Na określoną godzinę nie idzie się umówić. W każdym razie bywa to trudne.

Sofia zasypia teraz trzy razy w ciągu dnia. Wstajemy rano, między 6:00 a 7:00. Pierwsza drzemka przypada 1-2 godzin później. Następna w okolicy 13:00, a ostatnia między 16:00 a 18:00. Drzemek przeważnie jest trzy, a trwają w przedziale od 15 minut do 2 godzin. To zależy od tego co się danego dnia dzieje. Czy jest ciekawie, nowi ludzie, nowe miejsca, czy rutynowo i codziennie (co oznacza też Spokojnie).. Kiedy budzi się po kwadransie lub półgodzinie, robię co mogę, żeby usnęła szybko jeszcze raz. Czasem się udaje, czasem nie.

Próbowałam przytoczyć to wszystko Pani D. przez telefon w bardzo dużym skrócie, tłumacząc dlaczego jest mi trochę trudno umówić się na „przyszły czwartek o 12:00”.

Oczywiście zawsze można próbować. Może zaśnie akurat przed wizytą, i obudzi się u jej końca.

Pani D. jest psychoterapeutką. Chciała mi doradzić (używając jej słów – „pomóc”). Zasugerowała, żeby przyjść bez dziecka, żeby „odzyskać trochę tej utraconej wolności”.

Wolności.. powtórzyłam sobie. No i kolejny wodospad myśli…

Może i nie mam tej samej wolności, którą cieszyłam się (i smuciłam) zanim urodziła się Sofia, ale mam Całkiem Nową Wolność. Jestem w Nowym Świecie. Proszę to zauważyć!

Przemierzam lądy i oceany, jestem odkrywcą. Poznaję Nowego Człowieka. Uczę go i uczę się od niego. Razem układamy swój własny język, dotykamy swoich ciał, patrzymy sobie w oczy, chodzimy na spacery, kąpiemy się, czytamy, śpiewamy, tańczymy, malujemy, łaskoczemy i w ogóle robimy wszystko, co człowiekowi przyjdzie do głowy. To jest wolność.

Cóż wolnością nie jest?

Wierzę, że człowiek jest wolny absolutnie zawsze, chyba że zacznie myśleć, że nie jest.

Wtedy się sam skazuje, no i wolność znika.

Wierzę, że wszystko ma początek w myślach, a więc trzeba te myśli pielęgnować.

Odkurzać, przycinać i przesadzać, jak kwiaty. I trzeba użyźniać ich glebę… odżywiać swój umysł.

 

Jaką to „utraconą wolność”? Co ja mam „odzyskiwać”? Nic już teraz nie skubnę z życia Wcześniejszego, bo jestem mamą, Mamą, MAMĄ ! Czy naprawdę jestem tak zniewolona, że godzinna wizyta u terapeutki ma nosić miano mojej odzyskanej wolności? Gdzieś tam czuję, że wyolbrzymiam, i że Pani D. miała dobre intencje. I może jej słowa zakuły mnie, bo poczułam w nich trochę prawdy. Ale jednak…

Nie pojadę na razie sama na stopa po Irlandii. Nie będę się włóczyć sama po plaży w Maroko. Nie pojadę nawet sama do Green Cafe Nero na Stare Miasto żeby przez godzinę popisać w zeszycie i napić się kawy. Karmię piersią, i wyłącznie piersią. Bo tak wybrałam. I czuję w sobie misję i spokój i siłę. Bywa ciężko, ale to nie przez karmienie, czy noszenie. Jedynie przez niewyspanie….

Tak się wyklarowało przez ostatnich 6 miesięcy: sen Sofii jest dla mnie najważniejszy na świecie.

Najważniejszy – bo wyspana Sofia, oznacza, że ja też będę wypoczęta. Oznacza spokojne godziny międzydrzemkowe, brak krzyków i płaczu i tak zwanego „marudzenia”.

Wyspana w dzień Sofia lepiej śpi w nocy, i szybko zasypia wieczorem (przy piersi, leżąc przy mnie w łóżku).

Wyspana Sofia jest bardziej skupiona i wyciszona, ma jasne, śmiejące się oczy, a jej cera ma ładniejszy, brzoskwiniowy odcień.

Kiedy Ona jest wyspana, ja mogę oszczędzić energię, którą inaczej pożytkowałabym na uspakajanie jej.

