Ostatnio zabrakło mi pokory. Zrobiłam się niecierpliwa, wybuchowa, trochę gorzka, a w środku czułam i rozpatrywałam niesprawiedliwość swojego losu.

Tata Sofii dużo mi pomaga. Już sam fakt, że pracuje „z domu”, wiele zmienia, ponieważ często się nią zajmuje. Bierze ją na czas moich zajęć (udzielam lekcji angielskiego w domu 4 razy w tygodniu), wychodzi na spacer, nawet gotuje trzymając ją na ręku.  Pomaga mi też ogarnąć dom. Tu trochę pozamiata, tam pozmywa, wstawi lub rozwiesi pranie, zrobi jedzenie. Wieczorem przynosi mi litr wody do łóżka (w nocy przy karmieniu dużo piję), jest na zawołanie, jeśli Sofia akurat nie chce zasnąć – pomaga mi ją ukołysać, albo zabiera na „przedłużenie dnia” (zdaża się, że ja już nie daję rady i muszę zasnąć). Jest obecny. Przy tym sporo pracuje fizycznie w swoim warsztacie (zimą drewniany warsztat był nieogrzany). A ostatnio co drugi dzień wstaje przed 7:00, żeby przejąć Sofię  i dać mi przestrzeń do Intymnego Poranka. Wtedy albo idę dłużej pospać, albo wstaję i ćwiczę jogę, robię sobie śniadanie w spokoju, itd. Zależy jak się czuję, na co mam energię.

Dużo pomocy..

A jednak i tak znajdowałam powody, żeby się na niego boczyć i na nim rozładowywać napięcia..

Mówiłam, że… „ma więcej czasu wolnego, że „to niesprawiedliwe”, „on nie musi karmić po nocach”, „on nie musi wstawać o 6:30 co rano”, „on ma wybór i może sobie iść gdzie chce i kiedy chce i nie musi brać Sofii”, „on się nie budzi co noc od półtora roku” (w ciąży budziłam się co noc na siusiu, pod koniec ciąży nawed do 3-5 razy na noc..) Wynajdowałam i złościłam się, na różne rzeczy, z którymi ja muszę sobie dawać radę, a on nie.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele moich złych nastrojów (jeśli nie wszystkie) wynika z przemęczenia. Jak by nie patrzeć.. od szesnastu miesięcy przespałam w całości może ze trzy noce.

A z drugiej strony, kiedy udaje mi się trzeźwo pomyśleć..

To ja jestem kobietą. Z kobiecymi przypadłościami. Z kobiecymi Przywilejami. To ja jestem matką. I wybrałam bycie Matką Karmiącą. I wybrałam bycie Matką, Która Jest Blisko. I chcę tego. Podjęłam wybór.

Teraz mam kolejny wybór: żyć, z tym co wybrałam, czerpiąc z tego radość każdego dnia, albo co rano wstawać nachmurzona, i sączyć ciemne myśli.

No zdecydowanie wolę to pierwsze.

Taka sytuacja nie będzie trwać wiecznie. Sofia urośnie, ja odeśpię i odpocznę.. Tymczasem chcę się czuć dobrze. Na tyle, na ile możliwe, chcę, by było mi pogodnie. Chcę żyć w dobrze nastrojonym domu, darzyć miłym słowem i spokojem, tych, którzy są przy mnie.

 

Dzisiaj przy porannym składaniu pieluszek dotarło do mnie.

Składać pieluszki… Ale nie po to, żeby były złożone. Tylko dlatego, że są, i można je złożyć.

Wycierać zasiusianą albo zakupkaną podłogę… Ale nie dlatego, żeby była sucha i czysta, tylko dlatego, że można to zrobić, i można z czułością.

Karmić dziecko piersią 10 razy w nocy…  ale nie dlatego, że trzeba, tylko dlatego, że można.

I dlatego, że ona się STAJE. Moje mleko ją TWORZY. Moje mleko jest pokarmem, który umożliwia jej teraz rozwój.

