[Carlos] przypomniał mi, że podczas ostatniej sesji rozmawialiśmy o lęku jaki odczuwał przed czekającą go w pracy prezentacją. Zawsze miał trudności z wystąpieniami publicznymi (…). Wskazałem mu, że powodem takich reakcji mogą być kłopoty z zachowaniem granic. Naturalne jest, że reagujemy obronnie, gdy ktoś zaatakuje samo centrum naszej istoty, wtedy bowiem stawką jest nasze przetrwanie. Ale Carlos rozciągnął granice swojej osoby i włączył w nie pracę. W konsekwencji na najmniejszą krytykę w swojej pracy reaguje tak, jakby ktoś przypuszczał śmiertelny atak na jego osobę i zagrażał jego przetrwaniu.

(…) Carlosa bardzo zaintrygowało to rozróżnienie. (…) Takie podejście rozproszyło większość jego lęku i jego prezentacja w pracy przebiegła wspaniale (…). Nigdy przedtem nie poszło mu tak dobrze. Podczas prezentacji pewna mała mantra cichutko szeptała mu do ucha: „Nie jestem swoją pracą”. Gdy skończył i usiadł obok swego szefa, mantra kontynuowała: „Nie jestem swoją pracą, nie jestem swoim gadaniem, nie jestem swoim ubraniem, nic z tych rzeczy”. Założył nogę na nogę i jego wzrok padł na zniszczone, rozłażące się buty. – I nie jestem swoimi butami – dodał w myśli.

Irvin Yalom, „Kat miłości”

 

Nie jesteś swoją pracą.

Nie jesteś swoją pracą.

Nie jesteś swoim nieudanym projektem, nie jesteś swoim kiepskim wystąpieniem, nie jesteś słowami krytyki, które usłyszałaś.

Nie jesteś przypalonym obiadem, nie jesteś plamą na sukience.

Nie jesteś nimi, a one nie są tobą, nie tworzą ciebie. Nie odejmują ci wartości i nie czynią cię gorszym człowiekiem.

Tak jak to, że założyłaś dziś buty nie sprawia, że jesteś swoimi butami. Nie jesteś swoimi butami, nic z tych rzeczy.

Nie jesteś swoją depresją.

Nie jesteś swoją depresją.

Ona jest z tobą w tej chwili, ale nie jesteś nią, a ona nie jest tobą. Depresja kiedyś odejdzie, a ty zostaniesz. Dlaczego sądzisz, że jesteś swoją depresją?

Nie jesteś brakiem pracy, brakiem partnera, brakiem perspektyw. Nie jesteś nimi, a one nie są tobą.

Nie jesteś też swoją nadwagą ani swoją szczupłą figurą.

 

Nie jesteś swoim sukcesem.

Nie, nie jesteś swoim sukcesem, nic z tych rzeczy.

Nie jesteś swoim awansem. Nie jesteś pochwałą z ust innych. Nie jesteś dobrze wykonanym zadaniem. Nie jesteś pięknie umalowanymi ustami. One nie dodają ci wartości i nie czynią cię lepszym człowiekiem.

 

Nie jestem lepsza ani gorsza niż ktokolwiek. Nic z tych rzeczy.

Jest w tobie, we mnie, taka część, która zawsze pozostaje niewzruszona. Której nic nie dotyka. Która jest osią, rdzeniem, która Jest.

A my spędzamy życie przekonane, że, metaforycznie, „jesteśmy swoimi butami”.

Owszem, buty są bardzo potrzebne, przydają się, jest z nich pożytek. Ładne buty na przykład dostarczają miłych wrażeń estetycznych, a brzydkie – niemiłych wrażeń.

Ale, na Miłość wszelką: nie, nie, nie, nie jestem, nie jesteś, nie jesteśmy swoimi butami, zauważmy to wreszcie.

 

 

Przeczytaj też: Dziesięć nowych przykazań. Pierwsze: nie porównuj