Pamiętam, że poczułam to wyraźnie po raz pierwszy kilka miesięcy temu. Że życie naprawdę jest proste. Jest banalne, nieskomplikowane, łatwe. A ja sobie je tak bardzo komplikuję, i ty też. Ambicjami. Myślami na swój temat, które jakimś cudem zawsze są niepochlebne. Nadawaniem różnym sytuacjom etykiety problemu, trudności, porażki. I interpretacjami, interpretacjami, wiecznymi interpretacjami na temat tego co inni ludzie myślą na mój, twój temat, na temat tego co robimy, jakie decyzje podejmujemy. I przekonaniem, że to w ogóle jest ważne. Nie, to wcale nie jest ważne. I przekonaniem, że życie jest ciężkie, trudne, mozolne. Nieprawda. Jest po prostu takie, jakie chce się je widzieć.

Czemu się o tym nie mówi? Czemu dzieciom nie powtarza się, że życie jest proste, jest zachwycające, jest  – no właśnie, po prostu jest.

Czemu na przykład tak bezrefleksyjnie powtarzamy: życie to nie bajka, życie to bitwa. Albo gdy coś się nie uda: takie jest życie. Albo, gdy ktoś nas zawiedzie: cóż, życie.

Czemu nie w drugą stronę? Czemu, gdy szczęście rozpiera nas tak, że ledwo można oddychać, czemu wtedy nie mówić: takie jest życie?