Dawno temu, w pewnym kraju żyła kobieta. Była dobra i prawa, jednak pewna rzecz bardzo utrudniała jej życie. Otóż kobieta ta miała dwie osobowości.

Bywały takie dni, kiedy kobieta budziła się w cudownym, wymarzonym wprost nastroju, pełna radości, nadziei i chęci życia. Witała dzień z uśmiechem, a wszystko wydawało jej się idealne. Słońce świeciło jaśniej, kwiaty pachniały bardziej, a każda chwila zdawała się bajką. Wszystko było takie jak być powinno i nic nie było niemożliwe w takie dni. Wszyscy ludzie wydawali się jej piękni i warci miłości. Wszystkie problemy były zaledwie wytworami wyobraźni, którymi nie warto się zajmować. Kobieta nie chodziła, lecz unosiła się nad ziemią, ledwie jej dotykając czubkami pantofelków. Patrzyła w przyszłość zuchwale, z odwagą, jasnością. Podejmowała śmiałe decyzje, a uśmiech nie znikał z jej twarzy. Przytulała każdego kogo spotkała na swej drodze, dawała wszystkie pieniądze z portfela biednym, wybaczała wszystko każdemu i chętnie spełniała wszystkie prośby. Euforia i radość wypełniały każdą sekundę jej istnienia, które miało tylko jasne strony.

Bywały też jednak inne dni. Jeszcze zanim otworzyła oczy, kobieta żałowała, że w ogóle się obudziła. Od rana wszystko było nie tak. Słońce świeciło za mało lub za bardzo. Tosty były zbyt przypalone, a kawa za zimna. W takie dni kobieta łatwo wypadała w irytację, a nawet gniew. Ludzie ją drażnili swoim milczeniem i swoim gadulstwem. Teraźniejszość była żałosna, a przyszłość rysowała się w czarnych barwach. Kobieta wtedy złośliwie komentowała najmniejsze potknięcia innych, ale i dla siebie nie miała litości i była surowym sędzią. Odwołała zaplanowane spotkania i niechętnie godziła się na najmniejszą pomoc, a wszystko było na „nie”.

Kobieta dobrze zdawała sobie sprawę z problemów, jakie powodują jej wahania nastroju, od euforii, poprzez gniew, do depresji. Zaczęła więc szukać sposobu na poradzenie sobie ze swoimi dwiema  osobowościami – czy to jakiegoś zaklęcia, magicznego eliksiru czy talizmanu. Czegoś, co ją uleczy. Radziła się wielu specjalistów, szamanów, uzdrowicieli, wróżbitów, magów, mistrzów i mędrców znających wszelkie sekrety. Na próżno. Zdawało się, że nie ma sposobu na jej przypadłość.

Pewnego dnia do jej domu zapukała staruszka. Ludzie mówili, że to wiedźma, czyli ta która wie – ale co dokładnie wie, tego nie wiedział nikt.

– Nawet do mojej chaty w gęstym lesie wysoko w górach dotarła wieść o twoim nieszczęściu. Przychodzę, by ci coś ofiarować – i wiedźma podała kobiecie szkatułkę, w której był srebrny pierścień.
– Dziękuję – powiedziała kobieta. – Czy ten pierścień jest magiczny?
– Może jest, a może nie jest. Może ma to znaczenie, a może w istocie żadnego… Ale nie wystarczy nosić go na palcu. Każdego ranka tuż po przebudzeniu, a także za każdym razem gdy spojrzysz na pierścień, przypomnij sobie słowa na nim wyryte.

Kobieta założyła pierścień na palec, przeczytała słowa i zamyśliła się.

Od tego czasu była uzdrowiona i wszystko toczyło się dla niej jak najlepiej. Wszyscy specjaliści, szamani, uzdrowiciele, wróżbici, magowie, mistrzowie i mędrcy znający wszelkie sekrety nie mogli nadziwić się wielkiej sile pierścienia. Marzyli o tym by poznać treść mantry na nim wyrytej i poszli w tej sprawie do kobiety. A ona uśmiechnęła się, zdjęła pierścień i przeczytała: „Musisz wiedzieć, że ten dzień też minie”.

****
Ten dzień przeminie.
TEN DZIEŃ PRZEMINIE.

****

Ta historia jest w całości inspirowana bajką „Cesarz jin-jang” z książki Z. Królickiego  „Bajki chińskie dla dorosłych”.