Rodząc, stajemy się dawcami życia. Karmiąc, stajemy się jego podtrzymywaczami.

Życie. Życie w nas. Życie w dziecku. Życie życie życie..

O d d e c h .  . .­­

W głowie zadźwięczało mi „mama joga”. Joga bycia mamą. Joga życia codziennego mamy.

Monotonia codzienności. A czy kiedy po raz tysiąc dwieście pięćdziesiąty siódmy stajemy do psa z głową do dołu – to nie jest monotonia?

Joga bycia mamą. Pokora, otwartość i świeżość w codziennych czynnościach, które – jak wszystko, co będziemy robić z uważnością – mogą nas przebudzić i podsycić naszą energię.

I żeby te wszystkie Mamowe Poczynania właśnie PODSYCAŁY energię, a nie zabierały.

Mój partner stwierdził dziś rano, że zrobiłam się bardzo negatywna. A ja czuję, że to przez to, że zabrakło mi ramion (tej pokory), żeby objąć swoje macierzyństwo i je utulić. Żeby godnie, dumnie i z uśmiechem podejść do wszystkich obowiązków i być Tym Co Robię.. nie tym, która robi.

Przypominam sobie różne mądrości tekstów taoistycznych, wiersze Rumiego, książkę Donny Fahri*, i różne inne perły.. i nareszcie zaczynam to czuć.

A może czuję to tylko dzisiaj?!  Nie wiem. Wiem, że chcę to w sobie podtrzymywać. Mam na imię Ogień i chcę podtrzymywać ciepło w sobie. To moja misja..

Aspekty, na które jako kobiety mamy wyłączność: okres, poród, karmienie piersią.

Czynności, które nam przypadają lub które z natury robimy staranniej: opieka nad maleńkim dzieckiem, rozmaite prace domowe..

Uznając naszą kobiecość, dodajmy te powyższe. Uznajmy kobiecość w jej pełni, i  bez bólu, jeśli wybrałyśmy drogę matki. Bo właśnie Matka, którą się stałyśmy, dopełniła naszą kobiecość.

Nigdy nie byłam za tzw. „podziałem ról” w domu. Rozmawiałam o tym z moim partnerem na długo przed poczęciem Sofii. Byliśmy zgodni. Ten, kto akurat zobaczy, że jest co do pozmywania – to pozmywa. Albo, że jedno zrobi obiad, to drugie pozmywa. Ten, kto akurat ma ochotę, idzie na zakupy. Albo idziemy razem. Generalnie wspólne wykonywanie różnych czynności, wykonywanie ich na zmianę, wykonywanie bez podziału na męskie i żeńskie.

Teraz jest trochę inaczej. W ciągu dnia większą ilość czasu zajmuję się dzieckiem, wobec tego mam mniej czasu (i energii) na jakiekolwiek prace domowe. A lubię kiedy przestrzeń wokół mnie jest świeża i zadbana. Więc chciałabym, żeby mi ktoś w tych pracach pomógł, czasem wyręczył. A On z kolei pracuje – też robi dużo. I co teraz?  Jak można prosić o jeszcze, kiedy ktoś już daje dużo?

Chyba nie można.Trzeba zakasać rękawy i dać sobie radę. Odszukać wdzięczność w sobie, żyć Z NIEJ…

Przypomina mi się, co powiedziała moja przyjaciółka w okolicy grudniowych Świąt: „więcej doceniactwa, mniej narzekactwa.”

 

Zadbam o ilość swojego snu i czasu wolnego, ale resztę też chcę robić z namaszczeniem, bo reszta jest równie ważna. I kiedy moja córka będzie miała lat 10 i więcej, chcę czuć, że czas, który poświęcałam jej i na czynności z nią związane, był czasem cennym. Równie cennym, co czas samotny i spędzony na malowaniu, przędzeniu, pisaniu, bądź spacerach po lesie.

Jestem swoim czasem. I będę wdzięczna za to co mam  w   k a ż d y m   m o m e n c i e. 

Jak to mówią.. „tak mi dopomóż Bóg.”