Ja i Czwarta rozmawiamy sobie o tym, czym jest dla nas mantra, które mantry dostępne na YouTube są naszymi ulubionymi i jakie mamy prywatne mantry którymi, wraz z oddechem, wypełniamy świat na co dzień.

 

Czwarta: Znalezienie definicji mantry jest tak proste jak znalezienie definicji czegokolwiek w dzisiejszych czasach, ale w pewnych kwestiach – i zaliczam do nich mantrę – warto poobserwować swoje myśli i odczucia gdy pytamy „co to jest”, zanim poszukamy podpowiedzi w internecie. Daj sobie chwilę, a na pewno  poczujesz czym jest mantra.

Magdalena: Moje pierwsze skojarzenie to głębokie, gardłowe, wibrujące ooooooommmmmmmmmmmm, czyli chyba najbardziej „znana” i rozpoznawana na Zachodzie mantra (do której jeszcze wrócę)… ale też z mantrą kojarzą mi się takie zdania, które powtarzamy wielokrotnie jakby miały nas ochronić, albo jakbyśmy bardzo, bardzo chciały w nie uwierzyć. Na przykład „wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze” czy „spokojnie, spokojnie, spokojnie”. Jest takie wyrażenie przecież, „powtarzać coś jak mantrę”, czyli w kółko, ciągle, bo to jest ważne, bo się w to wierzy albo chce się sprawić, by ktoś uwierzył. I oczywiście mantra kojarzy mi się z medytacją. Wiele osób które chcą zacząć medytować i będą szukać wskazówek na ten temat w Sieci, znajdą sugestie by medytować z mantrą, czyli powtarzać wraz z oddechem określone frazy lub dźwięki.

Czwarta:  Mantrę znamy od dziecka. Rodzice śpiewali lub nucili nam mantry, żeby nas ukołysać do snu albo uspokoić. Pamiętam głos mamy, nucący delikatnie zlepek uspokajających i wibrujących głosek… hmm, hmmmmm, hmmm, hmm, hmmmm na jakąkolwiek znaną melodię lub bez melodii. Zwykle towarzyszyło temu kołysanie albo lekkie potrząsanie. Tata też czasem używał mantr by uśpić mnie lub młodszą siostrę, ale nie pamiętam by nucił lub mruczał, po prostu śpiewał (tak cicho i delikatnie jak pozwalał na to fakt że był wtedy zdrowym dwudziesto- czy trzydziestoletnim facetem): „Był sobie król”, „Na Wojtusia z popielnika” albo „Aaa kotki dwa”. To moje pierwsze mantry. Miały prosty cel – ukołysać do snu, czyli uspokoić, wyciszyć, pomóc odpocząć, poczuć się dobrze i bezpiecznie…

Magdalena: …śpiewane w kółko i w kółko głosem pełnym miłości i czułości. Nie patrzyłam do tej pory w ten sposób na kołysanki z dzieciństwa. Dziękuję Ci za nową perspektywę. Mantrą niekoniecznie musi być dziwnie brzmiący tekst w kompletnie obcym, egzotycznym języku.

Czwarta: Gdy pierwszy raz usłyszałam o „mantrach” i wysłuchałam kilku przypadkowych, wydawały mi się bez sensu, bo nie rozumiałam ich słów i musiałam polegać na czyimś wytłumaczeniu o czym jest dana mantra i kiedy albo po co się ją śpiewa. Bardzo szybko doszłam wtedy do wniosku, że mantra to po prostu modlitwa. O zdrowie, opiekę, błogosławieństwo. Podziękowanie za łaski. W każdej religii występują mantry, odliczane często na sznurach modlitewnych (katolicki różaniec czy hinduska mala).

Magdalena: Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z tobą… ciekawe, czy moja babcia zdaje sobie sprawę z tego, że mantruje :). Wracając do skojarzenia z mantrami: sądzę, że wielu ludziom mogą kojarzyć się z buddyzmem lub hinduizmem, z jakąś religijną „otoczką”. Gdy tłumaczy się niektóre mantry na polski, okazuje się, że wiele w nich odniesień do boga, boskości, bóstwa… tylko jest to „bóg” rozumiany inaczej niż np. w chrześcijaństwie. Zgadzam się z tobą, że mantra jest modlitwą, ale znów, chodzi moim zdaniem o specyficzne rozumienie słowa „modlitwa”… rozumienie bardzo areligijne, ponadreligijne, intuicyjne. Ja po prostu postawiłam na intuicję, a intuicyjnie czuję, że mantry są dla mnie dobre, że mnie wyciszają, uspokajają, pomagają wejść w stan „tu i teraz”, wzruszają, dają dużo radości, piękna i kontaktu ze sobą oraz wspierają mój rozwój. U mnie w domu czasem sobie po prostu lecą w tle jak gotuję, albo towarzyszą mi podczas jazdy tramwajem czy autobusem, taki cichy towarzysz.

