Siedzę w kawiarni. Popijam gorącą czekoladę. Przechylam szklankę, a czekoladowa lawa leniwie spływa po ściance fikuśnej szklanki. Brązowy krem jest gęsty ­ oblepia mi usta i otula mój język. Zlizuję go z warg i czuję jednoczesną słodycz i gorycz. Miłe ciepło wypełnia mnie od środka. To świetne uczucie. W tle słychać delikatne dźwięki ­ co to za muzyka? Nie wiem. Jakaś delikatna i rozluźniająca. Słyszę skrzypce (a może altówkę? nie jestem specjalistą) ­ brzmią jak elfy lub wróżki tańczące wśród kwiatów i skaczące z płatka na płatek.

Siedzę w kawiarni. Zlizuję czekoladowy płyn z łyżeczki. Jego smak przenosi mnie do krainy przyjemności. Wokół mnie siedzą ludzie, zupełnie tego nieświadomi. W rogu koleżanki zwierzają się sobie z sekretów minionych dni. Po prawo siedzi dwóch chłopaków ­ w designerkich ciuszkach i wystylizowanych fryzurach. Wpatrują się w ekran laptopa i o czymś dyskutują. Dość głośno. Wymieniają się spostrzeżeniami. Zapisują coś na kartce. Wydaje mi się, że pracują. Naprzeciwko nich starszy mężczyzna czyta gazetę. Ma na nosie okulary, które raz po raz zsuwają mu się z nosa. Jest tak pochłonięty lekturą, że nie zauważa nawet kelnerki, która krząta się tuż obok. Dziewczyna jest młoda i dosyć ładna. Uśmiecha się do mnie miło, choć jej oczy zdradzają, że jest już bardzo zmęczona.

Siedzę w kawiarni, a mus czekoladowy oblepia mi usta. Sprawia mi to wielką przyjemność. Jestem sama. Siedzę i dumam. Zazwyczaj boję się tych chwil, kiedy zostaję sama. Ciężko mi. Nie potrafię. Od razu szukam kontaktu: dzwonię, piszę smsy. Byleby nie zostać samą. Jednak nie dziś.

Dziś siedzę w kawiarni, a czekolada oblepia mi usta. Oddaję się temu z należytą czcią.

Poświęcam się temu wszystkimi zmysłami i jestem szczęśliwa.