Myślę i czuję wiele rzeczy w związku z wydarzeniami w Polsce z ostatnich miesięcy, a szczególnie ostatniego tygodnia. Myślę o czarnym poniedziałku, który już pojutrze, 3 października. O tym dniu, w którym setki tysięcy kobiet nie pójdą do pracy ani na uczelnię, tylko wyjdą na ulice protestować przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Ja też wyjdę – na ten sam plac na którym 40 lat temu protestowały Islandki, będące inspiracją dla polskiego protestu. Wyjdę, żeby pokazać solidarność z moją Siostrą, moimi przyjaciółkami, koleżankami, znajomymi i nieznajomymi Kobietami na ulicach w Polsce. Wyjdę, żeby wyrazić moje oburzenie. Bo ja się oburzam. Wkurwiam się tak, że czuję jak wszystko we mnie pulsuje. I boję się. Boję się tak bardzo, że czasem mnie ten strach wręcz paraliżuje. Boję się co będzie z moim krajem i wszystkimi Kobietami, które w nim mieszkają. Co będzie z moimi przyjaciółkami, znajomymi, z moją Siostrą.

Internet wrze. W ostatnich tygodniach naczytałam się setek wypowiedzi, komentarzy, polemik osób które są za prawem do aborcji i przeciwko niemu.

Jedni przekonują, że aborcja to zło, bo człowiek jest człowiekiem od momentu zapłodnienia (poczęcia). Aborcja jest zatem morderstwem, a kobiety jej dokonujące – zabójczyniami swoich dzieci. Wyjątków nie ma. Inni postulują, że „moje ciało mój wybór”. Że zlepka komórek w pierwszych dniach czy tygodniach ciąży nie można nazywać człowiekiem. A już na pewno nie można stawiać dobra zarodka nad dobrem kobiety.

I wszystkie dyskusje o tym, czy ten zlepek komórek ma duszę, czy też dopóki jest częścią kobiety niezdolną do przeżycia poza nim, to może ona o swoim ciele decydować; wszystkie te dyskusje są skazane na niepowodzenie. Bo są dyskusjami światopoglądowymi, filozoficznymi niemalże – dyskusjami o początku życia. Nie da się rozmawiać z dwóch różnych płaszczyzn (np. religijnej i medycznej) i się porozumieć. Więc jedni drugich nigdy nie przekonają do swoich racji, nigdy.

Wiecie, ja mam wątpliwości czy aborcja jest moralnie słuszna. Zawsze będę je mieć. Ja nawet rozumiem trochę tych, którzy przekonują, że zarodek to jest życie, którego nie można zabijać. Raczej nie używam haseł „moje ciało mój wybór” czy „moja macica moja broszka”. Bo nie jestem do tych słów w 100% przekonana. Ale zawsze, zawsze będę popierać prawo do decyzji o aborcji. 

Ja jestem sercem i głową za prawem do aborcji w trzech wyjątkach dopuszczanych obecnie przez polskie prawo (gwałt, ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu, zagrożenie zdrowia i życia matki). Ba, jestem nawet za prawem do decyzji o aborcji do 12 tygodnia bez podania przyczyny. Z bardzo prostego powodu. Kobiety nie da się zmusić do urodzenia dziecka. Nie da się. Jeśli kobieta nie chce, ale tak naprawdę, naprawdę nie chce tego dziecka urodzić, to go nie urodzi. Jeśli ją na to stać, to wyjedzie do Czech czy Niemiec. Jeśli takiej możliwości nie będzie miała, to znajdzie ogłoszenie o „usługach ginekologicznych – pełen zakres” albo „wywoływaniu miesiączki”. Wreszcie, jeśli będzie kobietą bez środków finansowych albo nastolatką która nie będzie miała do kogo się zwrócić po pomoc, sięgnie po bardziej drastyczne środki – drut, szydełko czy też ten osławiony wieszak. Wypije domestos, będzie brała gorące kąpiele albo skakała ze schodów. W ostateczności, jeśli nic innego jej już do głowy nie przyjdzie, to stanie na torach albo połknie garść tabletek. Bo będzie wolała śmierć niż urodzenie tego dziecka.

 

Kobiety od zawsze usuwały niechciane ciąże. I zawsze będą usuwać. Czy to tak trudno zrozumieć? To się nie zmieni, nikt i nic, żadne prawo nie zmusi kobiet do rodzenia. A już zwłaszcza takie prawo, jak to proponowane – pełne zakazów, prokuratorów i kar więzienia. A czy ktoś zapewni, zaproponuje chociaż, wsparcie psychologiczne (o materialnym nawet nie wspominam) dla kobiet zmagających się z decyzją czy urodzić dziecko z gwałtu, albo dziecko z ciężkimi wadami? Czy powstaną ośrodki pomocy dla tych kobiet? Kto wesprze kobiety, które stoją w obliczu decyzji czy zaryzykować swoim życiem, aby urodzić? Czy one dostaną profesjonalną opiekę medyczną i psychologiczną? Rzucam te pytania w próżnię, wiem, że nie doczekam się odpowiedzi.

