Mogę nie spać, nie jeść i nie chodzić siku, jeśli będzie trzeba, ale muszę ogarnąć tysiąc spraw. Mieć tysiąc rąk, a każdą zajętą czymś innym. Pamiętaj, nie ma miejsca na błędy. Może inni mogą sobie na nie pozwolić, ale nie ja.

Mogę odrywać różne SiłoKarteczki, ale nigdy tę z napisem „Daję dziś sobie prawo do błędów”.  Przecież nie mogę dać sobie prawa do błędów. Przecież muszę być ciągle na posterunku, ciągle czujna by w każdej chwili wypaść perfekcyjnie, by na raz ogarnąć milion spraw, by być perfekcyjną nawet gdy śpię, siekam mięso na mielone albo robię siku. Nawet jak rzygam po pijaku, to w sposób perfekcyjny. Pilnując, by nigdy nie wyjść z roli idealnej sturękiej bogini.

Na jednym z ostatnich Kręgowych spotkań wypłynął w inspirujących rozmowach temat perfekcjonizmu. Kobieta musi być perfekcyjna. Dla każdej z nas perfekcjonizm okazał się inną zmorą, ale każda w jakiś sposób go doświadcza, każda z nas w jakimś obszarze swojego życia katuje się myślami, że musi być perfekcyjna, że nie ma czasu ani miejsca na błąd, bo błąd to porażka, a porażka to kolejna wyrwa w – czasem i tak już nadgryzionym – poczuciu własnej wartości. Przecież moja wartość zależy od poziomu mojej doskonałości, czyż nie? Może to wygląd, może praca czy łóżko, czy uprawianie ogródka albo porządek w domu, może wychowywanie dzieci albo prowadzenie firmy – muszę być perfekcyjna i nie mogę odpuścić nawet na milimetr, żeby się nie rozsypać.

Znajdujesz w tym kawałek siebie? Posłuchaj tego.

 Chcę mieć wysokie, adekwatne poczucie własnej wartości. Chcę czuć, że jestem wartościowa taka jaka jestem.

CHCĘ MYŚLEĆ O SOBIE DOBRZE!

 Chcę być dla siebie dobra i łagodna. Chcę siebie kochać również, gdy mi coś nie wychodzi.

Chcę dawać sobie prawo do błędów. Mam prawo do błędów. Mam prawo być ANTYPERFEKCYJNA bez wyrzutów sumienia. Chcę być WYSTARCZAJĄCO dobra. 

Chcę, by moja głowa była pełna dobrych i pozytywnych myśli na mój temat. Chcę czuć, że jestem wartościowym człowiekiem. Chcę przestać siebie krytykować bez ustanku, chcę wrzucić czasem na luz, chcę przestać się tak bardzo przejmować tym, co pomyślą o mnie ludzie, którzy tak naprawę mnie nie obchodzą.

Chcę sama dla siebie być najlepsza i najważniejsza. Chcę, by moja wartość płynęła z wnętrza, a nie była uzależniona tylko od tego czy ktoś mnie doceni. Chcę sama siebie umieć najlepiej docenić. Chcę być pełna AutoMiłości.

W ramach autoterapii własnego perfekcjonizmu wrzucam dziś ten właśnie wpis. Kiepski, chaotyczny i bez puenty. Nie muszę być perfekcyjna, mogę być wystarczająca. A jeśli wam się to nie podoba, to tylko i wyłącznie wasz problem, bo ja nie chcę brać odpowiedzialności za wasze uczucia.

 

(grafikę znalazłam na rawolucja.pl)