Dawniej, gdy zaczynałam czytać jakąś książkę, zawsze ją kończyłam, nawet jeśli była słaba lub nudna. Teraz, gdy po jakichś 20, góra pięćdziesięciu stronach, treść mnie nie zainteresuje, to po prostu przestaję czytać.

Zauważyłam, że książki pisane przez wszelkiej maści terapeutów, w których opowiadają oni historie swoich pacjentów (za ich zgodą i ze zmienionymi personaliami oczywiście), zawsze są dla mnie inspirujące. Tak też było z książką „Inteligencja seksualna” amerykańskiego „doktora od seksu”, Marty’ego Kleina. Ta książka definiuje, a właściwie redefiniuje w sposób logiczny i wspaniały to co uważamy za „normalny” seks. Marty Klein pisząc o seksie, tak naprawdę pisze o życiu. O tym, czego się boimy, wstydzimy; jakie mamy oczekiwania i dlaczego nie potrafimy z otwartością zareagować na jakiekolwiek odstępstwa od normy. O tym, że gdy podświadomie staramy się wpasować w ramy tzw. normalności, często budzi to nieuświadomione napięcia w naszym związku i stres, który zganiamy na pracę, kłócące się dzieci albo na psa (którego trzeba wyprowadzać na siku), gdy tymczasem nie chcemy się po prostu przyznać, że boli nas kręgosłup albo nie potrafimy wymknąć się sobie spod kontroli, bo boimy się negatywnej oceny ze strony partnera.

Po przeczytaniu „Inteligencji seksualnej” Kleina zaczęłam mieć (słuszne) przekonanie, że seks to taka sama aktywność jak każda inna. Jeśli, przykładowo, prowadzę samochód i pasażer obok mnie kurczowo trzyma się pasa albo klamki to mogę to zauważyć lub nie. Jeśli zauważę, to mogę dać temu wyraz pytając po prostu „czy boisz się ze mną jeździć?” Muszę jednak pamiętać, że jeśli poprzednim razem usłyszałam na takie pytanie „tak, jeździsz za szybko” i zrobiłam awanturę, wyśmiałam obawy pasażera albo (i to jest bardzo nieładnie) zagrałam kartą „myślisz, że jeździsz lepiej bo jesteś facetem?” to pasażer najprawdopodobniej powie, że wszystko jest ok. Mogę też widzieć, że trzyma się klamki i czekać aż sam coś powie. Jeśli nie powie to mogę uznać, że wszystko jest ok, ale mogę się pomylić. Albo i nie :) Ja sama bardzo często trzymam się pasa lub klamki jak z kimś jadę samochodem, bo tak mi wygodnie. Widzicie już jak to działa, prawda? Jeśli nie będzie pomiędzy mną i pasażerem (partnerem seksualnym) zaufania co do prawdziwości komunikacji i samej komunikacji, to nigdy się nie dowiem jakim jestem kierowcą w oczach tego pasażera. W najgorszym wypadku wyprojektuję sobie w głowie jakąś historię i jeśli nie będzie mi odpowiadała to albo przestanę wozić tego pasażera i zacznę jeździć z innym, albo przestanę prowadzić samochód, bo chyba nie umiem skoro tamten się trzymał klamki. Albo jedno i drugie…

Najcenniejsza nauka, jaką wyniosłam z książki dr Kleina i którą stosuję w każdej sferze życia to prosta zasada, że

Seks to nie ekspres – nie jest tak, że wsiadacie i musicie jechać bez zatrzymywania się do ostatniej stacji (…). Nie, seks to pociąg lokalny. Rozpoczynacie i widzicie, jak się czujecie. Jeśli wam się podoba, jedziecie dalej; jeśli nie, przesiadacie się lub zatrzymujecie. Jesteście zmęczeni – odpoczywacie (…). Potrzebujecie iść do łazienki – idziecie (…). Czujecie suchość – używacie lubrykantu lub gasicie pragnienie wodą (zależnie od tego, z której strony wyschło).

Dążę do tego, aby moje życie było takim powolnym pociągiem podmiejskim. Chcę móc podziwiać krajobraz za oknem i zdążyć policzyć pasące się przy torach krowy. Jeśli jakaś miejscowość mi się podoba, ma ciekawą nazwę lub mieszka tam moja znajoma, to wysiadam i idę na spacer lub na kawę. Nawet jeśli kupiłam bilet na całą podróż to mogę ją przerwać. Mogę nawet zawrócić, jeśli chcę (albo czegoś ważnego zapomniałam z domu), chociaż na niektórych stacjach trzeba długo czekać na pociąg powrotny…

inteligencja seksualna_insta (1)

 

Książka: „Inteligencja seksualna. Nasze prawdziwe oczekiwania wobec seksu i droga do ich spełnienia” Marty Klein, wyd. Miroku, 2013