 

Nie chcę, nie godzę się na to, żeby kobiety musiały wyjeżdżać za granicę by dokonać aborcji. A często decydują się na to nawet gdy obecne prawo daje im taką możliwość (bo np. ciąża jest z gwałtu albo płód uszkodzony). Wolą nie ryzykować, że w Polsce lekarze będą im robić problemy i powoływać się na swoje sumienia.

Nie chcę, żeby kobiety były zmuszane do heroizmu. Bo decyzja o urodzeniu chorego dziecka, czy o zaryzykowaniu swoim życiem, jest niczym innym jak największym heroizmem. Jak można kogoś w ogóle zmusić do tego? Przecież to są tortury.

Nie chcę, by mój kraj stał się krajem z największym podziemiem aborcyjnym w Europie.

 

Będę protestować w poniedziałek. Dla wszystkich kobiet, które były przede mną. Które umarły w wyniku pokątnie wykonanych aborcji. I to nie tylko w średniowieczu, ale tu, w 21 wieku w Polsce. Którym odmówiono aborcji nawet, jeśli prawnie im przysługiwała.

Będę protestować dla moich przyszłych córek. Bo nie chcę dla nich takiego świata, jaki zapowiada ustawa o całkowitym zakazie aborcji. Bo boję się tego świata.

Będę protestować dla tych Kobiet, które z ciążą z gwałtu zostają same. Przerażone. Zagubione. Wyzywane od kurew, ladacznic i obarczane podwójną winą (najpierw się upiła w klubie i puściła, a teraz jeszcze chce się wyskrobać).

Będę protestować dla tych wszystkich sfrustrowanych Kobiet, które słyszą zawsze jeden i ten sam argument od zwolenników zakazu aborcji – jeśli rozkładasz nogi, to licz się z konsekwencjami, proste. Wiecie, mnie nie jest łatwo wyprowadzić z równowagi. Naprawdę. Ale ten „argument” sprawia, że oczy mi zachodzą czerwoną mgłą wściekłości. Jak bardzo nieczułym, podłym, małostkowym, bezczelnym i po prostu głupim trzeba być, by użyć takich słów. Jak bardzo trzeba mieć w sobie dużo złej woli (i mało mózgu, przepraszam, ponosi mnie), żeby uznać, że aborcja jest dla kobiety czymś na kształt, bo ja wiem, pójścia do kosmetyczki? Jak bardzo trzeba być ślepym, by nie dostrzegać, że oprócz „rozkładania nóg” istnieją też inne sytuacje… Gwałt, kazirodztwo. Wreszcie, np. ciąża pozamaciczna – która może być w wyniku świadomego nóg rozkładania, może być upragniona, wyczekana i zabójcza.

Będę protestować dla tych Kobiet, które z całego swojego serca pragną zostać mamami, a in vitro jest dla nich jedyną szansą.

Będę protestować dla mojej Przyjaciółki. Ona planuje drugie dziecko. Boję się, co się stanie, jeśli zajdzie w ciążę i okaże się, że są powikłania. Że potrzebna jest diagnostyka prenatalna.

Będę protestować dla drugiej Przyjaciółki, dla której zajście w ciążę będzie ryzykiem trwałego kalectwa. Chcę, żeby miała wybór.

 

Proszę Was, jeśli jesteście przeciwne nieludzkiemu pomysłowi zaostrzenia ustawy aborcyjnej, zaprotestujcie w poniedziałek 3 października. Zaprotestujcie tak jak możecie. Jeśli macie taką możliwość, nie idźcie do pracy. Nawet jeśli uważacie, że ta wasza nieobecność nic nie zmieni. Zamiast tego idźcie spotkać się z innymi kobietami, stanąć z nimi ramię w ramię. Wesprzeć się nawzajem. Jeśli musicie iść do pracy, to ubierzcie się na czarno, i dołączcie do protestów po pracy, jeśli tylko macie taką opcję. Zaprotestujcie. Zaprotestujmy. Dla siebie, dla naszych sióstr, sąsiadek, przyjaciółek, córek, mam. Dla wszystkich kobiet przed nami i po nas.
    Grafika w poniżej od http://pogotowie.tumblr.com/