Czwarta: Podczas praktyki medytacji lub kundalini, mantra ma też funkcję odmierzania czasu – moja ulubiona mantra, Sat Kartar, trwa akurat tyle ile potrzebuję, żeby poczuć przepływ i przypływ energii, ale może dla kogoś innego byłaby za krótka lub za długa.

 

Magdalena:  Pamiętam jak pierwszy raz praktykowałam z Sat Kartar właśnie. Przez dziesięć minut śpiewałam i machałam rękoma, a potem przez kolejne piętnaście płakałam, łkałam, szlochałam… ale nie było to nieprzyjemne, choć dalekie od rozkoszy :). Pod wieloma filmikami z mantrami na YT można znaleźć komentarze, że ktoś słuchał i się rozpłakał, wzruszył albo miał łzy w oczach. Podobno to dlatego, że mantra dotyka twojej duszy. Tego miejsca, w którym każdy z nas jest Miłością. Inną mantrą, która nieustannie mnie porusza, wypełnia oczy łzami, jest „Guru guru wahe guru, guru ram das guru”. Nie wiem dokładnie jakie jest jej znaczenie i  na razie nie potrzebuję tego wiedzieć. Po prostu czuję, że ta mantra jest dla mnie dobra.

 

Pewnie dla każdego inna mantra w danym momencie życia będzie dobra i ważna. Czasem jest to kwestia wykonania, śpiewu, melodii, instrumentów, tempa. Mam swoje „ulubione” wersje danej mantry i innych nie lubię.

Czwarta: Każdy kto szuka, znajdzie odpowiednie dla siebie wersje potrzebnych mu mantr.

Magdalena: Czasem piękne, ważne mantry przychodzą do nas znienacka. Pamiętam jak niedawno w mojej szkole jogi czekałam na rozpoczęcie zajęć. W sali trwała właśnie praktyka kundalini jogi, na której bardzo dużo śpiewa się różnych mantr. Lubię przyjść sobie wcześniej i podsłuchiwać na korytarzu :) Usłyszałam wtedy piękną mantrę, która bardzo mnie poruszyła. W domu wystarczyło kilka kliknięć i oto jest: Adi Shakti. Polecam słuchać bardzo głośno, w słuchawkach na przykład. Głośno jak na dyskotece :). Mnie ona bardzo porusza.

 

I, dla porównania, inna wersja tej samej mantry – zdecydowanie moja ulubiona:

 

Co ciekawe, początkowo w ogóle nie interesowało mnie o czym jest ta mantra. Miałam poczucie, że jest o czymś pięknym i właściwym i intuicyjnie czułam, że jest dla mnie dobra. Okazało się, że (cytuję ze strony www.kundaliniyoga.org/mantra): Chanting it eliminates fears and fulfils desires. Adi Shakti means the „Primal Power,” Sarab Shakti means „All Power”, and Prithum Bhagawati means „which creates through God.”

Słucham też bardzo często mantr śpiewanych przez Devę Premal, którą odkryłam dzięki Tobie, Czwarta. Wiem, że Ty uwielbiasz Nandana Gopala:

 

Ja z kolei zanurzam duszę w Gayatri Mantra, w bezbłędnym wykonaniu Devy:

 

Czwarta: Ja gorąco polecam mantrę Ong Namo Guru Dev Namo, która jest poszukiwaniem nauczyciela w sobie. Każdy z nas jest guru. Pomyślcie jak cudowne może być odnalezienie swojego wewnętrznego mistrza. Bliżej niż można to ogarnąć umysłem jest „ktoś” kto zna cię prawdziwą i zawsze poprowadzi cię tą właściwą drogą. Będzie ci podpowiadał co zrobić z ciałem i umysłem gdy  jesteś w trakcie praktyki i da ci pewność, że to co robisz jest okej, nawet jeśli czyjś inny guru radzi inaczej.

 

Magdalena: Ong namo guru dev namo, czyli „I bow to the Divine Wisdom within Myself”: Oddaję część boskiej mądrości w sobie. Czyli to jest o zaufaniu do siebie.

Czwarta: Za sprawą mojego wewnętrznego nauczyciela przyjęłam fakt, że podczas gdy inni śpiewają mantrę „Niech cię wieczny słońca blask” anielskimi głosami, ja pohukuję jak raper (choć za rapem absolutnie nie przepadam) i prawie zawsze na słowach „prowadzi cię” mam ochotę wyrzucać w powietrze ręce jak rockmenka, która podczas koncertu kieruje mikrofon w stronę publiczności. I czasem to robię! „Dajesz młoda, dajeeesz” – woła we mnie dzieciak ubawiony po pachy „moim kosztem”. I to jest dobre.

Magdalena: To cudownie, że wspomniałaś o mantrze „Wieczny słońca blask”! To taka piękna mantra po polsku, w wykonaniu Anny Jurksztowicz. Mogłabym jej słuchać i słuchać. A potem ją śpiewać i nucić cały dzień.

Podobnie jak inną jej piosenkę: O duszo ma, cóż ciebie tak gna przez ścieżki czasu i miejsc? W tej marnej grze ty wciąż gubisz się, więc wstań i otwórz się. Obie są z płyty „Poza czasem”, którą polecam od pierwszego do ostatniego utworu.

 

Mantry „Wieczny słońca blask” nie znalazłam całej na YouTube, jedynie fragment. Całość trwa ponad 4 minuty i ma piękną „końcówkę”, której w poniższym wykonaniu nie ma, jest takie „ucięte”.

 

Całej płyty można bezpłatnie i legalnie posłuchać online np. na spotify.com – trzeba tylko założyć konto, a potem wyszukać tytuł piosenki i… odpływać. W ogóle Spotify jest wielką kopalnią mantr. YouTube oczywiście też. I poczta pantoflowa :). Przyjaciółka z którychś warsztatów przywiozła piękną, przepiękną mantrę:

 

Filmik pokazuje głęboką, poruszającą praktykę wspólnej medytacji. Nie mogę (i nie chcę!) przestać się wzruszać za każdym razem gdy go oglądam. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć możliwość usiąść naprzeciwko drugiej osoby, czy to kobiety czy mężczyzny, położyć jedną dłoń na swoim sercu a drugą na sercu drugiego człowieka i słuchać tych dwóch serc i oddechów patrząc sobie w oczy… to potem świat będzie wyglądał inaczej.

Tę mantrę dobrze mi się śpiewa. Nie wszystkie wcześniej przywołane mantry lubię śpiewać, ale niektóre tak, bardzo. Śpiewać je głośno, z głębi siebie, niskim tonem głosu (może dlatego tak lubię Devę Premal i jej głos). Ostatnio odnajduję duży spokój, radość i jakąś formę otwarcia w głębokim, wibrującym śpiewaniu ooooooommmmmmmmmm. Nie takim z gardła, tylko gdzieś z głębi ciała, z brzucha, ten dźwięk się wydostaje, trwa w powietrzu i zostawia po sobie prawdziwą Ciszę i Pustkę. Mantra Om wydaje mi się taka pełna. Nie znajduję teraz innego określenia na nią, poza pełnią. Ale tylko wtedy, gdy sama mogę ją intonować, najlepiej w grupie. Na YouTube można znaleźć mnóstwo filmików z mantrą Om, niektóre nawet po trzy godziny… żaden z nich nie budzi nic poza moją irytacją.. To też jest ważna wskazówka dla mnie do pracy z mantrami. Że trzeba je poczuć w sobie, w ciele. A to wibrujące ommmmmmmm tak miło łaskocze ciało od środka :) „Efekt uboczny” jest taki, że odkąd praktykuję om (i śpiewanie innych mantr), zauważam, że łatwiej mi się śpiewa tak po prostu, zwykłe piosenki które lubię, łatwiej mi się mówi. Przestaję mieć zaciśnięte gardło, pełniej oddycham.

Czwarta: Mantry łączą się cudownie z oddechem. Nie trzeba wcale być specjalistą od pranayamy (ja nie jestem), żeby znaleźć swój własny rytm oddychania do mantr.

Magdalena: I nie trzeba być specjalistą, by „tworzyć” swoje własne mantry. „Tworzyć” biorę w cudzysłów,bo nie jestem pewna tego słowa. Może bardziej… odkrywać? Odnajdywać?

Czwarta: Moja mantra to „bóg wypełnia świat miłością”. Zastanowiłam się kiedyś co jest dla mnie najważniejsze i zamieniłam to w moją własną mantrę, taką „wieczną” modlitwę. Powtarzam ją stale, także – a właściwie przed wszystkim – podczas zwyczajnych codziennych czynności. Spokojny, relaksujący wdech, który napełnia brzuch i masuje ciało od środka, łączę z „bóg wypełnia…” a na wydechu (brzuch się zmniejsza, bo nie ma w nim powietrza, ciało zaś kurczy się i całkowicie wyrzucam zużyte powietrze, ale także troski i stres) mówię lub myślę „…świat miłością”.

Magdalena: Kiedyś się ze mną podzieliłaś tą mantrą i od tego czasu lubię ją powtarzać. Moja mantra też jest życzeniem, modlitwą, wyrazem miłości. To po prostu „kocham cię”. Nieadresowane do nikogo konkretnego, albo może raczej: adresowane do Wszystkiego. „Kocham cię” – kocham siebie, ciebie, ludzi, świat, chcę wypełnić go odrobiną miłości wraz z wydechem. A rano, tuż po przebudzeniu, czasem jeszcze z zamkniętymi oczami, mruczę zawsze te same słowa: Dzień dobry, kocham cię a dziś będzie dobry dzień w którym wydarzy się coś pięknego. Mam poczucie, że odzyskuję jakieś pierwotne, głębokie znaczenie tych słów „Kocham cię”, słów tak wypaczonych w dzisiejszym świecie, służących manipulacji, szantażowi, kłamstwu. A to takie piękne słowa, pełne szczerej, czystej intencji. Kocham cię. Czy nie o to chodzi w życiu?

Ostatecznie, jest przecież tylko Miłość.  Wierzę w Miłość.