko chcesz”.

I tu, Moje Drogie, zaczynają się schody. I moje rozważania nad błogosławionym stanem niewiedzy.

 

Bo lepiej nie zastanawiać się za bardzo nad tym, czego się chce. 

 

* * *

– Co byś chciała robić w życiu?

– Nie wiem. 

– A ten twój chłopak, myślisz, że to ten?

– Nie wiem…

– Jakie jest twoje największe marzenie?

– Nie wiem… Nie wiem czego chcę. Nic nie wiem. 

***

Przypatrz się sobie i tym momentom, w którym mówisz lub myślisz „nie wiem”. Bo w większości tych przypadków tak naprawdę wiesz. Tylko nie chcesz tego przyznać nawet przed sobą. 

Mówię „nie wiem” w kontaktach i rozmowach z innymi ludźmi BO NIE CHCĘ POWIEDZIEĆ NA GŁOS tego co tak naprawdę wiem, a do czego jest mi tak trudno się przyznać nawet przed samą sobą.

Wolę być nieświadoma, wolę nie wiedzieć, bo za wiedzą idzie zmiana. Jeśli wiem, czego chcę, mogę po to sięgnąć, ba, zaczynam czuć się niewygodnie sama ze sobą, jeśli wiem czego chcę, a po to nie sięgam! Jeśli wiem, w którą stronę pragnę iść, mogę zacząć stawiać pierwsze kroki w tym kierunku, uparcie, noga za nogą. Jeśli wiem, jakiej zmiany potrzebuję, mogę ją wprowadzić. Jeśli wiem jakie mam marzenia, mogę je realizować, i nie ma głupich wymówek. Jeśli wiem, mogę się zmierzyć z tą –  niewygodną czasem – wiedzą. Mogę się zmierzyć z niewygodną prawdą. Nie chce mi się. Żeby być uczciwą wobec siebie, powinnam raczej odpowiedzieć: wiem, ale nie powiem. Nie chce mi się nad tym myśleć. Boję się tej odpowiedzi. Nie mam siły się mierzyć z tą wiedzą.

I dlatego wiele Kobiet wybiera stan, który ja nazywam błogosławionym stanem niewiedzy. Naprawdę, lepiej nie wiedzieć. Nie trzeba wstawać z fotela, nie trzeba ruszać tyłka na dwór, na ziąb i mróz. 

I tak sobie żyjesz. Dopóki jednak nie przyznasz przed sobą:

Ale ja wiem! Wiem, tylko nie chcę tego powiedzieć na głos. Musiałabym na głos wypowiedzieć to wszystko, co w tej chwili tylko przeze mnie przepływa, i czego nie chcę chwytać mocniej, bo wtedy nie znalazłabym już żadnej wymówki, żeby pozostawać dłużej w tej strefie komfortu, jaką jest BŁOGOSŁAWIONY STAN NIEWIEDZY. 

Obserwuj siebie, obserwuj momenty w których mówisz „nie wiem”.

I, jak to zwykł mawiać mój Przyjaciel: Nie wiesz? To pomyśl. Odpowiedź jest gdzieś w tobie. A jeśli nie chcesz jej teraz szukać – bo przecież możesz nie chcieć, możesz się bać tej odpowiedzi – to też przyznaj to przed sobą uczciwie.

Bać się jest okej. Bać się i wiedzieć, i uświadamiać sobie swój strach, jest jeszcze bardziej okej.