– Dobrze się czujesz, mamo?

– Tak – odparła – ale raptem uświadomiłam sobie coś, co bardzo trudno przyjąć mi do wiadomości.

– Mianowicie?

– Przez trzydzieści sześć lat miałam za złe twojemu ojcu, że nie zaspokaja moich potrzeb, a teraz właśnie zdałam sobie sprawę, że ani razu nie powiedziałam mu wyraźnie czego potrzebuję. 

Nie umiem mówić o swoich potrzebach. W ogóle, ludzie jakoś tak nie umieją mówić o tym, czego im trzeba. Często dlatego, że po prostu nie są w stanie skomunikować się ze sobą na tyle, by dręczącą ich potrzebę odkryć. Taka komunikacja ze sobą na głębokim, autentycznym i właściwym poziomie niestety nie jest dana w gratisie od bozi, tylko trzeba ją sobie świadomie wypracować. Przypatrując się sobie. Analizując. Zastanawiając się czego mi trzeba? Czy teraz jestem szczęśliwa? Czy jest coś, co by mi pomogło?

 

Nazywanie potrzeb też jest sztuką. Od dziecka uczę się języka faktów, języka służącego mi do opisywania rzeczywistości, którą widzę. Nikt nie uczył mnie języka emocji, którym mogłabym opisać rzeczywistość którą czuję w środku. Rzeczywistość, która dzieje się we mnie, a która jest dla mnie stokroć ważniejsza niż ta za oknem. Sama się muszę tego języka uczyć. Jest trudniejszy niż chiński, ale też na pewno dużo ciekawszy. Mówienie językiem potrzeb i emocji zmienia spojrzenie na wiele rzeczy.

 

Etap 1: Zniewolenie emocjonalne.

W tej fazie (…) poczuwamy się do odpowiedzialności za cudze emocje. Wydaje nam się, że nieustannie musimy wszystkich uszczęśliwiać. Jeśli ktoś w naszym otoczeniu wygląda nieszczęśliwie, czujemy się za to odpowiedzialni i zobowiązani, żeby jakoś zaradzić domniemanemu nieszczęściu. Łatwo może się stąd zrodzić poczucie, że właśnie ludzie nam najbliżsi są dla nas ciężarem.

 

To była trudna lekcja. Uwolnić się od poczucia odpowiedzialności za czyjeś uczucia. Nie chcę czuć się w obowiązku brać odpowiedzialności za twój smutek lub złość. Mogę być, wspierać, rozumieć (lub nie rozumieć), mogę towarzyszyć ci w przeżywaniu twoich uczuć. Ale one są twoje. Ja ich nie chcę, nie chcę czuć się w obowiązku wziąć je od ciebie.

A jeszcze trudniejsze było uwolnić się od wpływu innych na moje uczucia. Moje uczucia pochodzą ode mnie. Zawsze sądziłam, że jest odwrotnie – przecież to logiczne, że inni ludzie swoim zachowaniem budzą we mnie strach, złość, smutek, radość, przygnębienie, euforię, dumę… Straszna perspektywa. Jakbym była robotem sterowanym na pilota – wystarczy, że ktoś przyciśnie odpowiedni guzik (powie coś, zrobi, albo nie powie wtedy gdy powinien, albo nie zrobi tego czego oczekiwałam…) i już – zalewa mnie odpowiednia emocja. Zrozumienie, że inni ludzie NIE MOGĄ, najzwyczajniej w świecie nie mogą wywołać we mnie żadnej emocji, że moje emocje pochodzą z moich ocen i interpretacji, oceniam jako MILOWY krok w moim rozwoju. Krok, który właściwie cały czas robię.

 

Etap 2: „Tupet”

W tej fazie uświadamiamy sobie, ile kosztuje nas branie odpowiedzialności za uczucia innych ludzi i zaspokajanie cudzych chęci ze szkodą dla siebie. Gdy to zauważymy, możemy wpaść w gniew (…) w obliczu cudzego bólu rzucamy różne bezczelne uwagi, na przykład „Nie moje zmartwienie! Nie odpowiadam za twoje uczucia!” (…) Musimy się jeszcze nauczyć, jak poczuwać się do odpowiedzialności wobec innych w taki sposób, żeby samemu nie popadać przy tym w emocjonalne zniewolenie.

Ja jestem odpowiedzialna za moje uczucia, ty za swoje.

Ja jestem odpowiedzialna za moje potrzeby, ty za swoje. Moim obowiązkiem nie jest odgadywać twoje potrzeby z fusów i układu gwiazd na niebie. Twoim obowiązkiem nie jest domyślać się, czego chcę.

 

Etap 3: Emocjonalne wyzwolenie

Bierzemy pełną odpowiedzialność za swoje intencje i czyny, ale nie za cudze uczucia. Na tym etapie mamy już świadomość, że nigdy nie zdołamy zaspokoić własnych potrzeb cudzym kosztem (…) umiemy nazwać swoje oczekiwania po imieniu.

… a wtedy przyjdzie taki piękny moment, kiedy z pełną miłością będę mogła na przykład powiedzieć partnerowi: jestem z tobą, bo cię nie potrzebuję. Bo nie jesteś od załatwiania za mnie rzeczy niezałatwionych, nie jesteś od tego, żebym tobą mogła zaspokajać swoje potrzeby.

I to cudowne.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki M. Rosenberga Porozumienie bez przemocy.