Jestem najzupełniej w porządku

Stoję nago przed lustrem i patrzę na swoje ciało. Najpierw na biodra, bo bardzo je lubię, uważam, że w biodrach mieszka mnóstwo kobiecej, pierwotnej siły – wystarczy je rozbujać, wystarczy nimi trochę pokręcić, by poczuć się dziko i seksownie. Patrzę więc na moje biodra. Pokrywa je drobna siateczka jasnych rozstępów. W bardzo krótkim czasie zrobiłam się bardzo biodrzasta, sukienki i spodnie przestały się dopinać, a pamiątką po tym są właśnie rozstępy. Myślę, że nie są najpiękniejsze. Myślę, że może kiedyś będę chciała je usunąć. A może nie. Bo jestem najzupełniej w porządku. 

Patrzę na mój brzuch. Pokażcie mi kobietę, która jest zadowolona ze swojego brzucha? Oczywiście, że mógłby być bardziej płaski, umięśniony, gładki i nie wiadomo jaki jeszcze. Ale jest taki, jaki jest. Głaszczę się po nim czule. Jestem najzupełniej w porządku. 

Piersi. O matko. Kiedyś byłam na ich punkcie taka przeczulona! Uważałam, że są za małe, niekształtne i w ogóle okropne. Śmiać mi się chce na samo wspomnienie. Bo one są najzupełniej w porządku, takie, jakie są. Oczywiście, że mogłyby być jędrniejsze i kształtniejsze. A jednocześnie, są najzupełniej w porządku.

Pośladki. Lubię swoje pośladki. O matko, oczywiście, że mam celulit. A po tym, jak trochę ostatnio schudłam, pośladki smętnie zwisają i nie są tak jędrne jak kiedyś. Ćwiczę trochę, żeby znów przywrócić im jędrność. Ale teraz obejmuję moje pośladki całą moją uważnością. I myślę sobie, że jestem najzupełniej w porządku. 

Tak patrzę na całe moje ciało. Nos – zadarty. Cera – trądzikowa.

Patrzę na siebie z miłością. Uśmiecham się do siebie. Ale ja jestem piękna! Jestem najzupełniej w porządku.

(grafika z nagłówka za http://boostthyself.com/loving-way-born-staying-healthy/, zdjęcie w tekście moje)