Ciepły, lipcowy weekend tego roku spędziłam wraz z 12 innymi Kobietami w malowniczym pensjonacie pod Warszawą. Był to jeden z piękniejszych i ważniejszych weekendów ostatnich lat. Weekend tantryczny dla kobiet. Dla mnie – pierwsze spotkanie z tantrą. Początek drogi. Spotkanie w cudownym, bezpiecznym, kobiecym gronie.

Za każdym razem gdy mam okazję usiąść w kręgu z innymi Kobietami, otulić się tą kojącą, dobrą mocą, poczuć tą wytęsknioną energię; za każdym razem ogarnia mnie wtedy ogromne wzruszenie i poczucie, że wróciłam do domu. Do mojej energii. Do siebie. W kobiecym kręgu za każdym razem dzieją się cuda. Coś się otwiera. Coś innego się domyka. Coś się transformuje. Coś się zmienia.

 

***

Mam zamknięte oczy, głos Prowadzącej dociera do mnie łagodnymi falami. Siedzę na poduszce, ubrana w lekką chustę. Mam przygotowany olejek do masażu, olejek eteryczny, masło do ciała, lusterko. Przestrzeń wokół mnie udekorowałam płatkami róż, liśćmi drzew z pobliskiego lasu i kamieniami które znalazłam rano. Na kocu przede mną leży moja lunula, obok niej czerwona szminka. Może jej użyję, a może nie, nie wiem jeszcze. Nie wiem co się wydarzy. W sali jest bardzo ciepło i przyjemnie pachnie od tych wszystkich kwiatów i olejków.

Prowadząca prosi, byśmy z uwagą i miłością zaczęły masować swoje ciało. Powoli, pełna uważności i radości, nabieram w dłonie trochę olejku. Zaczynam od wymasowania swojej twarzy. Delikatnymi, przyjemnymi ruchami pieszczę swoje pliczki, brwi, okolice ust, nosa, czoła, brody, uszu. Czasem przyciskam mocniej, innym razem tylko muskam skórę opuszkami palców. Masuję szyję, dekolt, ramiona, piersi, ręce. Każdy palec osobno. Brzuch, łono, uda, pośladki, łydki i stopy. Całe ciało, powoli i spokojnie. Oczy mam zamknięte. W tle sączy się przyjemna, relaksująca muzyka. Skupiam się na odczuwaniu swojego ciała. Mój dotyk jest przyjemny, pełen czułości, powolny i uważny. Prowadząca towarzyszy nam swoim głosem, podpowiada, instruuje. Prosi, byśmy nawiązały rozmowę ze swoim ciałem. Może chcemy mu za coś podziękować. Przecież nasze ciało tyle dla nas robi. Tyle znosi. Czuję jak przepełnia mnie wdzięczność. Do moich zwinnych rąk, sprawnych nóg. Jest mi ciepło i przyjemnie. Wdzięczność to takie piękne i karmiące uczucie, a ja często zapominam, by dziękować mojemu ciału za wszystko co dla mnie robi. Masuję moje ciało z wdzięcznością. Jest takie piękne, takie silne i miękkie, idealne, moje.

Głos Prowadzącej znów dociera do mnie.  – Może chcesz swoje ciało za coś przeprosić. Może mówiłaś albo myślałaś o nim źle. Może krytykowałaś je, obrażałaś.

Moje dłonie zatrzymują się wpół ruchu. Oczywiście że tak. Oczywiście, że byłam dla mojego ciała okrutna. Tyle razy myślałam o nim, że jest brzydkie. Za grube. Za mało jędrne. Obwisłe. Tu za mało, tam za dużo. Nie takie. Obrzydliwe. Piersi za małe, brzuch za duży, uda za grube. Cellulit, obwisły tyłek, tłuszcz. Rozstępy, pryszcze, blizny. Ciało brzydkie, okropne, wstrętne. Nieatrakcyjne. Nie takie jak trzeba. Niechciane. Pogardzane. Odrzucone. Niekochane. Znienawidzone.

Dotykam mojego ciała, tego samego ciała które przed chwilą masowałam z miłością i wdzięcznością. Dotykam go ze strachem. W głowie huczą mi te wszystkie okrutne słowa a ja kulę się w sobie. Głaszczę moje ramię delikatnie, nieśmiało, z lękiem. Tak jakbym nie była pewna, czy moje ciało chce, by ktoś kto jest dla niego tak okrutny, w ogóle je dotykał.

– Przepraszam cię ciało – szepcę. Po policzkach płyną mi łzy. Najpierw dwie, a potem cała rzeka łez, morze łez. Oceany łez. Płaczę, szlocham, głaszczę swoje ciało, przytulałam je i szepcę wciąż: Przepraszam cię ciało. Przepraszam moje piersi, brzuch i nogi. Dotykam ich łagodnie. Tulę się do nich, tulę je, głaszczę i całuję. Przepraszam.

Za te wszystkie podłe, okrutne słowa krytyki. Za te wszystkie pogardliwe słowa. Za okrutne traktowanie. Gdy o tym myślę, wydaje mi się to takie nierealne. Absurdalne, nielogiczne, arcydziwne. Jak mogę w taki sposób traktować moje ciało? Z taką nienawiścią, pogardą, wrogością? Przecież… przecież to jest moje ciało. Moje ciało. To mój jedyny dom. To moja jedyna fizyczna forma na tym świecie. To mój prywatny cud.

Przepraszam cię, moje cudowne, piękne, mądre, dobre, kochane ciało.

Uspokajam się, mój oddech zwalnia. Powracam do uważnego, delikatnego masażu. Składam mojemu ciału obietnicę. Obiecuję je kochać, szanować i dbać o nie. Nie obrażać, nie pogardzać nim. Obdarowywać je kochającym dotykiem, pięknymi zapachami, zdrowym jedzeniem. Moje ciało. Mój dom. Mój prywatny cud.

 

 

Kocham cię ciało.