Warto zacząć dobrze dzień.

Rano warto wstać trochę wcześniej. Ja wiem, że „trochę” to pojęcie względne, a dla wielu niewykonalne jeśli łączy się ze słowami: „wstać”, „rano” i „wcześniej” ale zapewniam, że warto wstać rano na tyle wcześniej, żeby móc zrobić coś czego rano robić nie trzeba (jak makijaż, prysznic, prasowanie bluzki, kanapki dla dzieci lub sobie do pracy itp.), ale żeby zrobić to, co się lubi. Przy okazji mała rada – żeby rano wstać trochę wcześniej, najlepiej nastawić budzić na jakąś nieregularną godzinę np. na 5.16 czy 6.38, bo gdy budzik jest na równą piątą albo 6.30 to mamy tendencję do „jeszcze pięć minutek, w końcu wstaję o piątej rano!” – nie! Wstajesz o 5.16 albo o 6.38. Do godziny odpowiedniej na „trochę wcześniej” można też dochodzić stopniowo – normalnie wstajesz o 7? Nastaw budzik na 6.47. Za dwa tygodnie nastaw go na 6.32 – to już pół godziny na zrobienie czegoś co lubisz i masz na to czas.

Pamiętaj, żeby zrobić tylko to co lubisz, coś ekstra, coś dla siebie – nie liczy się jeśli poszorujesz toaletę (chyba, że lubisz), zrobisz listę rzeczy do zrobienia albo wyjątkowo starannie pomalujesz oczy. Rano zrób coś pozornie bezużytecznego. Poczytaj, popisz w pamiętniku, podlej kwiatki na balkonie, pomedytuj, poćwicz, potańcz, posiedź robiąc nic i nigdzie się nie spiesząc. Posłuchaj radia, obejrzyj zaległy odcinek ulubionego serialu albo kasetę koleżanki z wesela, upiecz ciastka. Namaluj dzieło sztuki.

Dwie inne rzeczy, które warto zrobić rano są bardzo proste, niezwykle uniwersalne i każdy wie, że warto: zjeść śniadanie, a wcześniej…. zrobić miejsce na śniadanie (to eufemizm jest ;)

 Czwarta

***

Starter

Warto dobrze zacząć dzień.

I warto poświęcić trochę czasu, żeby dobrze go zacząć. Poświęcić trochę czasu, żeby dobrze się obudzić. Lubię tuż po tym, jak wyłączę dzwoniący budzik, powiedzieć (czasem jeszcze z zamkniętymi oczami): Dzień dobry, kocham cię, a to będzie piękny dzień w którym wydarzy się coś miłego. Dziś żyje się dobrze. Witam tymi słowami każdy dzień niezmiennie od wielu miesięcy. Zwłaszcza takie dni, w których czeka mnie jakieś wyzwanie, coś trudnego, stresującego, niemiłego. Takie dni, których nie chce mi się zacząć i wolałabym przestawiać budzik w nieskończoność. Lubię szczególnie wtedy uświadomić sobie, że to moje życie jest darem i przywilejem, nawet jeśli dziś będzie trudno. Że moje oczy które rano otworzyłam, to dwa prezenty. I że nie każdy miał szansę się dziś rano obudzić, a ja tak.

Warto porządnie się przeciągnąć w łóżku. Wyciągnąć wszystkie mięśnie i nawet najmniejsze palce u stóp poczuć.

Warto wstać 10 minut wcześniej choćby po to, by zrobić małą, malutką, maciupeńką gimnastykę. Dwa i pół przysiadu. Jedno powitanie słońca (prosta sekwencja jogi, do której instrukcję znajdziecie na przykład tutaj, gdzie i jak znalazłam).

Warto wpuścić do pokoju światło, zwłaszcza jeśli, tak jak ja, sypiacie przy zaciągniętych roletach. A teraz, gdy jest tak ciepło, warto otworzyć okno.

I warto znaleźć chwilę, by się czymś delektować. 10 sekund, by w pełni doświadczyć cudownego zapachu kawy. Poczuć ją każdą komórką ciała. Pół minuty, by podczas porannego prysznica w pełni poczuć cudowny dotyk wody na skórze i zapach żelu pod prysznic. Albo 20 sekund smarowania tosta masłem w uważności i skupieniu :)

Magdalena