Dobrze jest od czasu do czasu odkryć w sobie dziecko. Znaleźć w sobie tę radość, fascynację i dumę z samego siebie. Pamiętasz, kiedy ostatnio to wszystko czułaś? Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jako dziecko te uczucia mieszkały we mnie na stałe. Interesowało mnie wiele rzeczy, chciałam zrozumieć jak najwięcej, a w mojej głowie pojawiały się świetne projekty. Z czasem jakby te uczucia były dalekimi krewnymi, którzy pojawiają się nieśmiało i wpadają tylko na specjalne zaproszenie.

Pamiętam mój pierwszy „inżynierski” pomysł – jeżdżący automobil. Chodziło o to, by pudełko postawić na rolkach od papieru i połączyć je do siebie przy pomocy papierowej sznurówki przeciągnięty przez otwory w tych rolkach. W mojej głowie powstał super samochód, który miał wozić moje lalki, ale jako 4-latka nie wpadłam na pewną istotną rzecz, że to pudełko po prostu „usiadło” na rolkach – no cóż… skąd miałam wówczas wiedzieć, że potrzebne są szprychy lub coś w ten deseń. Projekt się załamał, ale ile radości przy wymyślaniu i tworzeniu, to moje.

Pamiętacie swoje projekty? Ile radości wam sprawiły?

Ostatnio udało mi się znów obudzić drzemiące we mnie Dziecko. A to za sprawą mojego… ukulele. Dla nie-znających-ukulele jest to taka mała gitarka na cztery struny. Dostałam ją na imieniny przeszło rok temu, kiedy przeżywałam fascynację Mają Koman (https://www.youtube.com/watch?v=-1mlEkB77eQ&index=2&list=RDCB94Yw_lNf0). Niestety, rzeczywistość czasami nie dorównuje marzeniom i za każdym razem, gdy próbowałam grać, palce wkręcały mi się w struny, a dźwięk był zupełnie inny niż z początku mi się wydawało, że być powinien. I tak moja czarna korala przeleżała przeszło rok na szafie. Na szczęście, jak to bywa z Nowym Rokiem, i ten przyniósł postanowienia. Pozycja 23 na mojej liście rzeczy do zrobienia przed końcem 2016 „nauczyć się grać jednej piosenki na ukulele”. I zaczęło się… kilka razy w tygodniu zaczęłam brzdąkać na moim sprzęcie i, o dziwo, nagle moje palce zaczęły współpracować. Widocznie potrzebowałam tego czasu, bym mogła odnaleźć w sobie tę supermoc;). W końcu nadszedł ten piękny dzień, kiedy zupełnie przez przypadek znalazłam w necie piosenkę z podpowiedziami, jak zagrać ją na ukulele. I udało się!! I choć na razie palce gubią się jeszcze czasami w drodze do odpowiedniego chwytu, to jednak satysfakcja z osiągnięcia nowej umiejętności jest ogromna. Teraz, kiedy ćwiczę czuję się jak mała dziewczynka! Mała dziewczynka w krainie Szczęśliwości.