Sen sen i jeszcze raz sen!

 

Jeśli już naprawdę uparłabym się, żeby jakąś wolność odzyskiwać, odbyło by się to właśnie poprzez stróżowanie i czuwanie nad snem dziennym mojej córki. Wtedy wszystkim jest lżej. Spokojna Sofia może być godzinę z Tatą, a ja w tym czasie ogarnę kuchnię, albo popiszę, albo poćwiczę jogę.

Wyspanie oznacza brak spięć. Sygnały, które dostaję od Niej, kiedy jest wypoczęta, diametralnie różnią się od tych, które wysyła (wystrzela), kiedy jest zmęczona i rozdrażniona.

Może wychylić się z fotelika samochodowego i pisnąć z uśmiechem, albo może zacząć krzyczeć i się kręcić nawet już przystawiona do piersi – i oba te sygnały znaczą, że chce już jeść i spać.

Nauczyłam się czytać ją spokojną. Nauczyłam się i jestem z tego dumna i będę o to dbać.

Nie podążałam za radą jednej z moich krewnych, żeby „karmić dopiero jak zacznie płakać”. Zawsze starałam się być czujna i obecna, i reagować na Ciche i Subtelne.

Dziecko się komunikuje. I jest mądrzejsze niż się niektórym wydaje…

 

Oczywiście, że jestem zmęczona.

Milionem rzeczy! A także brakiem innego miliona rzeczy. Ale przystosuję się do Nowego, tak jak każda inna mama na świecie.

Już idzie mi lepiej niż choćby miesiąc temu.

Zaczęłam wreszcie ćwiczyć. Nie cackam się już z równym wieszaniem prania. Pieluchy składam szybciutko. Zostawiam kurzowe kotki po kątach i zamiast zamiatania biorę się za przędzenie albo czytanie książki. Chcę czasu i przestrzeni tylko dla siebie i staram się je kreować. Ale nie kosztem snu Sofii…

 

Bajka mówi mi „za dużo ją nosisz, jesteś zmęczona, połóż ją”, a ja przecież „kładę ją” czasem, ale też noszę, i się tego noszenia będę trzymać bo czuję, że obie z Sofią to lubimy.

Nic – ale to nic – nie męczy mnie bardziej niż rozdrażniona i krzycząca z niewyspania córka, kiedy ani pierś nie działa, ani łaskotki, ani w ogóle nic. 10 kilogramów na ręku to wcale nie jest taki duży ciężar, kiedy się już zaprawiło w noszeniu przez pół roku, a te 10 kilogramów jest miękkie, spokojne i pasywne. Razem idziemy przez dzień, robimy różne rzeczy. Jak naprawdę się zmęczę, albo potrzebuję dwóch rąk, wtedy 10 kilogramów idzie do Taty, albo na kanapę pod czujne oko.

 

Oczywiście, że mogę zostawić ją z Tatą na godzinę, żeby porozmawiać z Panią D. sam na sam. Dziecko szybko przejmuje emocje z otoczenia, a rozmowa z psychoterapeutą to zwykle emocjonalna wylewka. Wolałabym nawet, żeby nie było jej w tym samym pokoju.

Ale może się zdarzyć, że wyjście z domu opóźni się 20 minut przez karmienie piersią i usypianie. Pani D. nie ma miejsca na takie poślizgi. Klient za klientem… Rozumiem.

Zaczęła kombinować co mogę zrobić, żeby jakoś się jednak z nią spotkać. To też rozumiem. Ale żeby od razu o tej wolności utraconej…to mnie jakoś zniesmaczyło.

 

I wieczorem, podczas spaceru, zrozumiałam.

Nie wydam 100 złotych na wizytę u Pani D.

Nie opowiem obcej kobiecie o moich sprawach damsko-męskich, ponieważ

Odpowiedzi są tylko w środku.

We mnie.

Nie potrzebuję iść do Pani D, bo nie potrzebuję słuchać sugestii, co do mojego związku, macierzyństwa, sposobu życia i w ogóle czegokolwiek od .. kogokolwiek.

Sama jestem buddą.

Potrzebuję ciszy, nie słów.

Ciszy, nie rady.

Nie trzeba mi więcej mącić wody, tylko ukołysać się i zwrócić do Środka,

i słuchać.