Nawlekanie koralików na żyłkę

Nawlekanie koralików na żyłkę

Leżałam w ciemnościach nocy, gdy otworzyły mi się usta i bardzo powoli, wśród wielu westchnień, wydobył się ze mnie mój głos, który powiedział „mam tak… /długa przerwa/ dość tej pracy, że zrezygnowałabym z niej natychmiast… gdybym tylko znalazła inny sposób na zarabianie takich samych pieniędzy; przynajmniej takich samych”.

To słówko – przynajmniej – bardzo mnie rozbawiło, Bo jednak je dodałam. Bo niby chcę coś zmienić ale jednak pod jakimś warunkiem. Pod warunkiem że coś jednak zostanie niezmienne. Przynajmniej jedna rzecz.

No i o czym to świadczy? Że pracuję dla pieniędzy a nie dlatego, że praca jest moją pasją.

Czy to jest ok?

Tak, to jest ok?

Czy mi jest z tym dobrze? Ano różnie.

Rozmawiałam kiedyś na jakimś warsztacie z dziewczyną, która tak cudownie mówiła o tym, że robi to co kocha, ma swoją firmę i każdego dnia spełnia swoje marzenia.

Byłam tą rozmową zachwycona i czułam się naprawdę mega zainspirowana jej opowieścią. Postanawiam więc podrążyć temat biznesowo, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że powinnam rzucić robotę, założyć firmę i zająć się swoją pasją.

„A powiedz mi w takim razie jak wychodzisz na tym finansowo?”

Po chwili ciszy słyszę od niej „A nie… wiesz ja to tak dopiero zaczynam.”

„Rozumiem. To znaczy że tylko na zusy i inne podatki?”

„W sumie to jeszcze nie zarejestrowałam działalności.”

„No dobrze, ale to znaczy, że masz ograniczony dochód który zgodnie z prawem możesz wygenerować tak?”

„No chyba tak, ale w sumie to nie przekraczam tego progu.”

Aha.

„No to jak sobie radzisz finansowo?”

„Na razie utrzymuje nas mąż. Ale to dopiero trzy lata”

Ja też bym chciała nawlekać koraliki na żyłkę. Ale nie mam męża.

I tak oto rozjazd pomiędzy motywacją do pracy, a satysfakcją z niej stał się dla mnie całkowicie jasny.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *