Wyjeżdżam niedługo, na długo. Na bloga nie będzie to miało wpływu, znaczy – pisać będę dalej, tylko w nieco piękniejszych okolicznościach przyrody. Ale ten wstęp jest potrzebny, żeby rozwinięcie miało sens. Otóż znajomi i nieznajomi na wieść o moim wyjeździe do pięknego, dla wielu z nich wymarzonego kraju, reagują często tym jednym słowem – „Zazdroszczę!”. Usłyszałam to słowo w ciągu ostatnich tygodni bardzo często. I przypomniałam sobie, jak jakiś czas temu podjęłam świadomą decyzję, że ja chcę to słowo wykluczyć ze swojego słownika. Podobnie jak kilka innych słów, o których już pisałam.

 

Dlaczego?

Dlatego, że w moim odczuciu słowo „Zazdroszczę!” stawia osobę je wypowiadającą w pozycji braku. Ty coś masz, ja czegoś nie mam, a chciałabym. Zazdroszczę ci, że to masz i tym słowem wzmacniam w sobie poczucie braku. Podkreślam, że tego nie mam, skupiam na tym swoja uwagę i energię. Na braku. Na niedostatku.

A ja nie chcę wzmacniać w sobie poczucia braku, chcę wzbudzać, wzmacniać i pielęgnować poczucie obfitości.

I absolutnie nie chodzi mi teraz o to, by nie odczuwać zazdrości. To zupełnie inna bajka. Nie ma żadnego guzika, który z automatu pozwala wyłączyć „niewygodne uczucia”, i chwała za to, że nie ma.

Chodzi o to, że język którym się posługujesz, tworzy rzeczywistość w której żyjesz. I warto zwracać uwagę na wypowiadane słowa. Uważam, że wypowiadanie słów „Zazdroszczę ci” faktycznie karmi, wzmacnia, podsyca zazdrość i poczucie braku / nieadekwatności / niesprawiedliwości/ chęci bycia kimś innym, gdzieś indziej. Czyli wzmacnia poczucie nieszczęścia.

Tak, wiem, że często używamy tego „Zazdroszczę!” w takim pozytywnym sensie. Zazdroszczę ci, w znaczeniu, ale masz fajnie! (a czasem w domyśle: a ja, kurde, mam niefajnie).

To w takim razie dlaczego tego nie powiedzieć wprost, jeśli uważasz, że ktoś ma fajnie?

Gdy podjęłam decyzję o wyeliminowaniu słowa „Zazdroszczę” ze słownika, potrzebowałam je czymś zastąpić. Stworzyłam sobie więc kilka wyrażeń, których można użyć zamiast. Na początku może nie zawsze to co mówiłam było szczere, ale… zmiana przyszła, przyszła bardzo szybko i teraz, gdy wypowiadam te słowa, czuję, że płyną prosto z serca i że wzmacniają nie tylko osobę która je słyszy, ale też mnie – gdy je wypowiadam. I teraz naprawdę bardzo, bardzo, bardzo rzadko komuś czegoś zazdroszczę.

 

Co zamiast „Zazdroszczę!”?

 

Wspaniała wiadomość, bardzo się cieszę!

Gratuluję ci!

To super, cieszę się!

Cudownie, że coś takiego ci się przydarzyło!

Życzę ci jeszcze więcej takich chwil / okazji / sytuacji… etc.

Wspaniale, że to mówisz!

To naprawdę super!

Jesteś naprawdę odważna / niesamowita / inspirująca / niezwykła!

Fajnie!

Trzymam kciuki za ciebie!

Bardzo się cieszę twoim szczęściem!

 

I tak dalej, i tak dalej… Wiecie co, gdy pisałam te przykładowe wyrażenia, to poczułam, że one mogą być naprawdę wspaniałe i wspierające dla osoby która je słyszy. Poczułam, że sama chciałabym je usłyszeć. Bo gdy ktoś  na wieść, że wyjeżdżam do Islandii mówi mi „Zazdroszczę!” to czasem nie wiem co mam z tym zrobić. Pocieszyć tę osobę? Powiedzieć, że nie ma powodu do zazdrości? Powiedzieć „Dziękuję”? Powiedzieć „Eeeee…”? ;)

To jedno słowo „Zazdroszczę” w moim poczuciu odbiera radość i osobie je wypowiadającej, i osobie do której jest skierowane. Ba, czasem nawet mam poczucie, że w tym jednym słowie tkwi podtekst – oby ci się nie udało. Albo  – ty to masz fajnie, a ze mnie taki nieudacznik.

A jeśli ktoś naprawdę się cieszy i w tym znaczeniu chce użyć słowa „Zazdroszczę!”, to po stokroć wolałabym usłyszeć wprost – wspaniale, fajnie, cieszę się, bo widzę, że ty się cieszysz!