Mieszkam w kraju, gdzie każda większa miejscowość (czyli taka powyżej 300 mieszkańców) obowiązkowo ma trzy rzeczy: stację benzynową, kościół i basen. Ach, islandzka kultura basenowa! Chciałam napisać tekst. O nagości na basenie, a dokładniej – obowiązkowej, ale jakże naturalnej nagości w basenowych szatniach i prysznicach (na każdym basenie wisi instrukcja w pięciu językach z prośbą o dokładne umycie się mydłem / szamponem bez kostiumu kąpielowego przed wejściem na basen).

Otworzyłam edytor, kliknęłam „Dodaj nowy [tekst]”. Z uśmiechem zaczęłam pisać pierwsze słowa.

Chciałam napisać tekst pełen radości, pochwały kobiecego ciała, pełen zachwytu i z pozytywnym przesłaniem. Tekst o kobiecości, naturalności, młodości i starości, o zmianach w ciele, o różnorodności. O tym, że nagość jest normalna. Że każde ciało jest piękne, choć absolutnie nie każde jest seksowne i atrakcyjne. 

Chciałam w tym tekście pokusić się o wnioski. Na temat tego, jaki dobroczynny wpływ na małe dziewczynki (czasem są też mali chłopcy z mamami) i nastolatki ma fakt, że trzy razy w tygodniu w basenowej szatni oglądają dziesiątki nagich kobiet – wysokich i niskich, grubych, chudych, owłosionych i wygolonych, pomarszczonych i gładkich. Każdy możliwy rodzaj kobiecej sylwetki, każdy możliwy rodzaj fryzury intymnej, każdy możliwy kształt piersi, każde możliwe stadium cellulitu, i ciała bez cellulitu też. Chciałam napisać, jak pomocne to może być w akceptowaniu swojego ciała i docenianiu piękna kobiecości, a także traktowaniu nagiego ciała jako coś normalnego, a nie tylko jako obiektu z nieodzownym podtekstem seksualnym.

Chciałam napisać, jakim ciekawym doświadczeniem jest, gdy idziesz na basen z przyjaciółką i jej małą córeczką, wszystkie trzy się rozbieracie nie robiąc z tego problemu, idziecie pod prysznic, gadacie sobie i żartujecie gdy ona myje córeczce głowę. Nikt się przesadnie ze swoim biustem nie eksponuje, ale też nikt się nie zakrywa. Ot, ciało jak ciało, ani lepsze ani gorsze niż reszta ciał.

Chciałam napisać tak dużo w tym tekście. Ale pomyślałam, że najpierw dowiem się, jak to jest w Polsce. Bo może robię niepotrzebny szum zachwycając się czymś oczywistym. Przyznaję, mieszkając w Polsce nie chodziłam na basen, więc nie wiem jak to jest z nagością w szatniach i pod prysznicami.

Poszukałam w Google, oczywiście. Wpisałam trzy słowa w wyszukiwarkę. Trzy niewinne słowa, które, jak się okazało, wcale takie niewinne nie są. Mogą wywołać wiele zażartych dyskusji. Takich, że idzie na noże, a ludzie wyzywają się od zboczeńców.

„Nagość na basenie”

Kliknęłam w pierwsze z brzegu linki do forów dyskusyjnych.

Smutno mi trochę teraz.

Bo naczytałam się, że świecenie nagością jest obrzydliwe i zboczone. Że zarośnięte kobiety na basenach są nieporozumieniem. Że jak się napatrzę na obwisłe ciała pań po sześćdziesiątce to nabawię się urazu. Urazu nabawią się też mali chłopcy którzy przebierają się w szatniach z mamami. A w ogóle to te mamy wstydu nie mają, żeby synka do damskiej szatni przyprowadzać, przecież jak się napatrzy (na zarośnięte panie po sześćdziesiątce) to będzie miał traumę. Naczytałam się też o przeróżnych sposobach umycia się w kostiumie kąpielowym. O tym, że „świecenie dupą” jest zboczone. O tym, że wstyd. Że to nie jest normalne, żeby się „rozbierać przy obcych babach” i że trzeba się zakrywać.

Smutno mi bardziej.

I absolutnie nie chodzi mi w tym tekście o piętnowanie różnic kulturowych. Chcę wierzyć, że na polskich basenach dla wielu osób jest to norma, żeby brać prysznic nago i nikt nie robi z tego powodu szumu.

O co mi więc chodzi, zastanawiam się?

O hipokryzję, chyba. O ten szum właśnie, o to, że on w ogóle jest. O podwójną moralność. O to, że nagość jest traktowana tylko erotycznie. O fakt, że komuś może przyjść do głowy, że ciało starszej kobiety jest obrzydliwe, tylko dlatego, że jest nieatrakcyjne seksualnie. O fakt, że komuś może przyjść do głowy konieczność, ba, obowiązek wręcz, zakrywania się ręcznikiem w szatni, by nie „świecić nagim biustem”. Albo nie daj Bogini czymś gorszym. Wiecie, cipką. Nieogoloną!!!!

Marzy mi się, żeby nagość  – taka nagość w kontekście nieeerotycznym, na przykład w szatni (na basenie czy na siłowni) – nie wywoływała takiej sensacji. Żeby nie wywoływała żadnej sensacji! Żadnego dziwnego komentarza, żadnego uczucia wstydu czy zażenowania. Żeby zdjęcie majtek i założenie kostiumu kąpielowego – czy to na basenie, czy nawet na plaży! nie wiązało się z poczuciem, że robi się coś… trochę niestosownego co najmniej.

Marzy mi się.