przebudzenie lisicy

Dzielę się z Tobą moją książką.

Piaskowe wydmy nad oceanem w Walii zapraszają mnie ciepłym piaskiem i surową, dziką roślinnością. Za mną malutki basen przy kawiarni, w którym brodzą dzieci. Przede mną niekończąca się przestrzeń morskiej wody i błękitny pejzaż z kłębiastymi chmurami. Biorę łyk kawy z mleczną pianką, a moje palce wędrują po aksamitnej okładce książki „Przebudzenie Lisicy”.

Choć jej premiera była w grudniu, nadal nie mogę uwierzyć, że mam ją w ręku. Dotykam, kartkuję, wdycham zapach papieru i tuszu, czytam po raz kolejny własne nazwisko pod tytułem złożonym z niebieskich literek.  I tak bez końca. Wciąż jest ona dla mnie nierealna. Tak jak niedoścignione jest opisanie kobiecości na dwustu stronach. A jednak zrobiłam to. Spróbowałam dotknąć tej tajemnicy i opisać ją własnymi słowami. Udało się choć z pewnością nie wyczerpałam tematu. Dzielę się z Tobą moją książką.

W opisaniu tajemnicy kobiecości, w jej odarciu z iluzji i programów pomogły mi Zwierzęta Mocy – pradawna metoda szamańska. Swoimi cechami i umiejętnościami, mocami i słabościami, prowadziły mnie krok po kroku do istoty zagadnienia. Siadałam z nimi w medytacji i rozmawiałam. Opowiadały mi o sobie a ja przepuszczałam tę wiedzę przez serce i spisywałam odkrycia i tajemnice.

Z pewnością w każdym z tych zwierząt znajdziesz własne blokady, które nie pozwalają Ci iść naprzód, mylą krok i zasłaniają cele. Uświadomienie ich to pierwszy krok, by się z nimi pożegnać. I Robię to razem z Tobą w każdym z rozdziałów. W każdym z opisanych Zwierząt znajdziesz też moce, które drzemią w Tobie i z rozdziału na rozdział odkrywasz je i uczysz się ich używać.

Na początku wyjaśniam Ci jak pracować ze Zwierzętami Mocy, jak je przywoływać i jak skorzystać z ich pomocy. Bo one są z nami zawsze tylko nie zawsze je widzimy czy odczytujemy ich znaki. Codziennie widzisz jakieś wizerunki zwierząt. Czy to na billboardach jadąc autobusem. Czy na koszulkach przechodniów. A może ktoś wysłał Ci kartkę z Wilkiem lub mema z Wiewiórką. Lub relaksujesz się muzyką medytacyjną ze śpiewem Wielorybów lub Delfinów. A może każdego ranka wita Cię Sroka za oknem lub śmiech Mewy. To jest właśnie to.

Kontakt z duchami zwierząt jest naturalną umiejętnością człowieka. Nie potrzeba do tego żadnych studiów i umiejętności. Wystarczy wypracować własne metody kontaktu. Wystarczy intuicja i otwarte serce. I działa. Udowodniły mi to liczne sesje z kobietami, z którymi pracowałam na bazie Zwierząt Mocy przepracowując z nimi ich blokady i niewiarę w siebie. Efekty zadziwiały mnie samą. W trakcie spotkania szary smutek i zagubienie rozmówczyni ulatywał a jej przestrzeń wypełniała się radością i ognistą energią do spełniania marzeń. Przede wszystkim pozbywałyśmy się najniższej z wibracji czyli poczucia winy, którą uparcie wszyscy nas karmią. Potem schowana gdzieś w sercu niewiara we własne możliwości okazywała się iluzją. Bo przecież możesz wszystko. To Twój wybór czy korzystasz ze swojej mocy czy dajesz ją innym, oddając im stery swojego życia i prawo do decydowania o Tobie.

Ale jak to się ma do Zwierząt Mocy? Opowiem Ci jak rozmawiałam z nimi. Ćma przyleciała do mnie gdy słuchałam jeszcze co na mój temat mają do powiedzenia różnej maści guru i autorytety. Kiedy całą energię wykorzystywałam, by spełniać ich oczekiwania, nie swoje. To w nich widziałam światło i mądrość, zamiast w sobie. Ćma właśnie mi to uświadomiła. Pokazała obraz kobiety, która widzi siebie niżej od innych. Jakby jej słowo i zdanie nie miało znaczenia. Jakby jej uczucia, co chce zrobić a na co nie ma ochoty, nikogo nie interesowało. A najbardziej ją samą. Uświadamiając to sobie postanowiłam w końcu dowiedzieć się co ja czuję, czego ja potrzebuję, jak ja chcę, by wyglądało moje życie. Zaczynałam od menu na następny dzień, poprzez tytuł filmu, który chcę obejrzeć i z kim, aż po weryfikację listy marzeń, na której znalazły się i takie, których wcale nie miałam ochoty spełniać, bo nie były moje. Ćma spala się w drodze do światła, które widzi wyłącznie na zewnątrz. A centrum światła ma przecież w sobie. Kiedy skieruje swoją uwagę do wewnątrz znajdzie tam ogień, którego potrzebuje, a za którym tak długo fruwała w ciemnościach.

