To niesamowite ile cudownych rzeczy spotkało mnie od rana! Widziałam sójkę, dwie kaczki (chłopca i dziewczynkę), trzy sroki i dzięcioła.

 

Wszystko to dlatego, że od kilku tygodni, gdy wysiadam z jednego tramwaju i czekam 10 minut na drugi, wykorzystuję te 10 minut, żeby wejść na 20 metrów pomiędzy drzewa w parku na łódzkim Zdrowiu i dotknąć drzew, spojrzeć do góry pomiędzy ich zielone korony. A jeszcze niedawno patrzyłam tylko na tramwajowe szyny i przejeżdżające samochody.

Co się zmieniło te kilka tygodni temu? Medytuję. Zaczęło się dzięki zauważonej na fejsbuku reklamie „Meditation Challenge with Oprah and Deepak” – przez 21 dni rozważałam… siebie. Przy niesamowicie kojącej muzyce i „pod dyktando” guru medytacji (którego angielski ma śmieszny akcent) powtarzałam mantry i praktykowałam mudrę medytacyjną (gest ułożenia rąk jedna w drugiej z dotykającymi się kciukami).

Już po pierwszej medytacji z Deepakiem było mi mało, więc zaczęłam czytać, szperać po internecie, szukając odpowiednich dźwięków wprowadzających w stan głębokiego skupienia i ukojenia. Przez kilka dni cudownie medytowało mi się przy płycie Fado… Trzymając w ręku małą świeczkę typu „podgrzewacz”, uśmiechałam się do swoich myśli. Jedną z tych myśli było, że paląca się świeca, oglądana z góry, faluje pod wpływem mojego głębokiego oddechu jak penis trzymany u podstawy… flip-flop, flip-flop…

 

Faktem jest, że podczas próby medytacyjnego skupienia się, myśli pozornie niepotrzebne tłoczą się w głowie jak dzieci pod budką z lodami i walczą o uwagę, o to, żeby „się myśleć”. Jest na to kilka sposobów. Wyobrażam sobie np. jak „mieszam tym myślom w głowie” za pomocą solidnego kija, a one wrzeszczą z uciechy jakby kręciły się na karuzeli. Albo bawię się z nimi w „kamienisty dotyk” – której myśli „dotykam” ta zamienia się w bezruch i nie może się więcej „poruszać” ani mi „się myśleć”, bo takie są zasady tej gry.

Aby się skupić, wypracowałam kilka własnych technik, ponieważ nie działały na mnie powszechne porady typu obserwowanie oddechu (toż wiadomo, że po wdechu musi nastąpić wydech…). Żeby się skupić, myślę o sobie jako o kropce, która otacza się innymi kropkami i staje się linią, która zamienia się w wiele linii,czyli płaszczyznę. Gdy linie zaczynają wychodzić w przestrzeń, powstaje trójwymiarowa sfera, której składowymi są linie z kropek. Wyobrażałam sobie te wszystkie kropki sfery poruszające się nieskładnie – każda we wszystkich kierunkach jednocześnie, czyli „wchodziłam” w czwarty wymiar – czas.

Po trzech tygodniach byłam w stanie, wygładzić swój umysł i zepchnąć go w niesamowity stan olśnienia przez ten świat za pomocą prostego (choć na początku wyczerpującego) ćwiczenia – gdy robię wdech nazywam tyle rzeczy ile akurat widzę, a na wydechu szukam skojarzeń, widocznych szczegółów lub części składowych dla tych rzeczy: (wdech) chodnik, lampa, sklep, tramwaj, torba… (wydech) kwadrat, żarówka, chleb, hałas, szminka… Ta prosta zabawa pomaga w rozumieniu i poszukiwaniu istoty rzeczy. Jeśli ma się taką potrzebę albo po prostu zachciankę.

 

Dzięki medytowaniu prawdziwie i realnie zauważyłam, że posiadam umysł, który wytwarza daną myśl więc ode mnie zależy czy myślę o sobie że „jestem wspaniała” czy że „jestem beznadziejna”. A myślę to pierwsze. Podczas całego doświadczenia medytacji mówię sobie kim jestem, jaka jestem i co mam. I mówię to sobie bez przerwy.

Karmię się więc z uśmiechem i do przesytu stwierdzeniami, że jestem piękna, jestem zdrowa, jestem kobietą, działam spójnie, mówię dobrze o innych, widzę piękno, jestem optymistką, mam cudowny uśmiech, mam pasję, jestem artystką, świetnie gotuję, jestem bogata, mam wspaniałych przyjaciół, jestem sprawiedliwa, jestem konkretna, jestem romantyczna, jestem uduchowiona, jestem zdolna, jestem jedna, jestem jedyna, jestem wyjątkowa, jestem praktyczna, jestem mądra, wiem co mi potrzebne do szczęścia, znam siebie, jestem miła, jestem fajna, jestem atrakcyjna, jestem kochana, jestem zakochana, jestem czujna, jestem czuła, jestem hojna, jestem uśmiechnięta… itakdalej.

Spróbujcie przez pół godziny mówić o sobie dobrze – to prawdziwe wyzwanie!

Medytacja daje mi spokój i pewność, że jestem zawsze i wszędzie, że jestem tu i teraz.

Paradoksalnie, bycie tu i teraz, ma wspaniały wpływ na moją przyszłość, bo wszystko co robię jest dla mnie dobre a wszystko co zrobię, skończy się dla mnie dobrze.

Gdy robię coś w pracy, nie tracę czasu na myślenie, kiedy wreszcie skończę to robić, tylko robię i idzie mi sprawniej. Zawsze mam wszystko skończone na czas, bo nie tracę go  na tworzenie w sobie nastawienia „nie lubię”, „nie chce mi się”.

Jeśli biorę prysznic, to nie myślę o tym co jutro muszę zrobić w pracy tylko o tym, które części mojego boskiego ciała obmywa woda. Nauczyłam się odpoczywać i odpoczywam dzięki medytacji.

 

I na koniec, coś dla mnie niezwykle, niezwykle ważnego – medytacja pozwala mi wciąż doświadczać tego niezrównanego uczucia, że jestem istotą duchową, która ma wspaniałe przeżycia jako człowiek.