Szuflada to piękny wynalazek. Pomaga utrzymać porządek. W sypialni na przykład. Można sobie zrobić oddzielną szufladę na majtki, skarpetki, apaszki, pończoszki i inne fatałaszki. A w kuchni szufladę ze sztućcami (u was to też jest pierwsza szuflada od góry?) W innych szufladach w karnych rządkach stoją słoiczki z przyprawami, pudełka z herbatą, a i wałek do ciasta ma swoje miejsce w trzeciej szufladzie, pomiędzy tłuczkiem a rolką folii aluminiowej. Z kolei szuflady w biurku jakoś tak zawsze żyją własnym życiem. Wszystko w nich można znaleźć, i zagubioną kopertę z rachunkiem za telefon z zeszłego miesiąca, i paczkę miętówek, i trochę pogryziony ołówek, i mnóstwo, mnóstwo papierów na których ponoć tyle ważnych rzeczy jest zapisane „żeby nie uciekło”.

I życie też można sobie porządkować szufladami. Wystarczą dwie, dla oszczędności czasu i miejsca w głowie. Odkąd ja w swoim życiu zainstalowałam takie dwie szuflady i każde zdarzenie umieszczam w jednej z nich, wszystko stało się prostsze i o wiele przyjemniejsze.

Szuflady, dla wygody, są opisane. Jedna nazywa się „Mam Wpływ” a druga „Nie Mam Wpływu”. I już. Zwłaszcza tę drugą uwielbiam i uważam za szczególnie przydatną. Pozwala mi oszczędzić mnóstwo energii i emocji.

Nie mam wpływu na to jak zachowa się druga osoba, co powie, co zrobi – ma wolną wolę i może zrobić co chce, nawet jeśli ja sobie zaplanuję, że powiem tak, to wtedy on zrobi to czy tamto – NIE MAM NA TO WPŁYWU. Może zrobi, a może nie zrobi. Ale ja mam wpływ jaka będzie moja na to reakcja, mam wpływ na swoje emocje i myśli.

Nie mam wpływu na to, co ktoś powie, ale mam wpływ na to co ja pomyślę i powiem. I na to, czy w ogóle powiem. I jakie emocje w sobie tym wywołam. Bo akurat moje emocje to coś, na co mam wpływ. Jak to się zrozumie, to wtedy nic już nie jest takie samo. ŻADNA OSOBA NA ŚWIECIE nie jest przyczyną żadnej twojej emocji. Żadna osoba na świecie nie może wejść do twojej głowy i nakazać ci czuć złość, smutek, żal, czuć się nikim. To ty swoją reakcją na słowa /zachowania tej osoby wywołujesz w sobie te uczucia. Im szybciej się to zrozumie, tym szybciej życie staje się łatwe. 

Nie mam wpływu na to, co ktoś sobie pomyśli – to jego rzecz. Mam wpływ na to, co ja sobie pomyślę.

Nie mam wpływu na to, co już się wydarzyło, ale mam wpływ jak na to zdarzenie zareaguję. A większość ludzi reaguje impulsywnie, z automatu, reakcją wyuczoną.

Ostatnio pojechałam na zjazd do Warszawy tydzień wcześniej, niż powinnam. Stoję przed drzwiami, a pani mi mówi, że za tydzień. Reakcja była automatyczna – jak to? Jak mogłam popełnić taką pomyłkę? I jeszcze ta kasa co poszła na przyjazd tutaj! Zmarnowane pieniądze! Gdzie ja miałam głowę??? I cały dzień stracony!!!!

STOP. Czy mam moc, żeby jakoś odkręcić tę sytuację? Cofnąć czas? Nie. Czy jakoś mogę odzyskać te stracone pieniądze? Nie. Dziękuję, sprawa wędruje do szuflady „Nie Mam Wpływu”. Z notatką na marginesie: przed następnym zjazdem sprawdzę jego datę w umowie. A potem robię to, na co mam wpływ, czyli na moją reakcję, która będzie dla mnie wspierająca, zatem – kupuję bilet powrotny do Łodzi i delektuję się czytaniem książki na dworcu autobusowym. O ile przyjemniej niż spędzenie kolejnej godziny na nazywaniu siebie nieodpowiedzialną, nieogarniętą i roztrzepaną i przeżywaniu straconego czasu i pieniędzy. Wybrałam jak zareaguję, bo mogłam.

Nie mam wpływu na to, że „on nie dzwoni i nie pisze”. Mam wpływ na to, co ja z tym zrobię, co pomyślę, co poczuję, jak się zachowam. Mogę wybrać. To jest naprawdę dużo. To więcej niż się wydaje. 

Trudno jest na początku upychać rzeczy do szuflady Nie Mam Wpływu. Trudno zwłaszcza takim osobom jak ja bywałam, takim, które zawsze chcą być na wszystko przygotowane, w szkole pracę domową odrabiały trzy dni wcześniej niż trzeba i zawsze mają plan B, a nawet C i D. I wszystko chciałyby przewidzieć, na wszystko mieć scenariusz, wszystkim(i) pokierować. I jak to, tak po prostu uznać, że nie ma się na coś wpływu? A gdzie walka, gdzie cierpienie, biadolenie, użalanie się, barowanie się z życiem i prawo do pretensji?

Ano nie ma. Pakowanie w szuflady uczy większej kontroli nad myślami, uczy spokoju i opanowania, uczy radzenia sobie z emocjami i nabierania dystansu. Po upchnięciu do szuflady wszystkiego tego czym najzwyczajniej w świecie nie warto się zajmować, bo nie ma się na nie wpływu, zostaje… samo Życie. Piękne życie. Takie, w którym sto procent siły, czasu, zaangażowania, emocji można poświęcić temu, na co się wpływ ma.