Ostatnio często można mnie ujrzeć jak nagle uśmiecham się do siebie, czasem chichram pod nosem, a czasem wręcz śmieję się w głos. Skąd ta reakcja? Otóż, pojawia się ona niemal zawsze jako efekt zadania sobie pytania  „Czy to prawda?” A potem jest uśmiech.

Już wyjaśniam.

Byron_Katie_2„Czy to prawda?” to pierwsze z 4 pytań tzw. Pracy (The Work), metody wglądu spopularyzowanej przez Byron Katie. Jest to metoda ucząca rozpoznawania i kwestionowania myśli, które są dla nas bolesne, krzywdzące, które są źródłem cierpienia – dlatego, że w nie wierzymy, utożsamiamy się z nimi, uznajemy je za prawdziwe, z wyznaczające naszą rzeczywistość. Poddajemy się naszym myślom i cierpimy – niejako – na własne życzenie. Nie chcę pisać Wam tutaj długich teorii na temat Pracy, zainteresowane_ych odsyłam na www.thework.com oraz do świetnych książek Byron Katie: „Kochaj to co masz”, „Kłamstwa o miłości”, „Radość każdego dnia”.

Dziś na przykład dopadła mnie rano myśl – „Na pewno nie znajdziemy mieszkania do wynajęcia” (a mamy na to miesiąc). Uwierzyłam w tę myśl. Uczyniłam ją prawdziwą. Myśl to tylko myśl – ona nie ma żadnej mocy, żadnej wartości, żadnej racji bytu – dopóki nie damy jej tej mocy, wierząc w nią. Wtedy biada nam, bo myśl w którą wierzymy to najpotężniejsza broń na świecie. Determinuje nasze zachowania, nasze reakcje, nasze życie i wpływa na życie innych ludzi.

Dopadła mnie więc ta myśl o mieszkaniu i zatruła mi poranek. Bardzo łatwo rozpoznać takie zatruwające myśli. Jeśli czujemy się smutni, zdenerwowani, zirytowani, wystraszeni, przybici, zaniepokojeni, rozzłoszczeni, zniechęceni, znudzeni – to niezawodny znak, że daliśmy się wciągnąć w świat jakiejś myśli.

Gdy więc tylko zauważyłam, że jestem wystraszona i przybita, zatrzymałam się. Szybki rzut oka wstecz ukazał mi myśl, wokół kręci się moje życie  – nie znajdziemy mieszkania, to będzie koszmar, będziemy musieli strasznie przepłacić, będziemy mieszkać gdzieś gdzie mi się nie podoba i męczyć się tam…. STOP.

Czy to prawda?

Zazwyczaj już w tym momencie czuję ulgę. Przecież to wcale nie jest prawda. Ale jeśli twoja odpowiedź brzmi TAK, wtedy z pomocą przychodzi drugie z 4 pytań:

Czy możesz mieć absolutną pewność, że to prawda?

Czyli, jak ja to mówię – czy dałabyś sobie rękę i nogę uciąć w imię tego, że to prawda? Czy jesteś gotowa przysiąc na wszystkie świętości, na wszystko co ci w życiu najmilsze, że to prawda?

Oczywiście, że nie. Nigdy mi się nie zdarzyło, by w kryzysowej sytuacji (gdy uwierzyłam w jakąś krzywdzącą myśl) odpowiedzieć uczciwie, w zgodzie ze sobą i ze stuprocentową wiarą – tak, mam pewność, że to prawda. Nie zdarzyło się.

Często samo to przyznanie, zauważenie, że TO NIE JEST PRAWDA daje ogromną ulgę i pomaga mi się wyplątać z matni myśli. Pomaga mi wrócić do tu i teraz – do momentu, w którym dzieje się życie. I pojawia się uśmiech, a czasem wręcz śmieję się sama z siebie, jak mogłam spędzić ostatnie pół godziny z mojego wspaniałego, cennego życia, na poddawanie się myśli, która nawet nie jest prawdą. Tak, jakbym na to pół godziny przestała żyć.

A czasem idę dalej, do trzeciego pytania.

Jak reagujesz, gdy wierzysz, że ta myśl jest prawdziwa?

