Lubię ostatni dzień roku. To była zawsze taka wielka klamra dla mnie. Jako dziecko byłam bardzo podekscytowana w sylwestra, wydawało mi się to niemal magiczne święto, taki ostatni dzień roku! A potem przychodzi pierwszy stycznia, w którym wszystko można zacząć o nowa. Stary rok, wszystko co było, siedzi zamknięte w jakimś worku albo skrzynce. Gdzieś na strychu. Tak jak wynosimy stare zabawki żeby zrobić miejsce na nowe. Wyobrażałam sobie, że od pierwszego stycznia można zacząć wszystko od nowa. Że stare przestaje się liczyć, przestaje mnie obciążać, że mogę zacząć wędrować znów na lekko i dbać, by po drodze nie zabierać tych ciężkich kamieni.

Dziś, z jednej strony wiem, że ani nie można zacząć całkiem od nowa, ani nie trzeba. Z drugiej strony myślę sobie, że każdy dzień jest sylwestrem, bo każdy następny to przecież ten nowy, najlepszy, pęczniejący możliwościami. Ten nowy w którym można narodzić się na nowo otwierając oczy rano.

W ostatnim dniu roku obejmuję myślami wszystkich ludzi którzy się w nim pojawili. Wszystkie doświadczenia, z których każde jedno było po coś. Dziękuję za nie.

Pamiętam, że na 2016 rok życzyłam sobie i Wam Miłości i Odwagi. To był rok Miłości i Odwagi.

Oddycham i sprawdzam co do mnie przychodzi na 2017 rok. Czego chcę życzyć sobie i Wam. I przychodzi słowo: zaufanie. Życzę sobie zaufania. Zaufania do siebie i świata. Zaufania do tego, co mnie prowadzi, mnie i wszystkich Nas. Zaufania do tego, że wszystko jest dobrze. Zaufania do mądrości mojego ciała, które wie. Zaufania do mojej intuicji. Zaufania,  że zawsze wybiorę dobrze, nawet wtedy, jeśli wybiorę źle – to i tak dobrze.

Oddycham i zapraszam zaufanie do swojego serca, ciała, umysłu, duszy. Zapraszam zaufanie do każdego mojego dnia, niech się rozgości, niech zdejmie buty, usiądzie wygodnie i się zadomowi. Zapraszam zaufanie do wszystkich moich relacji.

Oddycham i z Ufnością oraz Intencją wchodzę w 2017 rok. Rok zaufania.

Kocham Was!