Nic się nie stanie. Dziękuję za uwagę. Kurtyna.

 

 

 

 

 

Naprawdę. Serio. Sprawdziłam. Poświęciłam się dla większej sprawy ;) i przestałam golić nogi, ponad miesiąc temu, i pachy, około 2-3 tygodnie temu. Eksperymentalnie. To nie na tyle długo żebym zarosła nie wiadomo jak, ale na tyle długo, żeby pewne partie mojego ciała zaczęły odstawać od „kanonów urody” (zaśmiałam się w głos na to hasło). Prowadzę przy tym normalne życie, mam partnera który codziennie ogląda mnie nago. Chodzę na basen. Na pewno chce spróbować nie golić się latem żeby zobaczyć jak mi będzie z nieogolonymi nogami w minispódniczce.

Tak więc nie golę nóg i pach. I naprawdę, naprawdę, przysięgam wam, nic się nie stało. Słońce wschodzi każdego dnia. Ja żyję. Nie zamieniłam się w niezadbane zarośnięte monstrum, albo, co gorsza, w fe-mi-ni-stkę! :) Nie stałam się mniej atrakcyjna dla mojego męża. Nie zaczęłam śmierdzieć (ja nie wiem co to za przekonanie że jak się ma włosy pod pachami to się natychmiast śmierdzi. Używam antyperspirantu, pocę się mało i nie śmierdzę. A tak w ogóle to przecież większość mężczyzn nie depiluje pach i większość mężczyzn nie śmierdzi, jeśli się myją codziennie i używają dezodorantów).

Przestałam golić nogi i pachy żeby sprawdzić pewne rzeczy. Od jakiegoś już czasu sprawdzam jak daleko mogę się posunąć w niepodążaniu za kanonem, jak daleko mogę się posunąć i czuć się przy tym piękna, seksowna, zadbana, kobieca – w oczach swoich przede wszystkim, ale też w oczach partnera. W ramach tego sprawdzania przestałam się malować, przestałam regulować kształt brwi, przestałam nosić stanik i przestałam się golić. I dobrze mi z tym. W sensie, normalnie, zwyczajnie. Nie wiem czy to będą zmiany „na zawsze”, pewnie nie. Jak mi się zachce te nogi ogolić, bo mi się zatęskni za gładką skórą, to je ogolę bez mrugnięcia okiem. Ostatnio nawet się zastanawiałam nad ponownym wyskubaniem brwi do pożądanego kształtu (czytaj – kształtu uznawanego za ładny, kobiecy, zadbany). Pozastanawiałam się chwilę, zapytałam siebie czy naprawdę te brwi są dla mnie tak szalenie ważne, tak bardzo definiują to kim jestem i jak się czuję, to tylko kilkadziesiąt włosków na miłość boską. I nie wyrwałam ich, co nie znaczy że jutro tego nie zrobię. Ale chcę mieć w tym wszystkim wybór – dyktowany moją wewnętrzną potrzebą, a nie presją kanonu.

Paradoksalnie, teraz, mimo tego niegolenia, mimo tego że przytyłam 4 kilo, mam lepszą relację ze swoim ciałem niż miałam kiedykolwiek w życiu. Uwielbiam swoje ciało, uwielbiam to jak wyglądam i czuję się pewniejsza siebie. Bardzo dobrze się czuję w tym ciele które mam. Lubię je dotykać, głaskać, masować, całować, nacierać olejkami. Dbam o nie dlatego, że chcę o nie dbać, bo uwielbiam dawać sobie PRZYJEMNOŚĆ, a nie dlatego że panikuję by nie być uznaną za niezadbaną, nieseksowną kobietę. Zapewne wielu ludzi mnie za taką uważa – niezadbaną, nieseksowną. Mnie jest z tym okej. Przecież to bez sensu bym dążyła do tego żeby wszyscy ludzie których znam uważali mnie za atrakcyjną. Po co?

To, że mogę sobie tak eksperymentować i sprawdzać jest możliwe dzięki wielu czynnikom, ale dwa z nich, oba zewnętrzne, są dla mnie szczególną pomocą. Po pierwsze, mam pracę która nie wymaga ode mnie eleganckiego stroju, pełnego makijażu, pomalowanych paznokci. Po drugie, mam pełne wsparcie męża i czuję się przez niego akceptowana, uznana za atrakcyjną – to dużo dla mnie znaczy.

 

Nie namawiam Was do tego, żebyście przestały się golić, malować czy nosić szpilki (ja czasem noszę!). Wręcz przeciwnie. Namawiam Was do tego, żebyście robiły to na co macie tylko ochotę. Wy.

Namawiam Was też, byście nie dały sobie wmówić, że kobieta  z nieogolonymi nogami i bez makijażu jest niezadbana. Nie dajcie sobie wmówić że COKOLWIEK MUSICIE! Że musicie golić nogi, golić cipki, malować rzęsy, schudnąć, poprawić biust, farbować włosy… że musicie to robić by się czuć dobrze. Albo że musicie przestać golić nogi czy się malować. Nic nie musicie. Poszukajcie siebie. Tak naprawdę. Odsiejcie siebie od społecznych oczekiwań. I zróbcie to co chcecie. To, co czujecie że wam służy. To, czego pragniecie.

Chyba to co usiłuję tutaj tak mało składnie napisać to – bądźmy otwarte. Miejmy otwarte głowy, otwarte serca. Na wybory innych kobiet (co do ich wyglądu i nie tylko – również jeśli chcą nosić szpilki, makijaż, dekolty, mieć sztuczne piersi itd.). Na nasze własne wybory. Na nasze własne potrzeby. Zadawajmy sobie pytania. Kwestionujmy kanony i sprawdzajmy co nam to robi. 

Jeśli chcesz ogolić nogi, to ogól. Jeśli nie chcesz, to nie gól. Nic się nie stanie. Z dużym prawdopodobieństwem nikt nie zauważy. A nawet jeśli zauważy, nawet jeśli sobie pomyśli że to jest obrzydliwe… To są jego myśli. Jego sprawa. Daj mu myśleć co chce.

Na koniec dwa filmiki, które poniekąd stały się dla mnie inspiracją do mojego włochatego eksperymentu. Oba od Alyse z kanału Raw Alignment, niestety po angielsku tylko :(