Myśli oglądane

Od niedawna zaczęłam się im przyglądać. Bliżej i z dystansem, spokojniej, dając im czas na swobodne wędrowanie. Nie mam telewizora, ale wydaje mi się, że te przemijające przez moją głowę historie są lepsze niż nie jedno serialowe story.

Jest jedna rzecz, która mnie ogromnie zadziwiła. Moje myśli mnie zadziwiły. Jakie to dziwne, nieprawdaż? To tak jakby do tej pory ktoś inny był ich twórcą, nie ja. Tak jakby były obok mnie. Miałam zupełnie inne wyobrażenie samej siebie, moich myśli i siebie w moich myślach.

Zobaczyłam, że moje myśli są pełne negatywnego przekazu na mój temat. Świat jest ok, ale ja nie jestem ok. Bo czegoś jeszcze nie zrobiłam, mogłam to zrobić inaczej/lepiej, jeszcze muszę zrobić to i tamto, coś powinnam, a czegoś nie. I tak płyną. To znaczy płynęły do tej pory.

Zdecydowałam, że chce się karmić innymi myślami. Dobrymi, ciepłymi i kochającymi, takimi w których będę wzrastać, a nie opadać na dno. Takimi, które dodadzą siły i otuchy, a nie ograniczą i pozbawią wiary we własne możliwości. Takimi, które będą prawdziwe i różnorodne, a nie mające tylko jeden punkt widzenia.

Codziennie staram się dać sobie chwilę na takie przyglądanie. Kiedy nie idą po mojej myśli, mówię im STOP. I jak Scarlet O’ Hara mówię do siebie, że: „Pomyślę o tym jutro”. I przewijam ten mój myślowy film. Mam też przygotowany taki magiczny obraz w mojej głowie, który przywołuje mi szczęście, miłość i spełnienie. Kiedy za dużo tych myśli do przewijania wskakuje do tego obrazu i staram się poczuć fizycznie, że jestem jego częścią. Staram się wchodzić do niego jak najczęściej, zwłaszcza przed snem. I wiecie co? Dobrze mi to robi!

Zaczęłam ostatnio zwracać uwagę na to co jem i temat „karmienia siebie” nagle stał mi się bliższy. Dostrzegam teraz jak on ma wiele aspektów. Chce się karmić z miłością w każdej płaszczyźnie! Coś czuję, że ta podroż dopiero się przede mną otwiera!