Gdy w ostatni weekend byłam na wsi u rodziców i z czeluści mojej ogromnej szafy wyciągałam łowicką kieckę w celu corocznego, letniego wietrzenia, natrafiłam na pudło zaklejone szczelnie szeroką, brązową taśmą klejącą. W środku były moje pierwsze pamiętniki, takie z czasów późnej podstawówki i wczesnego liceum. Zaczęłam czytać, otwierając kolejne zeszyty na przypadkowych stronach i zauważyłam, że najczęściej powracającym motywem tamtych czasów był mój tata.

A konkretnie to jak bardzo i za co go nienawidzę.

Zdziwiłam się szczerze, bo całe życie myślałam, że nie przeżyłam buntu nastolatki w żadnej formie, a tu taki jego ewidentny objaw. Wiecie, ja tego naprawdę nie pamiętam, ale ja generalnie słabo zapamiętuję smutne historie i wolę nie czuć nic, niż czuć niepozytywne emocje. Zawsze tak miałam – dobre zdarzenia zapamiętuję jako jeszcze lepsze, a złych prawie wcale albo też jako lepsze. Mnie to pasuje :) Wracając do meritum.

Tata.

Zapytajcie mnie o mojego tatę, a powiem, że kocham go strasznie, bardzo i przeokropnie wręcz. Na dzień taty zadzwonię do niego i będę próbowała mu to powiedzieć słowami „kocham cię, tato” ale nie jestem pewna czy mi się to uda.

Tata ma w moim życiu szczególną rolę dożywotniego autorytetu. Jest dla mnie synonimem siły i walki, zwycięstw i porażek. Przetrwalnik taki.

Mój tata nie jest ideałem. Pewnie dlatego czasem się buntowałam, gdy ktoś mówił „jesteś jak ojciec”.

Ale jest fajnym tatą. Jak byłam mała zrobił dla mnie domek na podwórku. Taki prawdziwy, z pustaków i z dachem z blachy. Zaplatał mi warkocze. Jednocześnie był wymagający i dawał mi dużo obowiązków, ale bardzo dużo się przy nim nauczyłam. Podczas wbijania gwoździ i heblowania desek. Pamiętam też bardzo dokładnie jak troskliwie zajmował się moją dużo młodszą siostrą – karmił ją mlekiem z butelki i przytulał przy tym mocno, śpiewał jej piosenki swoim tatowym głosem, zakładał jej opaskę na odstające uszy i krzyczał na mnie jak stawałam u wezgłowia jej łóżeczka, bo przecież „się dziecku oczy przekręcą”. Serio ;)

To jaka jestem, jestem najwięcej i przez niego i dzięki niemu. Mam nadzieję, że on o tym wie i że mu to nie przeszkadza. Bo niektóre nasze cechy wspólne przydałoby się zweryfikować :)

Choćby to, że ja idealizuję jego a on mnie.

Nie wiem jakim był/jest mężem, pracownikiem, kolegą, ale gdyby okazał się do dupy we wszystkich innych rolach jakie wyznaczyło mu życie to i tak bym go nie oceniała źle. A na pewno nie teraz, gdy jest dla mnie najstabilniejszym oparciem. Poza tym nie lubię oceniać, bo nie umiem być pewna słuszności swojej oceny. Przecież nie jestem tym kimś i nie wiem dlaczego postąpił tak a nie inaczej. Nawet największy scumbag nie urodził się zły. Po prostu życie się dzieje i czasem w pasmo dobrych i lepszych decyzji  wplatają się te gorsze.

Kiedyś myślałam, że mój tata wolałby syna zamiast mnie. Aż do dnia, gdy ze złością odpowiedział na, pozornie żartobliwy, komentarz swojego kolegi na mój temat słowami: „ty byś chciał, żeby twój syn był chociaż w połowie taki jak moja córka”.

Mój tata lubi się śmiać i świetnie opowiada dowcipy i niesamowite historie ze swojej młodości. Boże jak on się śmieje czasami. Buzia robi mu się czerwona i łzy mu ciekną po policzkach a łysawa głowa aż mu się poci od tego śmiania. Lubi łowić ryby a ja lubię jak on łowi ryby bo to go bardzo uspokaja. Świetnie tańczy. Mówi do mnie „córciu” przy ludziach.

Taki jest ten mój tata. Człowiek, który nie przeprasza za to że jest człowiekiem.

Nie życzę ci takiego taty jak mój tata.

Ale mam nadzieję, że twój tata jest dla ciebie kimś ważnym.