Może jestem tutaj dopiero przez chwilę, ale już poczułam dobre fluidy. Chciałabym zacząć taki temat: Nauka ubierania i czesania.

Mając małe dzieci nie zastanawiałam się nad tym. Ubierałam je, bo miały ładnie i schludnie wyglądać. Może takie były czasy, że mały był wybór ubrań i nie przywiązywano tak wagi to tego jakie masz ubranie – tylko jeśli chodzi o dziewczynkę, to żeby było skromnie, by nie rzucać się w oczy. To  było wszystko po omacku.

Dzisiaj mając 50 lat zastanawiam się jak wiele procesów  mi jako dziecku umknęło.Ubieranie i czesanie to przecież wyrażanie siebie. Ja się nie ubierałam, ja się „przebierałam”. Zawsze musiałam być najładniejsza, nie umiałam wyjść tak po prostu do sklepu bez makijażu. To tak jakby w moim ciele ciągle mieszkała druga ja. I tu mam temat: jak po wielu latach utrwalonych nawyków i ciągłego dążenia do perfekcyjnego wyglądu zmienić styl i myślenie o nim. Jak ubrać się bezpiecznie: ładnie ale bez przesady, uczesać i ciągle nie patrzeć w lustro czy jest dobrze czy nie. Kupując bluzkę  przymierzam sto i nie mogę zdecydować się na jedną lub biorę 5 podobnych. Nie mam wyćwiczonych mechanizmów. Może zrobicie Drogie Panie jakiś cykl o ubieraniu w zgodzie ze sobą, z wydobyciem swoich walorów, bez odchudzania i tycia. Może propozycja pewnych książek razem przeanalizowana. Może cykl porad dla pięćdziesiątek, które nie chcą robić liftingów, a też chcą dobrze wyglądać i fajnie się czuć w takim ciele jakie mają. Może kila wersji ubrań-kluczy, które znamy ale mamy  rozterki  bo powtarzam: kiedyś nic nie było w sklepach i eksperymentować nie było jak. Tylko czasami. Obecnie wybór jest tak duży, że  mam napchaną szafę i jestem dobita bo „nie mam co na siebie włożyć”.

I jeszcze: czy ja mając młodzieńczą twarz w wieku 50 lat mam obcinać włosy czy mam mieć dłuższe? Mój mąż lubi dłuższe, ale moje są cienkie i bardzo długich nie da rady nosić. Czy włosy uczesane do góry czy zwisające?

Czy uderzenia gorąca w okresie przedmenopauzalnym to łatwo uspokoić bez brania hormonów?

Jak radziły sobie nasze matki i babki w tych sprawach? Pewnie powie ktoś: pełno porad w internecie. Ale mnie chodzi  o uczucia i odczucia i rady z serca płynące, takie życiowe i wyrozumiałe.

Może mój temat kogoś zainteresuje. W moim wieku może nie powinnam mieć już takich dylematów, ale w związku z tym, że mam fajne dorosłe dzieci chciałabym przeżyć tak jakby „drugą część mojego życia” będąc mamą i babcią bez zrzędzenia i wiecznego niezadowolenia z siebie. Niektórzy powiedzą – to zależy tylko od ciebie, załóż”czapkę niewidkę” i się nie przejmuj. A ja nie chcę, żeby mi przestało zależeć na samej sobie. Ja chcę stać się  starszą sympatyczną panią  zadowoloną z siebie, przytulającą się nadal do męża i nie mówiącą „be” na „te sprawy”. Może ktoś zdziwi się dlaczego mi się jeszcze chce pracować nad sobą… Ponieważ przeżyłam w rożnych trudach, ale w gruncie rzeczy szczęśliwie, 50 lat mojego życia, to nadal pragnę to szczęście zachować dla moich bliskich jak i dalszych osób. Dzieci trzeba zarażać optymizmem bo w raz z upływem lat życie staje się trudniejsze choćby dlatego, że organizm się starzeje. Młodzi przekazują sobie wiedzę w internecie dotyczącą ich spraw, a starsi pochowali swoje doświadczenia życiowe do „lamusa” i np. na facebooku boją się zaopiniować jakąkolwiek sprawę bo obawiają się krytyki. Jednak młodzi żyją i dobrze się mają więc chyba też wykonaliśmy „dobrą robotę”. Teraz wypadałoby być super starszymi. Ciekawa jestem, jak to widzą inni… Wiem,że lekko nie będzie ale może uda się umrzeć z uśmiechem na ustach i powiedzeniem sobie samemu: jestem spełniona…..

Bea