I zapisuj ją w zeszycie.

Tak sobie pomyślałam. Tak zrobiłam. Kupiłam zeszyt. To takie proste. Codziennie data i przynajmniej jedna nowa rzecz, którą dziś zrobiłam, lub która mnie spotkała.

To takie proste, a tyle w tym dla mnie radości i celebracji życia.

Ktoś powie, że mi łatwo. Bo jestem w nowym miejscu, nowym kraju, nowym mieście, nowej pracy i wśród nowych ludzi. Każdego dnia robię coś nowego.

I właśnie dlatego nie chciałam, żeby mi to uciekło. Nie chcę już nigdy, by każdy dzień był podobny do poprzedniego. Nie chcę już nigdy zastanawiać się, jakim cudem ostatni tydzień przeciekł mi przez palce i dlaczego ostatnie miesiące były jedną szarą masą.

Dlatego zaczęłam eksperyment z zapisywaniem rzeczy które zrobiłam / przytrafiły mi się danego dnia po raz pierwszy w życiu. Czasem jest to wejście na wulkan, a czasem kupienie dżemu o smaku, którego nigdy nie próbowałam. Witam nowe z radością, ale też aktywnie szukam możliwości zrobienia czegoś nowego, czegoś inaczej. Spróbowania nowego smaku herbaty, pójścia nową drogą do pracy, powiedzenia komuś czegoś po raz pierwszy, odwiedzenia miejsca w którym nigdy nie byłam, spróbowania nowej dyscypliny sportu… „Żeby było co wpisać do zeszytu ” – myślę sobie żartem, bo przecież chodzi o coś znacznie więcej. Żeby każdy dzień był wyjątkowy. Żeby drobnymi kroczkami lub wielkimi susami opuszczać swoją strefę komfortu.

 

Żeby żyć.

 

Żyj i zauważaj, że żyjesz, celebruj to, dziękuj, doceniaj, witaj z otwartymi ramionami i otwartym sercem.

Szukaj nowych możliwości. Twórz je sobie.

Wszystko jest dobrze.