Dziękuję, dziękuję, dziękuję

Dziękuję, dziękuję, dziękuję

Dziś medytowałam i rozmyślałam nad wdzięcznością i dziękowaniem. Tak mało jest wdzięczności w moim życiu. Podobno Polacy są jednym z najbardziej narzekających narodów na świecie. Nie wiem czy to prawda, ale podsłuchując rozmowy w tramwajach i supermarketach, jestem w stanie w to uwierzyć. Narzekamy masowo, wytrwale, z pasją i z pomysłem, nieprzerwanie i niestrudzenie. Niektórzy znani mi ludzie podnieśli narzekanie do rangi sztuki. Narzekamy na politykę (wszyscy wszystko rozkradli) i na pogodę (za ciepło lub za zimno), na sytuację ekonomiczną (kryzys, panie, kryzys!), na młodzież, na staruszków, na matki karmiące, na ojców co nie chcą brać urlopów; narzekamy na brak pracy, drożyznę w sklepach i to, że inni mają lepiej. To już niemalże mantra – inni mają lepiej. Trzeba stąd uciekać, póki czas.

Jak mało jest w moim życiu wdzięczności, zdałam sobie sprawę dziś.

Poświęciłam chwilę (starając się nie narzekać, że mam tak mało czasu), na praktykę wdzięczności. Na medytację wdzięczności.

Najpierw przyszły mi do głowy banały – jestem wdzięczna za to, że mam pracę, że mam co jeść i czasem mogę iść do kina. A to wcale nie są takie oczywiste rzeczy. Chcę być za to wdzięczna i każdego dnia dziękować, że stać mnie na życie w wynajętym mieszkaniu i wyjazd w góry trzy razy w roku.

Szukam dalej.

Mogę oddychać. Samodzielnie.

Widzę i słyszę.

Mam dwie ręce, a mogłabym mieć jedną. Albo żadnej.

Jestem wykształcona. Umiem czytać i pisać. Widziałam dwa tygodnie temu przepiękne góry i jestem za to wdzięczna. I jeszcze za ludzi, którzy mnie kochają. Jestem zdrowa, a przynajmniej nie jestem poważnie chora.

Ciągle wielkie rzeczy…

W ciągu dnia skupiłam się więc na drobnostkach, za które mogę być wdzięczna. Urządziłam sobie taki dzień pełen dziękczynienia. Za każdy drobiazg. Dziękowałam za to, że tramwaj przyjechał punktualnie i było w nim niewiele osób, więc mogłam wygodnie stać i trzymać się uchwytu. Dziękowałam za bułkę, którą sobie rano kupiłam do pracy. Jakie to wspaniałe, że ktoś wpadł na pomysł wyprodukowania bułki z serem! Dziękowałam za słońce które od czasu do czasu przebijało się przez chmury. I dziękowałam za to, że nie padało. Za panią, która uśmiechnęła się do mnie na przejściu dla pieszych. Znalazłam sobie kilkadziesiąt powodów do wdzięczności jeszcze zanim dotarłam do pracy.

I czułam się wspaniale, dziękując.

Bo im bardziej byłam wdzięczna, tym więcej w moim życiu pojawiało się rzeczy, za które mogłam być wdzięczna. 



2 thoughts on “Dziękuję, dziękuję, dziękuję”

  • Bardzo inspirujący tekst – trafił do mnie chyba w dobrym momencie. Ostatnio tak mnie pochłaniają ‚sprawy niecierpiące zwłoki”, że trochę zaniedbuję rzeczy naprawdę ważne… Moja wylewność ma ograniczone pokłady, napiszę więc tylko: jestem wdzięczna za ten wpis i za to, że akurat dziś na niego trafiłam :)

  • Tak mało jest w naszym życiu miejsca na wdzięczność… „Narzekamy masowo, wytrwale, z pasją i z pomysłem, nieprzerwanie i niestrudzenie. Niektórzy znani mi ludzie podnieśli narzekanie do rangi sztuki. Narzekamy na politykę (wszyscy wszystko rozkradli) i na pogodę (za ciepło lub za zimno), na sytuację ekonomiczną (kryzys, panie, kryzys!), na młodzież, na staruszków, na matki karmiące, na ojców co nie chcą brać urlopów; narzekamy na brak pracy, drożyznę w sklepach i to, że inni mają lepiej. To już niemalże mantra – inni mają lepiej. Trzeba stąd uciekać, póki czas.”
    Stop! Przed sobą nigdzie nie uciekniesz. W najdalszym zakątku świata pierwszą napotkana osobą będziesz własnie Ty sam! To znaczy, że nie ma inngo wyjścia, tylko trzeba się za siebie wziąźć…! To nic trudnego. Zacznijmy od nauki okazywania wdzięczność.

Pozostaw odpowiedź Olala Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *