Świat ostatnio usilnie stara się mnie przekonać, że eksperymentowanie w łóżku to właściwie absolutna konieczność.

Po lekturze niektórych pism i portali kobiecych, wyłania mi się taki obraz rzeczywistości:

Jeśli całe życie kochasz się tylko na misjonarza, to jesteś frajerką. Nie bądź nudną, pruderyjną mniszką i przebierz się w łóżku za kabaczka*. W ostateczności za policjantkę lub pielęgniarkę, choć to już dość oklepane. Albo zdecydujcie się na seks analny, podwieszeni do żyrandola. Inaczej na pewno jest nudno a twój facet poszuka wrażeń gdzie indziej. W domyśle u boku tej, która lubi przebieranki albo ochoczo i spontanicznie kocha się w miejskiej fontannie. Więc jeśli lubisz dwie pozycje albo wasz seks zaczyna się i kończy prawie zawsze w taki sam sposób, umrzyj ze wstydu.

Ponoć są takie klasyki gatunku, które każda para musi przerobić. Jak się zastanowisz, to na pewno wymienisz kilka. Pluszowe kajdanki. Zlizywanie bitej śmietany. Seks pod prysznicem. Seks na pralce. Zawiązywanie oczu. Wspólne oglądanie pornografii. Zabawa w dominację-uległość. Przebieranki i odgrywanie scenek. Wibrator. Inni do listy „must try” dołożą sobie jeszcze trójkącik, seks na plaży albo w samochodzie, seks analny czy pieszczenie strap-on’em.

To wszystko jest okej. 

Eksperymenty są okej, są super. Kajdanki są okej, ta śmietana też jest okej i przebieranie się za policjantkę jest okej. Wspólne zabawy wibratorem są okej. W seksie właściwie wszystko jest jak najbardziej okej, może być wspaniałą okazją do odkrywania nawzajem swoich ciał, preferencji, nowych wrażeń, odświeżenia pożycia, wzbudzania na nowo pożądania itepe.

To co w tym wszystkim nie jest okej?

Przede wszystkim to do czego zaczęłam, czyli poczucie przymusu. Różnorakiego. To może być odczuwanie społecznego nacisku – piętnaście moich koleżanek kochało się z zawiązanymi oczami, wysmarowane śmietaną albo pod prysznicem, a ja nie. I w Cosmo pisali, że powinnam, jeśli chcę być nowoczesna, wyzwolona i boska w łóżku.  Nie, nie powinnaś, jeśli nie masz na to ochoty, nie jest ci takie urozmaicenie potrzebne, uważasz, że to nie ten etap relacji, krępujesz się albo COKOLWIEK.

Drugi rodzaj przymusu, to przymus płynący od partnera. Twój chłop (albo kobita) ma jakąś swoją fantazję i koniecznie chce ją z tobą zrealizować. Ty nie chcesz. Na samą myśl robi ci się słabo albo niedobrze. Nieważne, czy chodzi o anala, złoty deszczyk, seks w przebieralni H&M, czy mówienie podczas seksu sprośności. Nie masz ochoty. Masz prawo nie mieć ochoty bez poczucia winy, i naprawdę wszystko jest z tobą w porządku, nie jesteś cnotką niewydymką ani zimną rybą.

Nie jestem zwolenniczką wprowadzania eksperymentów do łóżka jako próby ratowania pożycia seksualnego albo relacji w ogóle. Uważam, że to nie ma takiego prostego przełożenia – związek nam się sypie, seks jest beznadziejny i właściwie od kilku miesięcy udaję orgazmy, a podczas seksu myślę o wzorach na tapecie, to eksperymenty nam pomogą. Myślę, że nie pomogą, a przynajmniej nie na dłuższą metę. Bo na dłuższą metę pomaga tylko to, czego ludzie zazwyczaj nienawidzą, nie umieją i boją się bardziej niż tego, że po otworzeniu lodówki wyskoczy na nich Justin Bieber:

SZCZERA ROZMOWA O SEKSIE

O tym, co nie idzie. O tym, co jest przyjemne a co nieprzyjemne. O tym, że nie ma orgazmu albo jest nudno. O tym „rób-mi-tak-a tak-mi-nie-rób”, o tym dlaczego nie jesteście dla siebie już tak pociągający, czego się boicie podczas seksu albo dlaczego jedno z was koniecznie chce się przebrać za kabaczka* a drugie nie chce i co z tym zrobić. Jeśli w trakcie tej rozmowy dojdziecie do wniosku, że receptą na wasz udany seks jest przykucie cię kajdankami do kaloryfera, i oboje się na to zgadzacie, to super. Bo eksperymenty są okej, ale tym co naprawdę fajnie zbliża i nakręca partnerów, są szczere rozmowy.

Postuluję wprowadzenie rozmów o seksie jako pierwszego i najważniejszego eksperymentu seksualnego w waszej sypialni.

 

 

* hasło „przebierz się za kabaczka” wymyśliłyśmy na którymś Kręgowym spotkaniu, jako dowcipno-ironiczne podsumowanie przymusu eksperymentowania łóżkowego :))