Widziałam kiedyś taki filmik (a może to była audycja radiowa, nie pamiętam), na którym pani pyta się przedszkolaków: „Do kogo należy twoje ciało?”. Dzieci, jak to dzieci, pomysły miały przeróżne. Do mamy. Do taty. Do pani w przedszkolu. Do Pana Boga. Do niani. Do doktora.

Dzieciom często nie mieści się w głowie, że ich ciało należy tylko do nich.

Problem jest taki, że dorosłym też się to często nie mieści się w głowie.

Zwłaszcza dorosłym kobietom.

 

PRAWA…

Moje ciało nie jest niczyim obiektem. Nikt nie ma prawa narzucać mi, co mam zrobić ze swoim ciałem, w jakie ramki się wpasować i do jakich wzorców przyciąć. Moje ciało jest moje i moim prawem jest cieszyć się z niego według mojego uznania. Mam prawo nie godzić się na coś, co nie sprawia mi – i mojemu ciału – przyjemności. I mam prawo chcieć sobie – przez swoje ciało – dostarczać przyjemności, czy to miałby być masaż, kąpiel, seks czy dwie kostki czekolady.

NIKT nie ma prawa robić z moim ciałem czegoś, na co się nie zgadzam, a co sprawia mi ból, przynosi wstyd lub dyskomfort. Nikt nie ma prawa krytykować mojego ciała i mówić mi, jakie powinno być. Moje ciało jest moje.

 

… I OBOWIĄZKI

Moje ciało jest moje i moim obowiązkiem jest uczyć się go, słuchać jego potrzeb, dowiadywać się, co sprawia mu przyjemność, jaki dotyk i jaką pieszczotę lubi, co je pobudza, co mu służy, a czego nie znosi.

Moim obowiązkiem jest dbać o moje ciało i je szanować. Bo moje ciało jest moje.

 

Jeśli odchudzasz się TYLKO DLATEGO, że chce tego twój partner/twoja partnerka (albo tobie wydaje się, że tego chce), odbierz mu/jej twoje ciało. Jest twoje.

Jeśli zadręczasz się kolejną zmarszczką TYLKO DLATEGO że kolorowe magazyny mówią ci, że zmarszczki są strasznie fuj, odbierz im swoje ciało. Jest twoje.

Jeśli podczas seksu godzisz się na coś na co nie macie ochoty – ty i twoje ciało – odzyskaj je dla siebie.

Jeśli robisz ze swoim ciałem COKOLWIEK tylko po to, by sprawić tym KOMUŚ przyjemność, odzyskaj swoje ciało dla siebie.

Twoje ciało jest twoje.