Nie ma mnie tu. Myślami jestem gdzieś daleko, daleko w przyszłości. Nie ma mnie tu, jestem gdzieś w roku 2020. Z przyszłości do teraźniejszości wraca mnie dźwięk domofonu. Ale tylko na chwilę. Znów uciekam myślami. Nie ma mnie tu, jestem jutro, bo jutro spotkanie Kręgu, więc temu poświęcam wszystkie moje myśli, a energia podąża za uwagą, więc tak naprawdę nie ma mnie tu.

Nie ma mnie tu. Myśli uciekły mi gdzieś w przeszłość, i ja cała uciekłam za tymi myślami, za wspomnieniami. Ręka wykonuje mechaniczne, zautomatyzowane ruchy myjąc zęby, ale tak naprawdę przecież wcale mnie tu nie ma. Jestem w przeszłości.

Nie ma mnie tu. Myśli błądzą mi, sama nie wiem gdzie. Zamyśliłaś się – powiedziałabyś, gdybyś mnie teraz zobaczyła. Pewnie tak. Sama nie wiem, gdzie podążały moje myśli, ale na pewno nie było mnie tu.

Czy ja w ogóle bywam kiedykolwiek tu i teraz? Przecież to niemal niemożliwe! Przez większość czasu albo planuję przyszłość, zastanawiam się, co się wydarzy, co zrobić dziś na obiad albo co będzie za dziesięć lat… albo wspominam przeszłość, przypominając sobie w którym sklepie widziałam te cudowne buty albo że jako dziecko spadłam z sosny i rozcięłam sobie nogę i , o tu, mam bliznę. A to znaczy, że ja naprawdę prawie nie bywam tu i teraz, nie ma mnie w sobie, nie ma mnie w moim ciele. Bo też co ciekawego może być do roboty tu i teraz?

Eksperymentuję. Jak długo można utrzymać uwagę skupioną na teraźniejszości?

Postanawiam skupić się na oddechu. Przecież oddech jest czymś, co jest tu i teraz. Oddycham w teraźniejszości, a oddech jest czymś, co łatwo obserwować i wyczuć. Kładę rękę na brzuchu i skupiam się na oddechu. Jestem oddechem,  jestem moją ręką unoszącą się w równym rytmie…

… pralka chyba skończyła prać, muszę wywiesić pranie, ciekawe czy moja ulubiona czarna bluzka zdąży wyschnąć, żebym mogła ją jutro założyć na spotkanie?

STOP

Delikatnie wracam myślami do tu i teraz. Przypominam sobie o oddechu. Skupiam się na tym, co czuję tu i teraz. Ręka jest ciepła i ciężka, i skóra na brzuchu też jest ciepła. Poduszka, na której siedzę, jest miękka. Włosy, związane w kucyk, łaskoczą mnie w kark.

Myśli uciekają. Pozwalam sobie to zauważyć i delikatnie zawracam je na tu i teraz. Wsłuchuję się w otaczające mnie dźwięki. Staram się rozróżnić każdy z nich. Samochód. Gołąb. Płaczące dziecko u sąsiadów. Radio gdzieś po prawej stronie. Szelest liści. Szczekanie psa. Każdy z tych dźwięków uruchamia lawinę myśli, lawinę wspomnień lub planów, ciąg skojarzeniowy. Zauważam to, pozwalam myślom przepłynąć, jak kolorowym bańkom. Obserwuję je z tego miejsca, z tu i teraz. Z czasem staje się to coraz łatwiejsze. Jestem tak bardzo, tak cudownie świadoma tego, że oddycham. Tego, że mam ciało, uszy, ręce, włosy, skórę i mały palec u nogi też. Nie umiem opisać tego uczucia, nie umiem go nawet dokładnie uchwycić, bo trwa tylko chwilę. Trwa tu i teraz. Wstaję i robię krok. Nie, źle powiedziałam. Wstaję i cała jestem krokiem. Nigdy w życiu nie byłam tak świadoma obecności swoich stóp i obecności podłogi. Odkręcam kran a dźwięk wody uderzającej o dno czajnika nigdy w życiu nie był tak obecny. Jedna zimna kropla spada na moją rękę, a ja myślę, że nigdy wcześniej nie rozumiałam, co znaczy kropla wody na skórze. Wszystko to trwa kilka sekund, bo za chwilę moje myśli znów rozpoczynają gonitwę. W przeszłość, w przyszłość, w tysiące spraw. Ale przez moment udało mi się być prawdziwie uważną, prawdziwie obecną w sobie, w ciele, w teraźniejszości.