Na święta jeżdżę na wieś do rodziców i tam też stroję choinkę. W ostatnie święta ubierałam drzewko sama, ale mama wcześniej mi wszystko przygotowała – przyniosła ze strychu pudła z ozdobami i światełkami i ustawiła drzewko. Światełka zakładamy na początku, łańcuchy na końcu. Mama przyszła pomiędzy pierogami a sernikiem, żeby pozawiązywać mi nitki do cukierków. Na choince było już gęsto od ozdób i mogłam spokojnie przestać je wieszać, co też zresztą rodzicielka zasugerowała. Że może wystarczy, że może te brzydsze nie.

No i zaczęła się w mojej głowie prawdziwa bitwa, no bo jak to. Jak mam zdecydować, które bombki będą się mienić w świetle lampek, a które zamknę w pudle. Nigdy tego nie robiłam. Wszak rolą bombki jest wisieć i błyszczeć. Różnorodnością błyszczeć. Choinka u sąsiadki nie podobała mi się bo była przystrojona bombkami tylko w dwóch kolorach: fioletowymi i ecru. Co ona zrobiła z poprzednimi bombkami? Wyrzuciła? Bo stare i brzydkie? „No tak. To w sumie logiczne i takie charakterystyczne dla naszych czasów” – przez chwilę pomyślałam o sąsiadce z wyższością (kompletnie ignorując fakt, że personifikuję jakieś bombki i histerycznie szukam metafor tam gdzie ich nie ma). I nagle przypomniałam sobie, co ja w poprzednich latach robiłam ze starymi, brzydkimi i obdrapanymi bombkami, których inni nie wieszają, wyrzucają lub zostawiają w pudle. Otóż wieszałam je z tyłu, na dole, żeby ich nikt nie zobaczył. I do tego wyobrażałam sobie, że one tam plotkują z zawiścią o pięknych, nowych i lśniących, że „nie szata zdobi choinkę” i jakie te nowe bombki są wyuzdane. I wydawało mi się, że słusznie wstydzą się swej brzydoty i w sumie to są mi wdzięczne, że je ukryłam na dolnych gałęziach choinki. Przez chwilę pomyślałam o sobie z obrzydzeniem.

W ostatnie święta zafundowałam starym bombkom prawdziwą rewolucję – powiesiłam je z daleka od siebie, w najbardziej widocznych miejscach. Nawet tę z odpryśniętymi plackami niebieskiej farbki. Myślałam przy tym o… Meryl Streep i Danucie Stence. Bo to one zapadły mi w pamięć, jako utalentowane aktorki, mówiące że społeczeństwo zmusza cudowne kobiety do usuwania się w cień, na dolne gałęzie choinki, ponieważ tak niefortunnie urządziliśmy nasz świat, że jak ktoś nie błyszczy młodością i nie pasuje do reszty, to nie wypada go nawet ustawiać w szeregu tych, którzy spełniają obecnie dominujące wartości.

Wyobraziłam sobie, że nowe bombki na mojej choince milczały, zszokowane towarzystwem jakie im narzuciłam. Stare też za wiele nie mówiły – pewnie chciały chwilę poobserwować. Mam nadzieję, że w kolejne święta na choince będzie gwarno, bo na pewno znowu będzie różnorodnie.