A Wilczyca? To mocny kobiecy totem, o którym po mistrzowsku pisała Clarissa Pinkola Estés w „Biegnącej z wilkami”. Wilczyca to kobieca intuicja, tak mocno zasypana wszystkimi „wypada”, „tak trzeba”, „powinnaś”. Wilczyca uczy słuchania siebie. Pojawia się w snach i czeka byś za nią poszła. Idź z nią w ciemny las swoich lęków i własną intuicją rozpraw się z nimi. Wilczyca swoim dzikim wołaniem poprowadzi Cię. To totem wewnętrznego głosu, który w końcu masz wysłuchać a potem wyrazić na zewnątrz.

Często moje czytelniczki wracają do mnie ze stwierdzeniem, że nie mogły przejść przez któryś z rozdziałów. Bo Jaskółka lub Czarna Pantera wzbudzały w nich dziwne emocje. Uruchamiały schowany gdzieś na dnie płacz i krzyk tak długo tłumiony w gardle. Ale czytały dalej, czasem wycierając płynące nie wiadomo czemu łzy. W końcu przychodziło uwolnienie. Uwolnienie tych emocji, które nie pozwalały oddychać. Które zabierały miejsce przeznaczone na radość i działanie.

Tak. Początki czytania „Przebudzenia Lisicy” mogą być mokre i trudne, ale jest to proces. Droga do siebie. Zrozumienia skąd coś się we mnie wzięło i co chcę z tym zrobić: pozbyć się lub wyciągnąć na zewnątrz by lśniło. Z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej bo odrzucasz kolejne programy i wymyślone teorie na temat kobiety w sobie. Czyścisz się z iluzji. A jak je łapiesz? Proste. Poprzez bajki, obrazy rodziców i ich relacji w dzieciństwie, poprzez pamięć rodową i przekonania babek i matek z Twojego Rodu, poprzez kazania z różnego rodzaju ambon autorytetów. Wreszcie poprzez własne opinie na swój temat. Gorsza, za gruba, niegodna…

Ale wreszcie przychodzi Lisica – ognista, znająca swoje potrzeby – wypełniająca Ciebie akceptacją. Sowa ze swoją mądrością Prababki czy Sarna z tajemnicą mocy macierzyństwa. Bo niczego Ci nie brakuje by żyć tak, jak chcesz. Jedynie woli i decyzji że tak właśnie chcesz.

„Przebudzenie Lisicy” to, nie ukrywam, moja własna terapia. Pisząc ją odkrywałam siebie, poznawałam na nowo, na nowo też stanowiłam siebie nowymi myślami na swój temat. Iluzje o brakach i byciu niewystarczającą wypełniłam wiarą w swoje możliwości i marzeniami do spełnienia. Już tymi moimi, prawdziwymi. Postawiłam na prawdę o sobie, bo to ułatwia życie. Na prowadzonych kręgach kobiet nie odgrywam wszystkowiedzącej. Chcę być prawdziwa w tym co czuję i czasem zdarza mi się rozsypać na oczach uczestniczek. Ale robię to, by pokazać, że jest to normalne. Że w swoje słabości też jesteśmy prawdziwe i mocne. Odważne by ją pokazać. Swoją prawdę.

Co dało mi napisanie „Przebudzenia Lisicy”? Przede wszystkim moc tworzenia, ciekawość i konsekwencję. Kiedy zaczynałam pisać Lisicę nie wiedziałam jak się ona zakończy, bo mój proces trwał i nie znałam zakończenia. Ale szłam dalej szukając odpowiedzi na kolejne pytania. Odkryłam w sobie niesamowitą ciekawość samej siebie i wręcz upór, by znaleźć odpowiedzi. Przede wszystkim w końcu spełniłam swoje największe marzenie o napisaniu książki. Dokonałam tego własną konsekwencją i uporem, pisaniem po nocach, po godzinach, nie wiedząc czy znajdę wydawcę. Dało mi to wiarę w siebie, że mogę wszystko.

„Przebudzenie Lisicy” to mapa ze wskazówkami, którą sama kierowałam się ku mojemu Ja. Może ta mapa przyda się i Tobie. Poprowadzi Cię do celu lub wskaże Twoją indywidualną ścieżkę. Może Zwierzęta Mocy są Ci bliskie i to właśnie na ich grzbietach dojdziesz do prawdy o sobie. Czego Ci życzę.

Dora

P.S. Jeśli zainteresowała Cię moja opowieść, odsyłam Cię na stronę www.przebudzenielisicy.pl gdzie przeczytasz fragmenty książki i gdzie możesz ją kupić. Dostępna jest też w empikach i wielu innych księgarniach internetowych i stacjonarnych. Z pytaniami odsyłam do mnie: zwierzeta.mocy@gmail.com