Moje ciało jest moje

Widziałam kiedyś taki filmik (a może to była audycja radiowa, nie pamiętam), na którym pani pyta się przedszkolaków: „Do kogo należy twoje ciało?”. Dzieci, jak to dzieci, pomysły miały przeróżne. Do mamy. Do taty. Do pani w przedszkolu. Do Pana Boga. Do niani. Do doktora.

Dzieciom często nie mieści się w głowie, że ich ciało należy tylko do nich.

Problem jest taki, że dorosłym też się to często nie mieści się w głowie.

 

A przecież moje ciało nie jest niczyim obiektem. Nikt nie ma prawa narzucać mi, co mam zrobić ze swoim ciałem, w jakie ramki się wpasować i do jakich wzorców przyciąć. Moje ciało jest moje i moim prawem jest cieszyć się z niego według mojego uznania. Mam prawo nie godzić się na coś, co nie sprawia mi – i mojemu ciału – przyjemności. I mam prawo chcieć sobie – przez swoje ciało – dostarczać przyjemności, czy to miałby być masaż, kąpiel, seks czy dwie kostki czekolady.

NIKT nie ma prawa robić z moim ciałem czegoś, na co się nie zgadzam, a co sprawia mi ból, przynosi wstyd lub dyskomfort. Nikt nie ma prawa krytykować mojego ciała i mówić mi, jakie powinno być. Moje ciało jest moje.

Moje ciało jest moje i moim obowiązkiem jest uczyć się go, słuchać jego potrzeb, dowiadywać się, co sprawia mu przyjemność, jaki dotyk i jaką pieszczotę lubi, co je pobudza, co mu służy, a czego nie znosi.

Moim obowiązkiem jest dbać o moje ciało i je szanować. Bo moje ciało jest moje.

 

Twoje ciało jest twoje.