Siedzę w kolejce do mojej pani doktor. Długo już jestem, bo zapomniałam, że tam zawsze jest spory poślizg czasowy – Pani Agata poświęca każdej z nas, pacjentek, tyle czasu ile potrzeba, więc nie irytuje mnie czekanie, bo wiem, że jak przyjdzie moja kolej to zrobi wszystko co konieczne, pomaca gdzie trzeba pomacać a na moje pytanie o sens tabletek anty powie „Boguśka, na razie używaj prezerwatywy, i tak się musisz zabezpieczyć przed chorobami, ale może tym razem się uda; ułóż sobie w końcu to życie” i nie będzie przy tym złośliwa tylko troskliwa.

Czytam książkę Kleina „Inteligencja seksualna” i rozmyślam o recenzji jaką napiszę na Krąg. Trochę podglądam w poczekalnianym telewizorze Balibeja a potem jak Zakościelny został strażakiem. Jestem cierpliwa i spokojna.

Po półtorej godzinie siadam w gabinecie i słyszę pytanie, którego się spodziewałam, czyli dlaczego znowu tak schudłam. Odpowiadam i myślę jednocześnie, że o tym też kiedyś napiszę na Krąg. Potem fotel – jeden, drugi, maszyneria. Nagle…

Słyszysz jakieś dziwne słowa, na które nie byłaś przygotowana. Mięśniak… wpływ na płodność… czasami… tu widać… Urządzenie drukuje zdjęcia, na których nic nie widzisz. Podłączają cię pod drugą maszynę i znowu słyszysz, że jakiś guzek, pada słowo biopsja. Słuchasz instrukcji jak najszybciej zrobić badania i jakie są sposoby leczenia. Patrzysz, kiwasz głową, coś zapisujesz, patrzysz na zdjęcia z obu maszyn i dalej nic nie widzisz, chowasz zdjęcia w portfelu, dziękujesz, wychodząc mówisz „do widzenia”, odbierasz smsa, że obiad się smaży i czy długo będziesz, odpisujesz, że już idziesz na tramwaj, po chwili siedzisz w tramwaju i pamiętasz, że musisz się przesiąść za 3 przystanki. Patrzysz w okno, w oczach coś masz, chyba łzy, które – jak zwykle – nie ciekną po policzkach. Planujesz co powiesz jak wejdziesz do domu. Czujesz się stara, myślisz, że umrzesz. Nagle rozumiesz, co Robin z tego serialu miała na myśli, gdy powiedziała, że co innego nie chcieć dzieci, a co innego nie móc ich mieć. Jeszcze pół godziny temu nie wiedziałaś czy chcesz mieć dzieci, a teraz już wiesz. Wiesz przecież, że stratę, nawet czegoś, czego nigdy nie mieliśmy, co było tylko w planach, było potencjalne – mogło się zdarzyć albo nie, zawsze odczuwa się bardziej. Oczy masz dalej wilgotne. Myślisz co zrobisz. Za chwilę, za godzinę, jutro.

Oddycham. Głęboko. Głęboko. Jeszcze bardziej. Z drugiego tramwaju przesiadam się w autobus. Za 15 minut jestem w domu. Zaraz po wejściu mówię, że pięknie pachnie i na pewno będzie pyszne i zauważam, że jeszcze nic nie pachnie, a ja tak powiedziałam bo zaplanowałam, że tak powiem. Za jakiś czas pachnie rzeczywiście pięknie i jest naprawdę pyszne. Rozmawiam przy kolacji, niedługo wychodzę spotkać się z takim jednym.

Taki jeden nie jest głupi i widzi, że coś jest nie tak, więc pyta cię co się stało, a ty go zbywasz milczeniem lub zmieniasz temat, mówiąc że „zimy ma nie być w tym roku”, więc on jeszcze bardziej wie, że coś jest nie tak. Przez jakiś czas naciska, ale odpuszcza gdy twój głos staje się twardy a oczy zimne. Trzęsiesz się cała i mówisz, że to z zimna, żartujesz, że od jutra będziesz nosić rękawiczki. Za jakiś czas, gdy jesteś prawie pewna, że nie skojarzy, że trzęsiesz się ze strachu, mówisz mu, że…

NIE JESTEM W STANIE ROZMAWIAĆ O CZYMŚ CZEGO SAMA JESZCZE SOBIE NIE POUKŁADAŁAM W GŁOWIE.

Idę do domu i rozmawiam z siostrą – jedyną osobą na świecie, z którą chcę o tym porozmawiać, bo ona nie przegląda się w cudzych problemach i nie dramatyzuje. Mówię jej co się zdarzyło w gabinecie i pokazuję zdjęcia.

Nagle wszystko staje się rzeczywiste i możesz sobie zacząć z tym radzić.

skan 4