Pamiętasz czas, gdy byłaś dzieckiem? Tworzyłaś każdego dnia. Rysowałaś obrazy godne Miro, śpiewałaś w głos lub na kilka głosów, rzeźbiłaś zamki w piasku. A tańczyłaś jak Isadora Duncan czy jak Josephine Baker?

Gdy byłaś małą dziewczynką, wszyscy się twoją twórczością zachwycali. „Jakie to zdolne dziecko” – wołali. Byłaś zachęcana do pokazywania swojego talentu i wspierana w jego rozwijaniu. Pamiętasz może jak to konkretnie wyglądało u ciebie? Może rodzice kupowali ci farbki i bloki rysunkowe. Babcia nauczyła cię dziergać na drutach ubranka dla lalek. Tata dawał ci deski do zbijania w fantazyjne rzeźby nowoczesne. Mama pozwalała lepić figurki z resztek ciasta na pierogi.

To co się właściwie stało?

Ano zadział się strach. Im robiłaś się starsza tym bardziej lekceważono twój talent, a artystyczne projekty, które wcześniej budziły zachwyt, zaczęto nazywać ekscesami lub fanaberiami, a potem już otwarcie – stratą czasu. Jeśli miałaś trochę szczęścia, traktowano twoją twórczość jak hobby – coś jak byś była dziewiętnastowieczną panienką z dobrego domu, malującą pejzażyki akwarelkami w podparyskim ogrodzie. Mogłaś tworzyć, ale jak wszystkie obowiązki były wykonane i lekcje odrobione. W końcu nie poszłaś na kierunek artystyczny, bo to się przecież nie opłaca. „W życiu nie wyżyjesz ze sztuki” – słyszałaś i odczuwałaś to jako krytykę nie tylko swojej twórczości, ale również jako negatywną ocenę stylu życia, który rzekomo zmuszona byłabyś wieść, gdybyś wybrała drogę artystki. Bo przecież artyści są wariatami. Umierają samotnie. W biedzie. Niedocenieni. Sfrustrowani. Z obciętym uchem. A rodzice chcieli dla ciebie dobrze. Chcieli, byś była tzw. kimś. Kim miałaś być? Lekarzem? Prawnikiem? Technikiem dentystycznym?

Ale jeśli jesteś artystką to nie ważne „kim” zostałaś. Bo jak już zostałaś tym „kimś” to przypomniałaś sobie, że jesteś artystką i zaczęłaś znowu tworzyć. Może coś innego niż wtedy, gdy byłaś dzieckiem. Wtedy malowałaś a teraz piszesz. Tańczyłaś a teraz robisz zdjęcia. Wymyśliłaś sobie pierwszy projekt artystyczny. Potem kolejne. *

I co się stało? Zaczęłaś pić i ćpać? Przestałaś być dobrą mamą? Nie. Oczywiście, że nie. Bo życie artystki okazało się być bardzo proste. Artystka tworzy. I tyle. Tworzy rzeczy pozornie niepotrzebne, takie, bez których swobodnie można przeżyć, przetrwać, „obyć się”. Ale ona, ta artystka, tworzy je i już.

Pamiętaj, że jesteś artystką.

20151005_222122

 

* Najdziwniejszy pomysł jaki mi przyszedł do głowy w czasie mojego artystycznego przebudzenia to seria zdjęć psów robiących kupę w mieście. Bo one, te psy, wyglądały tak niesamowicie żałośnie i surrealistycznie: chodnik, trawnik, pies, smycz, na drugim końcu smyczy właściciel psa, udający że nie widzi co pies robi. Obserwowałam te psy jak szalona (jak artystka ;) i widziałam, że niektóre się wstydziły a inne były bezczelne w tym co robiły. Były jak ludzie. Chciałam to ludziom pokazać.