Mama

Mama

Zadzwoniłam dziś do Mamy. Powinnam wczoraj, z okazji Dnia Matki, ale zapomniałam. Przypomniało mi się o 20, w Polsce była już 22 a moja Mama lubi chodzić wcześniej spać, więc nie chciałam jej budzić.

Przyjemnie było porozmawiać z Mamą. O takich codziennych rzeczach, wiecie. Że marchewki na polu urosły, że skowronek ładnie śpiewa o poranku gdy Mama przyjeżdża na działkę podlewać warzywa, i jeszcze żebym jej przysłała szarą wełnę to sobie zrobi sweter na drutach. Pytała co u mnie. Taka rozmowa o niczym.

I o wszystkim.

A między słowami pajęcze nitki utkane z matczynej miłości i troski. Mama potrafi powiedzieć mi tyle rzeczy, nie mówiąc wprost. Że tęskni, że martwi się o mnie, że jest dumna, że czeka aż wrócę, że kocha. Choć to ostatnie mówi tak po prostu, i jestem jej za to wdzięczna.

 

Po prostu chciałam opowiedzieć Wam o mojej mamie. Zazwyczaj mało o niej mówię, bo też nie ma co mówić – to po prostu Anioł. Jest Dobrą Kobietą, w każdym znaczeniu tego słowa. Często mówię jej, że ją kocham.

Chyba nigdy nie podziękowałam jej za to, jak wspaniałą mamą była i jest dla mnie.

Jutro zadzwonię i to zrobię. Dziś już za późno, Mama na pewno śpi.

 

 



1 thought on “Mama”

  • Zawsze zazdrościłam koleżankom ich mam, nie dlatego, że były ładne, bogate czy jakieś bardziej egzotyczne od mojej. Zazdrościłam im, bo ich mamy dawały im poczucie bezpieczeństwa. Ja płakałam jak miałam wracać do domu, może dlatego zawsze byłam najlepszą uczennicą, zapisywałam się na wszystkie możliwe zajęcia pozalekcyjne. Byłam chorowitym dzieckiem, przewlekła autoagresywna choroba, była nie tylko kulą u nogi dla mnie ale też stała się przyczyną (podobnie jak całe moje jestestwo) powodem nienawiści mojej matki do mnie. Moi rodzice zawsze robili wszystko, żeby wytresować mnie jak pudla, dawali mi coś tylko po to by mnie potem szantażować, chwalili mnie by przemycić w tym samym zdaniu krytykę, porównywali mnie do innych i bezlitośnie oceniali. Byłam dzikim dzieckiem, wolnym brudaskiem zwisającym z drzewa, nie mogli tego znieść, moja matka nie mogła tego znieść, bo nie byłam taka jak ona- zimna, uległa nieprzebojowa, nieśmiała i psychopatyczna. Postanowiła mnie złamać. Moja matka czasem też wyładowywała na mnie swoją frustracje bijąc mnie bardzo boleśnie- raz zbita smyczą miałam sine pręgi na całych plecach. szarpanie za ucho tak mocno że płatek się odrywał, bicie po głowie tak mocne że potem mi się kręciło i upadałam, więc podnosiła mnie za włosy. Wszystko mogło być powodem jej ataku, gdy się pojawił moja siostra moje życie się jeszcze bardziej pogorszyło, bo ubzdurała sobie, że ponieważ jestem niemiła dla mojej neurotycznej ciągle wrzeszczącej siostry odda mnie do domu dziecka, nie zrobiła tego, ale powtarzała to często, i za po jakimś czasie zaczynałam żałować, że tego nie zrobiła. W liceum bała się mnie już bić bo kiedyś się obroniłam i upadła więc postanowiła pod płaszczykiem troski złamać mnie jeszcze bardziej psychicznie- wymyśliła sobie, że mam się kłaść o 22 spać, więc gaszono mi światło nawet jeśli miałam jeszcze naukę, gdy nie posprzątałam w pokoju jednej rzeczy matka przychodziła mi zrobić pilota- wyrzucała wszystko na sam środek itd itp. Przed liceum i w czasie liceum postanowiłam się zagłodzić na śmierć – więc zafundowałam sobie anoreksję. To była jedyna rzecz, której nie mogła mi odebrać. Moja śmierć miała być tylko moja. I pomyśleć, że cały czas ich kochałam. Matkę-kata i ojca, który udawał, że nic się nie dzieje. Wyszłam z anoreksji, by nie sprawiać im bólu. A ja głupia zaczęłam robić to co chcę- tatuować się, robić piercing, golić na zero gdy już byłam dorosła- bo nie chciałam, żeby mieli przeze mnie kłopoty. Kochałam ich bezgranicznie i wszystko wybaczałam. Lżejsze piekło zafundowali mojej siostrze, ona miała tylko depresję, a nie jak ja próby samobójcze i anoreksję- a oni cały czas się nie nauczyli. Przez pryzmat kobiet w mojej rodzinie (m.in babcia mizoginka- „ciało kobiet jest obrzydliwe”, nigdy nie brała strony kobiet w sporach i faworyzowała mojej kuzyna) postrzegałam kobiety, dlatego chyba wszystkie moje relacje z kobietami były jakieś takie pełne napięcia, uprzedzeń i niechęci. Teraz dorastając – 29 lat :P – tęsknię do kręgów kobiet i pełnej akceptacji wymiany energii. Nie piszę tego, by się wyżalić, bo nie podchodzę do tego emocjonalnie, oglądam swoje emocje z oddalenia, jakby była to historia kogoś innego, ale piszę to by pokazać czytelniczkom/czytnikom jak trzeba doceniać to co się ma, i kochać swoich rodziców, ponieważ jest duża szansa, że mieliście lepszych, więc kupcie im bombonierkę, bo dobrym ludziom należy się nagroda.

Pozostaw odpowiedź EWa Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *