Moja droga do akceptacji cudzej otyłości

Moja droga do akceptacji cudzej otyłości poprzez zauważenie swojego piękna.

Jakiś czas temu usłyszałam, że bardzo się zmieniłam. „Może ty tego nie zauważasz, ale praca jaką wykonałaś i droga jaką przeszłaś jest naprawdę ogromna i imponująca”. Było mi oczywiście bardzo miło i postanowiłam sobie wtedy, że będę takie zmiany w sobie zauważać.

A więc zauważyłam, że zmienił się mój stosunek do otyłości. Od razu dodam, że ta zmiana wydarzyła się także dzięki Wam i naszemu Kręgowi. Czytając Wasze teksty o różnych ciałach, akceptacji i miłości do siebie, zauważyłam, że mój umysł – ego – odpuszcza wreszcie myślenie w stylu „to musi być straszne być grubą”. Za to, Moje Drogie Kobiety, serdecznie Wam dziś dziękuję.

Ponieważ natura obdarowała mnie tzw. dobrą przemianą materii, nigdy nie byłam na diecie odchudzającej a obiad złożony z trzech talerzy zupy, kartofli z dokładką i dwóch kotletów nie był dla mnie rzadkością. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego ludzie nie mogą po prostu schudnąć i w ogóle nie brałam pod uwagę, że ktoś grubawy wcale nie pragnie się odchudzić.

Współczułam osobom z najlżejszą nadwagą, ale teraz wiem, że to było współczucie fałszywe, oparte całkowicie na pożałowaniu. Patrzyłam na grube kobiety i myślałam „jakaś ty biedna, że nie możesz zjeść całego pudełka delicji i osiemnastego kawałka ciasta” a potem kłamałam, że je akceptuję takimi jakie są. Otyłe.

W końcu zrozumiałam, że każda tego typu myśl była po prostu brakiem akceptacji dla mnie samej!

Moja figura była swego rodzaju nagrodą pocieszenia. „Tak, masz pryszcze i małe cycki” – mówiłam do lustra – „ale przynajmniej nie jesteś gruba i nie masz celulitu na dupie”.

I jak się zapewne spodziewacie – to wcale nie działało! Nienawidziłam swojej tłustej cery. Miałam do boga autentyczny żal o te małe cycki. Przeszkadzały mi szerokie i niekształtne paznokcie. Drażniły mnie do imentu sztywne włosy. Ledwie znosiłam widok moich krótkich nóg. I tak dalej.

Przez pół życia myślałam o sobie jak o trzynastym dziecku Baby Jagi. Byłam brzydka i w którymś momencie „ale przynajmniej jesteś szczupła” już nie pomagało.

Rozpoczął się we mnie bardzo długi proces akceptacji rzekomych niedoskonałości mojego ciała. Po prostu uczyłam się je kochać. I w którymś momencie przestałam oceniać inne ciała poprzez pryzmat wagi.

Gdy przyszła do mnie joga siłą rzeczy zaczęłam oglądać inne jogowe ciała. Było raz lepiej raz gorzej. Dawałam lajki i serduszka przy zdjęciach grubych joginek i joginów. Najpierw (znowu!) z nieświadomą myślą „niech ma”, „na zachętę”, a potem z zazdrością, że się nie wstydzi. Tak, wiem – koszmar. Wciąż się trochę za to wstydzę (dlatego chyba o tym piszę…). Teraz lajkuję i serduszkuję już po prostu dlatego, że asana jest pięknie i poprawnie wykonana.

Chciałabym wam się także z czegoś zwierzyć – ja głaszczę swoje ciało. Nie jest to jakieś szczególnie erotyczne głaskanie tylko zwyczajne takie. Zdarzają mi się też buziaki z kolana i ręce i tam gdzie mogę sięgnąć :)

W mojej fizjonomii niewiele się zmieniło, ale czuję się piękna. Nie o to chodzi, że zaakceptowałam swoje „wady” w wyglądzie albo nauczyłam się je tuszować. Ponieważ one naprawdę przestały mieć znaczenie to tak jakby zniknęły.

 

Jestem piękna.

Jesteś piękna.

Wszyscy jesteśmy cudami natury.

 

two_85f8955d-01e1-44c1-a5f4-34f6b40359cd-e1415127118342

(foto: materiały kampanii Dove)