Dlaczego nie farbuję włosów

Dlaczego nie farbuję włosów

To już chyba z dziesięć lat jak nie farbuję włosów. Wcześniej miałam na głowie różne kolory i nie myślałam dlaczego farbuję.

Gdy włosy zaczęły mi siwieć (dosyć wcześnie, jak mojej mamusi) to zaczęłam się poważnie zastanawiać czy nie przestać ich farbować ale jeszcze długo to robiłam choć było to bardzo uciążliwe, bo nie ważne jak dobra była farba – siwe włosy wychodziły dość szybko i musiałam farbować coraz częściej.

Aż w końcu skóra na mojej głowie zaczęła to coraz gorzej znosić a ja na poważnie przemyślałam pomysł niefarbowania.

Miałam wtedy stabilną sytuację w pracy – moja pozycja nie zależała już od tego jak wyglądam. Szef i współpracownicy znali mnie na tyle, że mogłam niefarbowanie włosów „sprzedać” jako mój kolejny lekko szalony pomysł na życie.

Przestałam więc farbować i pamiętam jak się czułam gdy w końcu ścięłam ostatnie farbowane kosmyki (obcinałam po trochu a nie na zero :)

Oczywiście, że w głębi duszy czułam się wspaniale ale na powierzchni lekko panikowałam no bo klamka zapadła.

Wymyślałam więc różne cover story – rozpowiadałam że mam uczulenie na farby do włosów (co było w sumie nawet trochę prawdą). Albo mówiłam, że jestem za leniwa (koniecznie dodając „hahaha” jako uzupełnienie tego argumentu ;). Albo (co do dziś to czasem podaję jako „usprawiedliwienie”) że oddaję włosy regularnie na Fundację a tam mogą być siwe ale nie mogą być farbowane (nie wszyscy o tym wiedzą).

Ciężko mi było z mamą, która często na początku głaskała mnie po głowie i mówiła „moja ty siwulko”. Denerwowało mnie to niemożebnie.

Ciężko było z jedną taką oceniającą koleżanką, która ZA KAŻDYM RAZEM jak mnie widziała to mówiła „o jej, a ty, Czwarta, nie farbujesz włosów?” takim tonem jak bym była bohaterką pokroju co najmniej Joanny D’Arc.

Dziwnie się czułam, gdy ciocia powiedziała do mojej mamy, ale patrząc na mnie, że „włosy byś sobie ufarbowała bo wyglądasz staro”.

Wszystko to się skończyło, gdy JA autentycznie zaakceptowałam moje siwe włosy i to że ich nie farbuję. W sensie przestałam myśleć że „ojej, jak się tak uczeszę bardzo do góry to bardziej widać moje siwe włosy”, przestałam zadręczać siostrę pytaniami „czy ABY NA PEWNO w słońcu moje włosy nie wyglądają na złociste/srebrzyste?”, przestałam brać witaminę B12 (lekko „odsiwia” włosy!). To już nawet nie jest buntowniczy etap pt. „w dupie to mam co kto myśli o tym, że jestem siwa” tylko etap „ktoś wogle jeszcze zauważa że jestem siwa?” ;)

Bogini mi też świadkiem, że nie jestem z tych co to głoszą farmazony w stylu „liczy się wnętrze”. Liczy się to co się liczy. Dla mnie to, dla ciebie to samo albo coś innego. Nawet nie mam nic przeciwko temu, że ktoś ocenia mnie po wyglądzie. Bo ja też innych oceniam. Po wyglądzie albo po czymś innym. Taka prawda.

Ze dwa miesiące temu przyjaciółka mnie zapytała, czy aby na pewno jestem pewna, że się komuś spodobam z siwymi włosami, bo może to jest przyczyna że ja nie mam męża. Nie wiedziałam co jej powiedzieć. Jak jej wytłumaczyć. CO w ogóle jej wytłumaczyć. *

Nie ma takich pieniędzy, które bym zgodziła się przyjąć żeby znowu zacząć farbować włosy. Jest mi bardzo wygodnie z niefarbowanymi. Ekologicznie i ekonomicznie – same plusy. Mam też takie szczęście że ładnie siwieję – nie kosmykami tylko regularnie po całości. Poza tym – moje siwe włosy pasują do mnie. Są naturalnym uzupełnieniem tego całego mojego gadania o ziołach, jodze, energii i zaklęciach.

