Żartuję. Wpis nie będzie farmaceutyczny. Można śmiało czytać dalej.

Z drugiej strony, tytuł nie jest tak całkiem wzięty z kosmosu. Pewnie większość z Was gdzieś słyszała czy czytała, że nie powinno się przerywać kuracji antybiotykowej gdy nam się poprawia, tylko wziąć przepisany antybiotyk do końca. Bo jak się przerwie, to się wszystkich bakterii nie wymorduje, a tylko się nabędzie odporności na ten antybiotyk. To, że się trochę lepiej czujemy, nie znaczy, że jesteśmy zdrowi.

Nieważne, czy to jest prawda czy nie, skojarzyło mi się z podobnym postępowaniem w przypadku szeroko pojętej pracy nad sobą. Z moim postępowaniem, ale też jest to „grzech” który czasem obserwuję u innych.

A wygląda to tak. Człowiek bierze się za siebie. Decyduje się na to, bo jest źle, lepiej lub gorzej, ale odlegle od ideału. Znajduje zatem swój „antybiotyk”, coś co mu pomaga, co go szczerze uzdrawia. Znajduje go sam lub stosuje z polecenia. Może to jest joga codziennie rano lub wieczorem, chwilka. Może 15 minut codziennego spaceru w uważności jak wyprowadza psa. Może zmienia dietę i codziennie pije świeży sok do śniadania. Może przed snem znajduje chwilę, by z głębi serca podziękować za to, że żyje. Może medytuje, sam albo w grupie. Może prowadzi słoik szczęścia i dziennik pozytywnych myśli, albo dziennik wdzięczności. Może uczy się obserwować swoje myśli i nie brać ich za pewnik. Może zaczyna dzień od uśmiechnięcia się do siebie i powiedzenia sobie kilku miłych słów. Może pisze list do kogoś, kogo chce przeprosić, lub podziękować; nawet jeśli nigdy nie wysyła potem tego listu. Może decyduje się zakończyć znajomość, która mu nie służy. Może spaceruje boso, chichrając się do siebie. Może uczy się robić jedną rzecz na raz. Może uczy się nie robić nic bez wyrzutów sumienia. Może robi cokolwiek innego. Efekt jest jeden, bo nie może być inny, jeśli ten „antybiotyk” jest właściwie dobrany. Człowiek zdrowieje. Uśmiecha się więcej. Czuje lekkość. I wdzięczność. Odzyskuje swoją moc i radość z życia. Doświadcza mniej stresu, a więcej szczęścia. Więcej pełni. Więcej pewności, mniej wątpliwości. Więcej spójności. Zaprasza do życia więcej radości, spontaniczności, Miłości. Jest dobrze, nawet jeśli na zewnątrz nic się nie zmieniło – jest ta sama praca, to samo mieszkanie, ten sam kredyt. To jednak jest inaczej. Jest dobrze. Zdrowiejemy.

I wtedy czasem przerywamy kurację antybiotykową. Tak, jakbyśmy zapomnieli wziąć tabletkę. Zapominamy o spacerze. O powiedzeniu sobie tych miłych słów z rana. Zapominamy o codziennej medytacji. Zapominamy o tym, co „leczyło”. Bo czujemy, że już jesteśmy zdrowi. I im bardziej zapominamy, tym bardziej okazuje się, że tego potrzeba. Nie da się tego odstawić i nie powrócić do „chorowania”.

Inne porównanie, które mi teraz przyszło do głowy, nawet chyba trafniejsze, to dieta. Przez pół roku człowiek przestrzega diety. Bardzo zdrowej, zbilansowanej, bardzo racjonalnej, połączonej z aktywnością fizyczną. Może chodzi na kontrolne wizyty do dietetyka. Zaczyna z dnia na dzień czuć się coraz lepiej. Chudnie, ale też czuje, że ma więcej siły, zdrowszą skórę, silne serce. Więcej się uśmiecha, jest bardziej zadowolony z życia. Po pół roku, gdy schudł do wymarzonej wagi i czuje się lepiej niż kiedykolwiek w życiu, stwierdza, że dieta i ćwiczenia fizyczne spełniły swoje zadanie, więc je odstawia i wraca do starych nawyków. Efekty są szybkie i oczywiste. A przy tym zaskakujące i bolesne.

Nie da się. Nie da się tego odstawić i utrzymać dobry stan. Dietetycy często podkreślają, że dieta to nie jest jadłospis na miesiąc czy rok, ale trwała zmiana nawyków żywieniowych – wtedy działa.

Cokolwiek nam służy, ale tak szczerze służy, ubogaca nas, daje radość, moc i pełnię, nie może być na chwilę – nawet jeśli ta chwila to rok. Cokolwiek mi szczerze służy, niech już będzie ze mną na zawsze. Codziennie. Cokolwiek ci służy, niech stanie się twoim nowym stylem życia. Trwałą zmianą. Niech stanie się nową tobą. Nie taką na chwilę, tylko taką na zawsze.

Co mi służy? Co mi pomaga? Co mnie wzmacnia? Co mnie ubogaca? Co mnie rozwija? Odpowiedz, ale tak szczerze, z poziomu serca. I niech to będzie twoją trwałą zmianą.

Tego życzę, tobie, sobie, nam wszystkim.

 

*** na zdjęciu to, co kiedyś służyło mi bardzo i jestem w procesie powracania do tego – czyli malowanie.