Spotkaj siebie w lustrze

Spotkaj siebie w lustrze

 

Powiedz mi, co kochasz.

Jeśli spojrzę w twoje oczy i poproszę cię być powiedziała mi co kochasz, odpowiedzi pewnie od razu popłyną z twoich ust. Kochasz pizzę i rękodzieło, i kolejki górskie, i poezję. Kochasz czytać, kochasz pisać, kochasz muzykę, ptaki, tatuaże, filmy dokumentalne.

Kochasz swojego chłopaka. Swoją mamę. Swojego brata. Swoją siostrę. Swoją córkę. Swoją najlepszą przyjaciółkę. Swojego psa. Swoją babcię. Swoją kuzynkę. Swojego syna. Swoją ciocię. Swoją żonę. Kochasz ciastka i języki obce, i muzykę folkową i to uczucie gdy się drapie ugryzienie komara. Kochasz wczesne poranki i późne wieczory, i przerwy w nauce, i przytulanie, i kartki urodzinowe.

Jak myślisz, jak długo będzie trwało nim powiesz „Kocham siebie”?

Dla większości ludzi trwa to całe życie.

Kiedyś myślałam, tak jak większość młodych ludzi, że jestem silna, jestem niepokonana. Wiedziałam wszystko, wiedziałam dokładnie kim jestem, mogłam podbić świat. Moja babcia, z uśmiechem pełnym mądrości powiedziała mi, że jeśli naprawdę chciałabym poznać prawdę o sobie, powinnam stanąć przed lustrem. Powiedziała: „Spotkaj siebie w lutrze, jakbyś szła na randkę. Patrz uważnie w swoje oczy i nawet jeśli wydaje ci się to dziwne, patrz dalej, aż twoje oczy staną się pełne światła, a cała reszta świata zniknie. Przypatrz się każdemu centymetrowi swojej twarzy i pozwól sobie czuć to, co będziesz wtedy czuła. Bądź uważna. Zobacz też to, czego nie chcesz zobaczyć. A kiedy już będziesz znała swoją twarz tak dobrze jak twarz najlepszej przyjaciółki, spójrz w swoje oczy raz jeszcze. Może będziesz czuła się dziwnie lub niezręcznie, lecz postaraj się zrobić to najlepiej jak umiesz, i z całą szczerością na jaką możesz się zdobyć powiedz: kocham cię.”

Pomyślałam, że to głupie i powiedziałam jej to natychmiast, ale z jakiegoś powodu tamtego wieczoru zakradłam się do łazienki na sekretną randkę ze swoimi oczami. Byłam zaskakująco skrępowana i onieśmielona, i stałam ze wzrokiem spuszczonym na podłogę, jakbym miała zobaczyć siebie po raz pierwszy w życiu. Ze ściśniętym żołądkiem spotkałam swoje własne spojrzenie, i chociaż wszystko we mnie protestowało, to wraz z wydechem szepnęłam niemal niedosłyszalnie… kocham cię… i rozpłakałam się gwałtownie, bo wiedziałam, że to nie jest prawda.

Stałam w tej łazience każdego wieczoru przez rok i kłamałam sobie prosto w oczy dopóki nie zmieniłam tej prawdy. Gdy po raz pierwszy po spojrzeniu w lustro wiedziałam, że kocham siebie, wiedziałam również, że nigdy nie będę potrzebowała już niczego więcej, by przetrwać wszystko. 

Moja babcia mnie zna, i zamiast mówić, pokazała mi, że miłość jest niczym drzewo i jeśli nie wyhodujemy silnych korzeni, spędzimy całe życie zbierając tylko suche liście, które może i są piękne, gdy zasuszy się je między kartkami książki i włoży w ramkę, ale w przeciwieństwie do nasion nie wyrosną by nakarmić rodzinę.

Babcia powiedziała mi:

„Nie możesz powiedzieć komuś kocham cię
jeśli nie ma w tym założenia:
ale kocham siebie, w pierwszej kolejności.
Jeśli nie kochasz siebie,
to za każdym razem gdy mówiłaś komuś
kocham cię
to było kłamstwo.

 

I miała rację.

 

Ashley Wylde

 



4 thoughts on “Spotkaj siebie w lustrze”

  • za co.
    gdy się mówi „kocham cię” to zwykle wiadomo za co się kocha – tak jesteśmy nauczeni, żeby definiować i usprawiedliwiać powód dla którego te słowa się wypowiada.
    gdybym była zwolenniczką takiego „spowiadania się” za co kocham, to ciężko byłoby mi wymyśleć za co kocham siebie, więc cieszę się, że nie jestem :D
    i jakby już coś koniecznie teges trzeba było dodawać do „kocham cię” to wolałabym powiedzieć „dlaczego”.

  • Witam.
    I dziękuję.
    Podzielę się też swoim doświadczeniem Spotkania z Lustrem, które jest trochę podobne…

    Byłam kilkanaście lat temu w takim stanie, że patrzyłam w lustro i nie lubiłam tej osoby, którą w nim widziałam. Odrzucałam wiele aspektów samej siebie, ale nie rozumiałam jeszcze, kim jestem. Byłam na początku drogi poznawania siebie i rozpoznawania, kim jestem.

    W dzieciństwie przyjmujemy pewne wzorce i programy w procesie wychowywania od dorosłych. Wtedy konstruuje się nasza tożsamość. Możemy na przykład być utożsamieni z wzorcem: „jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne” albo „jestem brzydki, a inni mężczyźni tacy piękni”. Często taka myśl „myśli się” w naszym umyśle nieświadomie i pobudza nasze różne emocje a to zazdrości, a to złości, a nawet nienawiści do innych i również do siebie… Już w młodości, a potem i w dorosłym życiu sami często katujemy się takim swoim myśleniem o sobie.

    Któregoś dnia znalazłam bodajże w jednej z książek Luis Hey opis praktycznego ćwiczenia z lustrem, które miało na celu uwolnienie od przekonań na swój własny temat. Nie mam przy sobie tej książki, więc napiszę to, co pamiętam. Chodzi o to, że potencjał energetyczny zapisu w naszych ciałach jakiegoś wzorca, z którym się utożsamiliśmy np. „jesteś/jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne” należy zrównoważyć nową energią. Luis proponowała codziennie przez jakiś czas stawać przed lustrem z dłonią na krtani (czakrze gardła – wyrażania) i powtarzać takie słowa, które „odkodują” stary wzorzec. W podanym przeze mnie przykładzie owym „antidotum” mogą być słowa z drugiego bieguna – „pozytywnego” myślenia o sobie np.: „jestem piękna taka, jaka jestem”.

    Ja kiedyś wybrałam do pracy ze sobą „mantrę” :-) „jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą”, ponieważ wiedziałam, że często zachowywałam się w trudnych sytuacjach jak mała, niedojrzała, poraniona dziewczynka, mimo 40 lat „na karku”. I bycie piękną lub brzydką jest powiązane z wieloma innymi mniej lub bardziej świadomymi wzorcami myślenia i zachowań.

    Nie bardzo lubiłam swoje odbicie w lustrze. I z pewną zazdrością patrzyłam na niektóre kobiety, zwłaszcza te, które potrafiły mówić (wówczas dla mnie:) w piękny i mądry sposób. I nie całkiem chodziło tu o urodę… Co z tego, że odnosiłam jakieś sukcesy w swoim życiu, jeśli nie potrafiłam cieszyć się nimi? Co z tego, że niektórzy uważali mnie za piękną kobietę, skoro ja sama w to nie wierzyłam? Wiele rzeczy w życiu robiłam po to, by udowadniać innym swoją wartość, ponieważ sama nie miałam poczucia własnej wartości. W każdym razie było ono mocno zachwiane. Dlatego czekałam na miłe słowa albo na słowa czyjegoś uznania, podziwu itp, jak na jałmużnę, ale nawet gdy ktoś je wypowiadał, ja byłam głucha jak pień, ponieważ nie byłam w stanie w nie uwierzyć.

    Kiedy pierwszy raz stanęłam przed lustrem i zaczęłam mówić te słowa: „jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą”, nie mogły mi one przejść przez gardło. Byłam raczej przerażona… W moim umyśle pojawiały się myśli, że to przecież kłamstwo, że to jakieś szaleństwo, ale mimo to poszłam za radą Luis Hey, żeby – bez względu na to, co będzie się z nami działo – powtarzać dane słowa (afirmację) patrząc w swoje odbicie w lustrze. I tak robiłam. Kaszlałam, krztusiłam się, płakałam, a nawet zawyłam kilka razy, bo wymawianie tych słów sprawiało mi sporą trudność. Przez wiele dni było mi bardzo trudno wykonywać to „ćwiczenie”, ale mimo to, wykonywałam tę praktykę, ponieważ w sercu pragnęłam zmiany i podjęłam decyzję o zmianie jakości swojego życia. Nie chciałam już dłużej grać roli „ofiary losu” sama przed sobą… Powoli z każdym dniem coraz łatwiej wypowiadało mi się te słowa.

    Po mniej więcej miesiącu takiej codziennej praktyki (czasem i dwa razy dziennie), któregoś dnia wypowiadając te słowa i patrząc na twarz w lustrze zobaczyłam… wesołe oczy. Trysnęła we mnie radość w sercu i byłam tak zaskoczona, że przez moment trudno było mi uwierzyć w to, co zobaczyłam. Ale tak, widziałam wesołe, kochające oczy i aż zaczęłam się śmiać do tych oczu mówiąc: „widzę to, widzę, naprawdę widzę”. I dziękowałam Luis i sobie. Kontynuowałam tę praktykę przez następne tygodnie.

    Powoli zaczęłam się czuć piękna, mądra i dojrzała :-) Potrzebowałam takiego doświadczenia. Doświadczałam wtedy wielu zachwytów moją osobą od innych ludzi. Najpierw byłam zadziwiona, ale z czasem zaczęłam przyjmować to jako coś absolutnie naturalnego :-) A jednak to jeszcze nie koniec tej przygody.

    Wkrótce potem, nagle któregoś dnia uświadomiłam sobie, że zarówno to, co myślałam wcześniej o sobie, że jestem „głupia i brzydka”, jest taką samą iluzją jak myślenie o sobie, że jestem „piękna i mądra”… To ILUZJA – zobaczyłam i zrozumiałam. Wtedy nastąpił „głęboki przełom”… Zrozumiałam, że nie ma już dla mnie żadnego znaczenia, jak postrzegam samą siebie (czy utożsamiam się z piękną czy brzydką, mądrą czy głupią), że mogę być taka i taka, dla siebie i innych. Że przestało mieć znaczenie, jak postrzegają mnie inni, czy jako głupią, czy brzydką, czy mądrą czy piękną. Uwolniłam się od swoich ocen mojej osoby w tym „aspekcie mnie” i tego, jak mnie postrzegają inni. Uwolniłam się od ocen innych. Jednocześnie sama stałam się wolna od myślenia, czy brzydko albo ładnie wyglądam, czy wyrażam się albo postępuję głupio czy mądrze… i co na ten temat mogą myśleć albo mówić inni. Przestałam także w tych kategoriach oceniać innych. Och, to było niesamowite, zachwycające odczucie, to dało mi uwolnienie od utożsamiania się z jednym albo drugim „biegunem” postrzegania siebie i wyczulenia – w pewnym sensie nieuświadomionej wcześniej „nadwrażliwości” na postrzeganie mojej osoby przez innych.

    Jestem taka, jaka Jestem :-) I wiem, jestem świadoma, że Ty także jesteś taki lub taka, jaki lub jaka JESTEŚ.

    To był jeden z pierwszych i jeden z wielu „kroków milowych”, jakie do tej pory zrobiłam w moim procesie-życiu-nieustającej-podróży. Procesie polegającym na poszerzaniu (zakresu) mojej samo-świadomości poprzez zmiany starych wzorców i uwalnianiu się od nich, i transformowaniu, i otwieraniu się na całkiem nową wiedzę, nowe sposoby działania i istnienia…

    Dziękuję.

    • Bardzo Ci dziękuję za Twoją opowieść – głęboko wzruszającą dla mnie. Gratuluję Ci odwagi chęci do zmiany. Inspirujące są te słowa które napisałaś o uwolnieniu od ocen piękna / brzydka. Dziękuję!

Pozostaw odpowiedź Karolina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *