Już jakiś czas temu słyszałam o kubeczkach menstruacyjnych. Na początku podchodziłam do tego ze sporą nieufnością i sceptycyzmem – „kolejny dziki wynalazek stworzony by wyciskać kasę z kobiet, które pragną być 100% eko” – myślałam. Potem na jednym z kobiecych warsztatów dowiedziałam się, że Prowadząca korzysta z kubeczka i trochę mnie to zaintrygowało. W końcu, kilka miesięcy później zapałałam nagłą żądzą wiedzy i zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji na temat samego konceptu, jak i poszczególnych firm produkujących kubeczki.  Szybko okazało się, że polski internet informacji ma niewiele, pochodzą głównie ze stron producentów i się powielają. Jak temat kubeczka już się na jakimś forum internetowym pojawi, zazwyczaj jest opatrzony masą komentarzy typu: „rzyg!”, „ołmajgad, jakie to jest OBRZYDLIWE”, „jak tak można?”, „zaraz zwrócę obiad”, „trzeba być ZBOCZONYM, żeby z tego korzystać”. Przez tę sieczkę próbują przebić się głosy rozsądku i opinie kobiet, które rzeczywiście z kubeczków korzystają, jednak oddzielanie wartościowych komentarzy jest pracą godną kopciuszka.

 

Czas decyzji

 W końcu, po godzinach poszukiwań i rozważań, zdecydowałam się na zakup kubeczka. W Polsce ceny wahają się mniej więcej od 65 do 150 złotych za kubeczek, zależnie od producenta i sklepu. Niektóre występują w wielu kolorach, inne jedynie w neutralnym. Czasem można dobrać miękkość kubeczka. Zawsze można dobrać rozmiar (przynajmniej dwie opcje). Ja zamówiłam kubeczek MeLuna fioletowy w rozmiarze small, o twardości standardowej, zakończony kuleczką. Większość firm proponuje kubeczki z silikonu medycznego, MeLuna korzysta z tworzywa TPE. Czas życia kubeczka przy prawidłowym użytkowaniu firmy określają na 5-15 lat (zależnie od producenta). To dużo. Jak przekalkulujemy sobie ilość pieniędzy, jaką wydajemy rocznie na podpaski i tampony to nagle okazuje się, że jednorazowa inwestycja w kubeczek jest bardzo ekonomiczna.

 

Pierwsze wrażenia

Gdy otrzymałam paczuszkę z kubeczkiem byłam zaskoczona jego rozmiarem. Zamówiłam rozmiar „S”, a i tak pojawiło się zwątpienie czy to nie jest za duże i czy nie będzie uwierać. Żeby się o tym przekonać, musiałam jednak poczekać do najbliższej miesiączki.

Montaż kubeczka przy pierwszym podejściu poszedł całkiem gładko i skutecznie, 2-3 próby i gotowe. Gorzej było z wyjęciem go. Moja pierwsza walka była długotrwała, rozpaczliwa i męcząca. Przez moment nawet bałam się, że trzeba będzie jechać do ginekologa… Na szczęście w końcu się udało. I od tej pory wyciąganie kubeczka to kwestia kilku sekund – po prostu musiałam znaleźć na to sposób.

 

Instrukcja obsługi kubeczka

Kubeczek należy wyparzyć przed pierwszym użyciem w czasie danej miesiączki. Potem między jednym, a drugim włożeniem kubeczka można go wyparzać, ale nie trzeba. Producenci zwykle sugerują opłukanie go w ciepłej wodzie (ewentualnie przemycie płynem do higieny intymnej). Jeśli jednak potrzebujesz dla swojego komfortu psychicznego wyparzać kubeczek po każdym użyciu, to możesz tak robić (wtedy jednak praktycznym wydaje się posiadanie dwóch kubeczków).

Kubeczek montujemy zwijając go w „S” lub inny kształt, który – po włożeniu do pochwy – pozwoli kubeczkowi się swobodnie rozwinąć. Jak dla mnie najwygodniejsza jest pozycja z jedną nogą uniesioną wyżej (opartą np. o wannę), ale w rozkroku też jest to osiągalne. Jeśli masz trudności z włożeniem kubeczka, możesz zwilżyć go wodą lub lubrykantem (w przypadku silikonowych kubeczków lubrykant tylko na bazie wody!). Po poprawnym zamontowaniu kubeczka, powinien on trzymać się jednego miejsca i być niewyczuwalny podczas ruszania się, siadania, leżenia itp.

Kubeczek może być w pochwie nawet do 8-10 godzin, o ile wcześniej Ci się nie zapełni. Częstość zmian kubeczka tak naprawdę jest sprawą bardzo indywidualną. Ja – przy niedużych krwawieniach – mogę sobie spokojnie pozwolić na zmianę co 8-9 godzin, a i wtedy kubeczek nie jest wypełniony nawet do połowy. Ale są też kobiety, które muszą zmieniać co 4-5 godzin.

To, co sprawiło mi tyle trudności za pierwszym razem, czyli wyjmowanie kubeczka… U mnie sprawdza się przykucnięcie. Wkładamy dwa palce do pochwy, ściskamy nimi kubeczek (żeby go odessać) i delikatnie wyciągamy. Proste, prawda?

 

Subiektywnie o wadach i zaletach:

Wady:

  • Ogarnięcie kubeczka wymaga cierpliwości i czasu. Myślę, że po jednej-dwóch miesiączkach kubeczek nie powinien już sprawiać trudności w montażu.
  • Mimo osiągnięcia wprawy w użytkowaniu kubeczka, zdarzają mi się dni, gdy mam duże trudności z włożeniem go tak, by się ładnie rozwinął i nie uwierał mnie. Nie zdarza się to często, jednak na wypadek takiej sytuacji warto mieć w domu zapasową paczkę podpasek.
  • Kubeczek ewidentnie nie jest dla kobiet, które mają trudności w obcowaniu ze swoją krwią lub kobiecością. Umówmy się – mając kubeczek krew oglądamy, czasem dotykamy (np. wymywając kubeczek). Bez włożenia palców do pochwy od czasu do czasu też się nie obejdzie, więc osoby, które mają z tym jakiś problem powinny raczej poszukać innych rozwiązań na czas krwawienia.
  • Jeśli spędzasz dużo czasu poza domem warto upewnić się, że będziesz miała warunki do zmiany kubeczka. Toalety publiczne z umywalką na zewnątrz są już dla mnie problemem, bo mimo zapewnień producenta, że w chwili kryzysu wystarczy kubeczek wytrzeć papierem toaletowym, dla mnie to już zbyt niekomfortowa (pod względem higienicznym) opcja.

 

Zalety:

  • Olbrzymia swoboda! Dobrze zamontowany kubeczek naprawdę jest niewyczuwalny i odporny na dużą ruchliwość użytkowniczki. Doskonale sprawdza się nawet w czasie ćwiczeń fizycznych. Można zapomnieć, że się ma okres, serio! ;)
  • Co tu kryć – kubeczek w dłuższej perspektywie jest ekonomicznie korzystny.
  • Nie wysusza pochwy tak, jak to się dzieje w przypadku tamponów. Po kilku dniach użytkowania pochwa jest zdrowa, niepodrażniona.
  • (tu powołuję się na informacje z internetu, nie zaś na moją wiedzę): jest zminimalizowane ryzyko wstrząsu toksycznego.
  • Robisz coś dobrego dla środowiska ;) – nie zużywasz setek tamponów czy podpasek, tylko używasz przez parę lat jednego małego kubeczka.

 

Olala

 

Photo source: Michelle Tribe