A za tydzień czeka mnie ciekawy eksperyment – idę na rozmowę o pracę do firmy, o której wiem, że bardzo duży nacisk kładzie na tzw. prezencję. A ja idę z siwymi włosami i bez pomalowanych oczu. Bo tak chodzę na co dzień do pracy i bardzo mi to służy, bo czas, który rano musiałabym poświęcić na makijaż, pożytkuję inaczej. I jestem ciekawa jak to będzie – czy moje niekwestionowane doświadczenie okaże się wystarczające? Czy temat wyglądu wypłynie na rozmowie? Wprost czy w sposób zawoalowany? Exciting! :)

 

*Żaden z żywo zainteresowanych mną mężczyzn słowem nigdy nie wspomniał o moich siwych włosach, nie jestem nawet pewna czy zauważyli, ale joke’s on me, bo takich już sobie typuję mężczyzn, że mało zwracają uwagę na wygląd ;)

 

Na zdjęciu jest oczywiście przepiękna Yazemeenah Rossi. www.instagram.com/yazemeenah

 

PS. Powiązany temat: Dlaczego się nie maluję?



9 thoughts on “Dlaczego nie farbuję włosów”

  • Nigdy nie zafarbowałam włosów. Lubię je takie, jakie są, od zawsze.
    Siwieję powolutku od 7 lat. Wciąż jeszcze wiele z tego ukrywa się w fakturze włosów (fale i czochry, więc każdy siwy włos może być po prostu inaczej załamującym się na zakręcie światłem), więc może jeszcze mi się zmieni. Ale nie planuję farbować.

    Pamiętam, że jeszcze przed pierwszym siwym włosem, spotkałam kiedyś żonę jakiegoś bossa z mojej firmy. On młody, piękny, elegancki, garniturowy. Ona w crocsach, getrach do pół łydki i sukience za kolano, z mocno już posrebrzonym warkoczem. I pomyślałam, że fajnie. Że tak można. I spoko.

    Może u mnie sprawę ułatwia fakt, że akurat włosy są tym jednym, jedynym aspektem phisis, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń, które akceptuję, a wręcz celebruję. I dobre są takie, jakie są.

  • Ja miałam siwe, i uległam presji otoczenia. Pofatbowałam i nie mogę patrzeć na sobie w lustrze. Już pasowały mi te siwe włosy w ilości 200 sztuka. Mam 36 lat i wiesz moja rodzina patrzy na mnie i ciągle słuchałam ale masz ciężko, ale nerwów ale wyglądasz ito. Teraz mam inny kolor i nikt mi nie powiedział lepiej wygladasz ???? nie będę farbować.
    Dzięki za ten wpis.

  • O, ja tez nie farbuje juz z pol roku, a ze mam krotkie wlosy, to juz prawie nie mam sladu po tych farbowanych. W koncu po 20 latach zobaczylam swoj naturalny kolor – kiedys myslalam, ze mysi a okazuje sie, ze taki szaro-siwy kolor jest teraz na topie i wiele osob juz mnie zapytalo, gdzie zrobilam taki zaebisty kolor! Ha! ;)
    W ogole mysle, ze to w Polsce jest jakies niezdrowe cisnienie na farbowanie. Ja mieszkam za granica i sporo kobiet tu ma naturalne wlosy, natomiast w Polsce ciagle widze te zolto-platynowe kaski na glowach.
    Pozdrawiam :)

  • To prawda, że do naturalnego wyglądu można sobie dorobić-styl bycia.
    Ja to robię co prawda drobnymi kroczkami ale jestem z siebie bardzo dumna.
    Jestem sobą, nie podrabiam czyjegoś stylu bo mam swój.
    Taki mój grzeszek to jeszcze antyperspirant, ale nad tym też pracuję intensywnie.
    Próbuję chociaż zdrowo się odżywiać, niczym ufoludek chodzę piechotą albo jeżdżę na rowerze.
    Nie mam prawa jazdy i nie planuję mieć. A co mi tam. Pozdrawiam

      • Droga Czwarta,
        nasuwa mi się jeden wniosek-powaliłaś towarzystwo swoją osobowością ;)
        Jeżeli ktoś jest pusty w środku najlepszy makijaż mu nie pomoże.
        Mam czasem chwile słabości i z chęcią bym się pomyziała tuszem ale wtedy traktuje siebie ostro hihi
        Gratuluje nowej pracy i życzę sukcesów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *