Kiedyś sobie stworzyłam listę słów, które mi się kojarzą z kobiecością. Oprócz różnych banalnych, wciąż przewijały się: moc, siła, poczucie sprawczości, wielkość. Kobiecość kojarzy mi się z MEGA-siłą, jakąś pierwotną mocą, wyzwalaną choćby w dzikim tańcu czy na kręgach kobiecych. Z mocą La loby, Wilczycy-Dzikiej kobiety, opisywanej przez Pinkolę-Estes w „Biegnącej z wilkami”.

 

KOBIETA SILNA

Pamiętam jak to jest: czuć się silną, spełnioną, potężną kobietą. Wtedy zakładam na siebie stary dres, wiążę włosy w niedbałego koka, nie nakładam makijażu i idę na randkę. I jestem najpiękniejsza, najwspanialsza, promieniejąca tą kobiecą mocą i blaskiem ze środka, a mój mężczyzna patrzy na mnie zachwycony. Czuję się wspaniale, niezależnie od cellulitu,  pryszczy, zmarszczek pod oczami i nadmiarowych kilogramów. Ludzie dookoła mówią mi, że mam piękny uśmiech. Mam moc. Tę samą, którą podziwiam w innych kobietach – które idą do przodu pomimo przeciwieństw, zawsze się podnoszą, nawet gdy wszystkim wydaje się, że nie dadzą rady. Dokonują niemożliwego. Uginają się, ale nie łamią.

 

MEGA-siła.

Dziś nie mam tej mocy w sobie.

 

KOBIETA SŁABA

Czuję się zmęczona. Czuję się, zabierając Tolkienowi cytat, „jak masło rozsmarowane na zbyt dużej kromce chleba”. Słaba, przezroczysta. Nijaka i nieatrakcyjna. Z trudem i bólem odkrywam swoją kobiecość w tym dziwnym stanie spowolnienia, zniechęcenia, obojętności. Nie lubię siebie takiej słabej. Mam wrażenie, że każdy człowiek na ulicy porusza się szybciej ode mnie. I że każdy, kto mnie potrąci, może mnie połamać.

Siła – słabość.

Mama mówi – my, kobiety, jesteśmy silne.

Świat daje przekaz: kobieta poświęca się dla innych, o sobie myśli na końcu. Dba o rodzinę, stawia dzieci na pierwszym miejscu. O sobie zapomina. Płacze po cichu, żeby nikogo nie urazić ani nie zakłopotać swoimi łzami. Na pytania „jak leci”, odpowiada, że świetnie. Uśmiecha się, choć oczy pozostają smutne. Ale smutek nie przystoi. Słabość – paradoksalnie – nie przystoi tej „słabej płci”.

Ja-kobieta. Sama narzucam sobie standardy bycia silną.

Dziś protestuję. Dziś nie jestem silna. Dziś nie mam w sobie tej osławionej i ukochanej przeze mnie mocy kobiecości. I nie chcę przez to odbierać sobie prawa do bycia wspaniałą kobietą. Dziś leżę pod kocem, marząc, żeby świat zniknął. I chcę dać sobie prawo do tych uczuć. I chcę, żebyś ty dała sobie prawo do tych uczuć. Do powiedzenia ludziom dookoła – dziś nie chce mi się być silną, dziś nie potrafię wszystkiego ogarniać. Dziś mam zły, smutny, ciężki dzień. Nie chcę się uśmiechać, „bo tak wypada”. Dziś czuję się słaba. Dziś nie zbawiam świata, tylko oczekuję zaopiekowania.

Świat poczeka na moją moc, bo ona wróci. Dziś odkrywam i uczę się kochać to, że jestem słaba.