Przemykam chyłkiem między regałami bibliotecznymi. Książkę przytulam do piersi, tak, żeby nie było widać tytułu. Bo też co to za książka, pod tytułem „Wagina”? Dziękuję Bogu, Bogini i wszystkim świętym za to, że w naszej bibliotece można wypożyczyć książki w takim specjalnym automacie. Bo też jak to, podejść do pani w okienku i powiedzieć „Dzień dobry, chcę wypożyczyć Waginę?”

 

Katalończycy powiadają – La mar es posa bona si veu el cony d’una dona – morze uspokaja się, widząc kobiecy srom. Z tejże wiary w moc waginy narodził się obrzęd mający przynosić szczęście – zanim Katalończycy wyruszą w połów, ich żony obnażają przed morzem genitalia (…). Widok żeńskich narządów płciowych pomaga okiełznać także inne żywioły. Hinduski z Madrasu potrafiły, obnażając się, ujarzmić groźne burze. Pliniusz – historyk z I wieku – dowodzi w Historii naturalnej, że widok nagiej kobiety ucisza i poskramia burze gradowe, trąby powietrzne i błyskawice.

 

Tak rozpoczyna się jedna z fajniejszych książek, jakie mam na półce. Tak też rozpoczęła się – od przeczytania tej książki – jedna z większych fascynacji w moim życiu, czyli fascynacja waginami :). Bo waginy to taki fascynujący temat! Począwszy od pradawnego kultu świętej waginy, poprzez rytuały ana suromai (czyli zadzieranie spódnicy), aż po boginki-waginy, zwane Baubo, i Sheele-na-gig, kobiety z rozłożonymi nogami, rzeźbione onegdaj na kościołach (!!!) by ich strzec. Dzięki lekturze „Waginy” można uświadomić sobie, że kiedyś kobiece genitalia nie były tylko dziurką od seksu, albo obszarem zakazanym i przemilczanym, ale miejscem szanowanym, wręcz uświęconym. Nie ukrywam, że po lekturze niektórych fragmentów książki inaczej spojrzałam na kobiety, na waginy, na całą kobiecą naturę. Poczułam się dumna. 

Siedlisko rozkoszy, „miejsce poczęcia”, droga, którą przychodzimy na świat – a zarazem organ, o którym wiemy tak niewiele, mniej niż o innych częściach ciała ludzkiego. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi na to pytanie można szukać w historii kultury: o tym, jak postrzegano waginę na przestrzeni dziejów, opowiada niniejsza książka. Waginie przypisywano niegdyś moc magiczną (…), potem uznano ją za narzędzie szatana, wreszcie za bierne naczynie, w którym dojrzewa nowe życie. Podejście do kobiecej seksualności ulegało zatem diametralnym zmianom, a długo pokutujące przesądy sprawiły, że pewne aspekty funkcjonowania żeńskich narządów płciowych pozostają niewyjaśnione.

 

Nie raz już pisałam (i nie tylko ja) na tej stronie, że jesteśmy takie, jak o sobie myślimy, więc warto myśleć o sobie dobrze. To myślenie dotyczy nas całych. Naszych ciał, naszych umysłów, naszych umiejętności, uczuć, kompetencji. Po raz kolejny proszę cię – myśl o sobie dobrze. To przecież oczywiste, że myśląc o swoich waginach, że są fajne, ładne, zasługujące na rozkosz i troskę, że są kochane, piękne, jedyne, godne traktowania z szacunkiem – mamy milion razy większe szanse chociażby na udane życie seksualne.

Traktuj całą siebie z szacunkiem. Bez wyjątku. Obejmując całe swoje ciało uważnością, nie zapominaj o swojej waginie. Pamiętaj, że jeśli o czymś nie myślimy, nie mówimy, to jakby nie istniało, było niewarte naszej uwagi. Jeśli mówimy i myślimy o tym źle, to staje się złe dla nas i dla świata.

Traktuj całą siebie z szacunkiem.

 

Catherine Blackledge, „Wagina. Kobieca Seksualność w Historii Kultury”. Wyd. Prószyński i S-ka.

Wszystkie cytaty pochodzą z tej książki.