To pytanie pomaga mi zauważyć, jak bardzo myśl – MYŚL! coś co nie ma kształtu, coś co samo w sobie nie ma wartości – jak bardzo ta myśl zmienia mnie, gdy w nią wierzę. Jeśli chcę sobie odpowiedzieć szczerze na to pytanie, to muszę przyznać, że gdy wierzę, że ta myśl jest prawdziwa, życie staje się koszmarem. Jestem poirytowana i obrażona na świat (dlaczego mieszkania na wynajem są takie drogie? Czy ludzi całkiem pogięło?), jestem wkurzona na mojego partnera, robię się opryskliwa i niemiła dla niego (powinien pomóc mi szukać mieszkania zamiast gadać z kolegą na WhatsAppie!), zaczynam wątpić w sens życia (przeprowadzka za granicę nie ma sensu), podejmuję impulsywne działania których potem żałuję, nie mogę się należycie skoncentrować, jem kompulsywnie itd. itd. Zauważenie tego jest jak kubeł zimnej wody. Całe to cierpienie z powodu myśli która – zgodziłam się już z tym – nawet nie jest prawdziwa! Chyba tylko ludzie potrafią być tak irracjonalni.

Na koniec moje ulubione pytanie:

Kim byłabyś bez tej myśli?

Kim byłabym w tym momencie, jak by teraz wyglądało moje życie, gdybym była niezdolna do pomyślenia tej myśli i uwierzenia w nią? Oczywiście, byłabym spokojna i wyciszona (chyba, że akurat bym wierzyła w inną absurdalną myśl, hahahaha). W spokoju i uważności zjadłabym śniadanie. Spędziła miłe chwile z moim partnerem lub sama. Pomyślała nad racjonalnymi krokami które mogą nam pomóc znaleźć mieszkanie albo bym w ogóle o tym nie myślała. Nie straciłabym pół godziny z życia na motanie się w cierpieniu. Czy to nie wspaniałe?

Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie

rope-1469244_1920Zazwyczaj wystarcza mi pierwszy krok, by poczuć ulgę, by zauważyć, że zaplątałam się w myśli. Czasem robię w głowie pełną analizę, czyli cztery pytania (zajmuje mi to maksymalnie minutę), a czasem od razu przechodzę do odwrócenia. Albowiem cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie – to świetny i błyskawiczny sposób na wywrócenie do góry nogami twoich przekonań.

Na pewno nie znajdziemy mieszkania  – przychodzi mi do głowy odwrócenie na dwa sposoby:

– znajdziemy mieszkanie

– mieszkanie znajdzie nas (to moje ulubione odwrócenie).

Czy te myśli nie są jednakowo prawdziwe jak moja pierwsza myśl? Z radością doświadczam rozluźnienia i ulgi po odwróceniu. Wracam do życia.

Inny przykład odwrócenia które wykonałam dziś rano:

On powinien się mną bardziej interesować (zamiast spędzać czas na czytaniu newsów w telefonie).

Zauważyłam, że ta myśl wywołała napięcie. A potem odwróciłam to na wiele sposobów.

On nie powinien się mną bardziej interesować (przyznaję uczciwie, że spędzamy dużo czasu razem, dostaję od niego bardzo dużo uwagi, zainteresowania, ciepła, miłości… czy potrzeba mi jeszcze więcej? Czy może jednak on interesuje się mną wystarczająco mocno? Odpowiedziałam sobie absolutnie szczerze, że on interesuje się mną wystarczająco)

On powinien się bardziej interesować sobą (bo bardzo dużo pracuje, siedem dni w tygodniu, trudno mu znaleźć czas na relaks i te kilka chwil z telefonem pozwala mu się rozluźnić)

Ja powinnam się bardziej interesować sobą (oj tak! Kiedy ostatnio spędziłam czas sama ze sobą, robiąc coś tylko dla siebie, coś co sprawia mi niewypowiedzianą przyjemność, relaksuje mnie, uszczęśliwia? Wiem. Pójdę na basen).

To bardzo proste i bardzo przyjemne. Ostatnio staram się praktykować Pracę każdego dnia. Zauważam, że jestem mniej spięta, codzienne sytuacje które kiedyś wyprowadziłyby mnie z równowagi teraz mnie nie dotykają, mam dla siebie i ludzi więcej uśmiechu, miłości, cierpliwości.

Ciekawa jestem, czy Wy znacie Pracę, czy coś czytałyście, słyszałyście, czy stosujecie tę metodę wglądu w Waszym życiu? Co o niej sądzicie?