Moja wagina nie wymaga żadnego cackania się. Wystarczająco ładnie pachnie. Może nie płatkami róż. Ale nie próbujcie jej upiększać. Nie wierz mu, kiedy ci wmawia, że pachnie płatkami róż. Ma pachnieć waginą, i już. A oni próbują nam wmówić dodatkowe wymogi higieny, żeby pachniała jak dezodorant łazienkowy albo ogród. Wachlarz dezodorantów intymnych — zapach kwiatów, leśny, deszczowy. Wcale nie chcę, żeby moja wagina pachniała jak deszcz!

E. Ensler – Monologi waginy

Kocham swój zapach, zawsze uważałam go za piękny i podniecający. Mówi się czasem złośliwie, że kobieta nic nie robi tylko siedzi i pachnie. Otóż ja czasem nic nie robię, tylko siedzę i pachnę. Najbardziej lubię siedzieć po turecku, z zamkniętymi oczami, w sukience i bez majtek. Wtedy zapach jest wyraźniej wyczuwalny. Intensywny, trudny do zdefiniowania, do uchwycenia, do wytłumaczenia. Pierwotny, pachnący życiem, seksem, szczęściem, ziemią, siłą, radością, władzą, podnieceniem, pragnieniem, miłością, solą i wilgocią. Mną.

 Kocham swój zapach. I kocham swój smak.

Nie rozumiem kobiet, które nie lubią swojego naturalnego, zdrowego zapachu. Perfumowane wkładki higieniczne i podpaski o zapachu, rzekomo, rumiankowym, od którego chce mi się wymiotować, były dla mnie wystarczającym zaskoczeniem. Kiedy jednak dowiedziałam się, że istnieją dezodoranty intymne, uznałam, że coś jest z kimś nie tak. Albo ze mną, albo ze światem. Najpierw, co prawda, dostałam czkawki ze śmiechu, gdy wyobraziłam sobie mnie, z jedną nogą gustownie zadartą do góry, psikającą sobie pomiędzy nogi zapachem lasu albo morskiej bryzy, potem jednak przeraziłam się. Czy to znaczy, że naturalny zapach intymny jest okropny, albo przynajmniej niepożądany? Czy to znaczy, że jeżeli uwielbiam całować się z mężczyzną, po tym jak on pieścił mnie oralnie, bo wtedy pocałunki pachną i smakują cudownie, albo jeśli czasem liżę swoje palce po masturbacji to powinnam mocno zastanowić się nad stanem swojego zdrowia psychicznego?

 Nie miałam kogo zapytać, a potrzebowałam odpowiedzi natychmiast. To, co znalazłam po wpisaniu w wyszukiwarkę słów „czy lubicie zapach swojej cipki”,  zbiło mnie z tropu.

 Wiele kobiet nie wie, jak pachną ich waginy. Wiele z nich nie wie, jak smakują. Dla wielu z nich perspektywa włożenia palca do cipki i powąchania go lub, o zgrozo, polizania, jest czymś nie do wyobrażenia, o wykonaniu nie wspominając.

 Wiele kobiet wstydzi się, gdy ich partnerzy zadowalają je oralnie, bo są przekonane, że pachną i smakują okropnie. Ja widać trafiałam na fetyszystów, których podniecał zapach mojej waginy.

 Wiele kobiet nie rusza się nigdzie bez dezodorantu intymnego.

 Wiele kobiet podmywa się nawet pięć razy dziennie, i nie chodzi o dni, gdy mają okres. Gdybym ja szorowała się pięć razy dziennie codziennie między nogami, moja wagina byłaby jednym nieustającym stanem zapalnym, pomyślałam. Chusteczki do higieny intymnej są dla mnie błogosławieństwem w podróży i na biwaku, a nie obowiązkiem po każdym skorzystaniu z toalety. Bogini, chyba jednak jestem nawiedzona. A zawsze wierzyłam, że ciepła czysta woda podczas prysznica rano i wieczorem to jest to, co mojej waginie i mnie wystarcza.

 Bo ja naprawdę kocham swój zapach. Nienawidzę tych wszystkich durnych dowcipów o waginach śmierdzących rybą. Wiecie, w stylu „Przechodzi ślepy koło sklepu rybnego i mówi: Witam piękne panie!”. Moja wagina nie śmierdzi śledziem.

 Oczywiście, że czasem nie pachnie ładnie. Czasem zapach się zmienia, staje się nieprzyjemny i niepokojący. Oglądam ją wtedy dokładnie, żeby zobaczyć co jej dolega, bo wiem, że coś jest nie tak. A gdy ją wyleczę, znów z przyjemnością siadam po turecku, żeby czuć jej zapach, czasem delikatny, czasem ostry i intensywny, najpiękniejszy na świecie. Chociaż nie pachnie różami ani morską bryzą. Tylko nie wiem, czy nie powinnam tego ukrywać przed światem.

Ten tekst po raz pierwszy ukazał się na portalu Seksualność Kobiet.

(Image via iStock)

Maria Magdalena