Dziś z moim Mężczyzną oglądaliśmy do kotleta jakiś talent show. Ktośtam cośtam, w każdym razie zapragnęłam skomentować występ słowami, które wyraziłyby umiarkowany zachwyt (a raczej jego brak). Z automatu przyszło mi na myśl wdzięczne „chuja nie buja”. Zdarzało mi się do tej pory używać tego zwrotu, jednak właśnie dziś przyszła smutna refleksja – coś tu zgrzyta, coś smuci. Określenie jest fajne, jędrne, jednak jednopłciowe i niekobiece. Nie wiem, jak to jest mieć onego, a tym bardziej rozbujanego onego. Myśl ta tak mocno się mnie uchwyciła, że zaczęłam gorączkowo poszukiwać jakiegoś godnego zastępcy, wersji alternatywnej, którą mogłyby mieć dla siebie babeczki.

Pierwszym słowem, które zapragnęłam wziąć na warsztat była „cipka”. Niestety, już po chwili okazało się, że nie jest wcale tak łatwo ułożyć wokół niej chwytliwego, rymującego się i trafiającego w punkt hasła. „Cipka nie gibka” nie przekonało mnie. Poszłam dalej.

Pochwa. Tu przepadłam na samym starcie, nie znajdując w głowie absolutnie żadnego rymu, a co dopiero adekwatnego! Chwilę główkowałam, jednak w końcu odpuściłam i to słowo.

I nagle olśniło mnie – wagina! Słowo lekkie, wdzięczne, pasujące do każdej okazji, a przy tym – mające potencjał rymotwórczy! Po chwili urodziłam hasło, z którego zrobiłam się strasznie dumna (pewnie dlatego, że poruszyło strunę mojego specyficznego poczucia humoru). Zapragnęłam się nim z Wami podzielić, bo a nuż komuś również przypasuje, może przypomni się w smutnej godzinie i rozjaśni spojrzenie. A hasło to, moja babska alternatywa dla „chuja nie buja”, brzmi: WAGINA NIE POGINA! I tymi słowy zamierzam komentować od dziś otaczającą rzeczywistość.

 

(grafikę znalazłam na stronie http://thebreaks.post-new.com)